Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Prawo autorskie

„Podkradanie” tekstów przez konkurencję

Nie można nazwać streszczeniem czy wycišgiem przejęcia cudzego tekstu w całoœci z pominięciem jedynie kilku mniej istotnych akapitów - uważa Zbigniew Okoń, radca prawny zajmujšcy się prawem autorskim
Rz: Dużym problemem wydawców jest podkradanie tekstów przez konkurencję. Polega to na obszernym „streszczaniu" publikacji z innych gazet z cytowaniem dużych fragmentów. Nieraz jest to cały artykuł z dodaniem nazwy pisma, ale już bez nazwiska autora... Zbigniew Okoń: Podstawę takiej działalnoœci majš z reguły stanowić tzw. licencje ustawowe przewidziane dla prasy, przede wszystkim zezwolenie na rozpowszechnianie wycišgów ze sprawozdań i artykułów lub streszczeń opublikowanych już utworów (odpowiednio art. 25 ust. 1 pkt 2 i 5 prawa autorskiego). Oba uprawnienia sš rzeczywiœcie nadużywane. Nie można przecież nazwać streszczeniem czy wycišgiem przejęcia cudzego tekstu w całoœci z pominięciem jedynie kilku mniej istotnych akapitów. Ponadto z przepisów wynika obowišzek podania twórcy i Ÿródła. Jeżeli przy artykule został wskazany autor lub jego inicjał, taka sama informacja powinna się znaleŸć przy wycišgu lub streszczeniu. Jej pominięcie jest naruszeniem prawa autorskiego. Przedstawiciele Izby Wydawców Prasy wskazujš, że granice dozwolonego cytatu sš zbyt szerokie, że sš kraje, w których cytat okreœlony jest np. procentowo.
Rzeczywiœcie padajš takie stwierdzenia, kryje się tu jednak pewne nieporozumienie. Dozwolony cytat uregulowany jest w innych przepisach ustawy. Problemem sš raczej ograniczenia cudzych praw autorskich przeznaczone specjalnie dla œrodków masowego przekazu, takie jak wspominane zezwolenie na rozpowszechnianie wycišgów i streszczeń. Zasadne jest więc pytanie, czy tak szerokie licencje dla mediów – w dodatku nieodpłatne – rzeczywiœcie powinny funkcjonować w naszym prawie. Były pomyœlane jako podstawa różnego rodzaju przeglšdów prasy. W obecnym stanie rzeczy sš jednak wyraŸnie nadużywane i przynoszš straty wydawcom prasy inwestujšcym w tworzenie własnych tekstów. Można też kwestionować ich zgodnoœć z prawem europejskim. Żadna z dyrektyw nie przewiduje podobnych regulacji. Pochodzšca z 2001 r. dyrektywa 2001/29/WE o prawie autorskim w społeczeństwie informacyjnym pozwala wprawdzie na pozostawienie niewymienionych w prawie wspólnotowym ograniczeń prawa autorskiego, muszš być jednak spełnione dwa warunki. Po pierwsze, ograniczenia te powinny być przewidziane w przepisach krajowych już przed wejœciem w życie dyrektywy, po drugie, powinny dotyczyć wyłšcznie „przypadków o mniejszym znaczeniu". W sytuacji, gdy wspomniane regulacje majš wyraŸny i negatywny wpływ na całš branżę, trudno mówić o „przypadku o mniejszym znaczeniu". Zdarza się także, że swobody œrodków masowego przekazu sš sformułowane ewidentnie za szeroko. Przykładowo nasza ustawa dopuszcza przedruk fotografii prasowych (art. 25 ust. 1 pkt 1 lit. c). Gazetom, portalom zależy na przedrukach, tylko żeby nie była to kradzież i były respektowane prawa autorskie. System ochrony wyraŸnie nie jest dostateczny. W prawie autorskim bardzo ważne jest zachowanie równowagi między interesami twórców, wydawców i odbiorców. Nadmierne ograniczenie licencji ustawowych dla prasy utrudni wymianę informacji i podniesie ryzyko prawne prowadzenia działalnoœci wydawniczej. Z drugiej strony obowišzujšce przepisy wymagajš przeglšdu i dostosowania ich do obecnych warunków ekonomicznych i nowych technologii, tak aby zapobiegać praktykom, które w zasadzie należy nazwać pasożytnictwem. Dlatego dobrze by było, gdyby œrodowisko wydawców prasowych wypracowało wspólne postulaty zmian prawa autorskiego. Warto także pamiętać, że „na papierze" mamy bardzo wysoki poziom ochrony własnoœci intelektualnej i jedne z najbardziej restrykcyjnych przepisów w Europie. Jednoczeœnie w odbiorze społecznym, w tym w odbiorze twórców, bardzo często spotkać można ocenę, że w Polsce własnoœć intelektualna nie jest chroniona należycie. Prawo na papierze to nie wszystko. Owszem. Wydaje się, że problem nie leży w samych przepisach, ale w ich egzekwowaniu. Z tym jest gorzej, a jednš z przyczyn takiego stanu rzeczy jest brak należytego przygotowania sšdów do rozpatrywania sporów z zakresu prawa autorskiego. Ta dziedzina jest dosyć trudna, wymaga specjalistycznej i obszernej wiedzy, a jednoczeœnie sędziowie stykajš się z niš stosunkowo rzadko.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL