Ochrona Zdrowia
Napięta sytuacja w szpitalach przed "białym szczytem"
W wielu szpitalach w kraju nadal nie rozwiązano sprawy zapłaty za dyżury lekarskie, trwają rozmowy o podwyżkach. Do Sejmu trafiły trzy projekty ustaw zdrowotnych. Na poniedziałek zapowiedziano "biały szczyt" z udziałem przedstawicieli środowisk medycznych.
Tego samego dnia w całym kraju mają protestować pielęgniarki. Z protestem wstrzymują się natomiast ratownicy medyczni.
Premier Donald Tusk powiedział, że "bardzo serio" traktuje "biały szczyt" w służbie zdrowia. Dodał, że liczy na obecność prezydenta Lecha Kaczyńskiego lub jego przedstawiciela. "Jeśli będzie trzeba, będę siedział cały dzień z przedstawicielami m.in. środowisk pielęgniarskich, żebyśmy z tego kryzysu wszyscy wyszli suchą nogą, żeby nie było poczucia, że nie potrafimy tych problemów rozwiązać" - mówił.
Wiceminister zdrowia Marek Twardowski odpowiedzialny w resorcie za dialog społeczny podkreślił, że "biały szczyt" ma być spotkaniem, na którym będzie mało polityki, wysłuchany natomiast zostanie głos środowisk medycznych.
Klub PO złożył w piątek do marszałka Sejmu trzy projekty ustaw zdrowotnych: o zakładach opieki zdrowotnej, o dodatkowych, dobrowolnych ubezpieczeniach oraz o prawach pacjenta. W przyszłym tygodniu mają być przyjęte kolejne, m.in. o koszyku świadczeń medycznych. Resort zdrowia zapewnia, że procedury ratujące życie znajdą się na liście świadczeń gwarantowanych.
Pielęgniarki szykują się do protestu
We wszystkich regionach kraju pielęgniarki w poniedziałek zamierzają przeprowadzić akcję protestacyjną. W zależności od efektów negocjacji z dyrektorami, poszczególne placówki zostaną oflagowane lub pielęgniarki odejdą na dwie godziny od łóżek pacjentów w godzinach 10-12 lub 11-13. Decyzje o formie strajku będą podejmowane w zależności od efektów negocjacji z dyrektorami placówek.
Po spotkaniu Trójstronnego Zespołu do spraw Ochrony Zdrowia o wstrzymaniu się z zaplanowanym na poniedziałek strajkiem zdecydowali ratownicy medyczni.
Bukiel: sytuacja wciąż jest napięta
Według szefa Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy Krzysztofa Bukiela tylko w pojedynczych szpitalach w Polsce, gdzie podpisano porozumienia między lekarzami a dyrekcją, sytuacja jest unormowana na dłuższy czas. Bukiel uważa, że w większości placówek sytuacja jest napięta.
W piątek odbył się dwugodzinny strajk ostrzegawczy pielęgniarek i położnych w szpitalu powiatowym w Skarżysku-Kamiennej (Świętokrzyskie). Uczestniczki protestu żądają od pracodawcy podwyżki płac. W czasie strajku dyżurował średni personel medyczny; na oddziałach chorych w poważnym stanie - dwuosobowy, a na innych jednoosobowy.
Tymczasem w Klinice Ginekologii Onkologicznej Akademii Medycznej w Gdańsku zniesiono trwające od początku tygodnia ograniczenia przyjęć pacjentek. Lekarze zgodzili się na pracę w nadgodzinach do czasu wyczerpania limitów godzinowych - co może trwać jeszcze 3-4 tygodnie.
W Specjalistycznym Szpitalu Wojewódzkim w Słupsku (Pomorskie) podpisano porozumienie, dotyczące podwyżki płac personelu. Nie obejmuje ono jednak lekarzy. Porozumienie dotyczy pielęgniarek, pracowników obsługi medycznej i administracji, czyli 900 z 1060 osób, zatrudnionych w szpitalu. Lekarze domagają się 50-procentowej podwyżki płac i kontraktów. Na zaproponowany przez dyrektora 35-procentowy wzrost uposażeń i podpisanie klauzuli opt-out zgodzili się jedynie lekarze z oddziału chirurgii dziecięcej.
W Wojewódzkim Szpitalu Psychiatrycznym w Świeciu nad Wisłą (woj. kujawsko-pomorskie) zaplanowano na poniedziałek rozmowy dyrekcji z lekarzami; jeżeli się nie powiodą, placówce może grozić ewakuacja. Lekarze odrzucają dotychczasowe propozycje kierownictwa placówki, twierdząc, że w praktyce oznaczają one wzrost pensji zasadniczych o 200-300 zł. Negocjacje dodatkowo utrudnia trudna sytuacja szpitala, który jest obciążony długiem - prawie 7 mln zł.














