Kryzys finansowy
Polska nie jest pod specjalną osłoną
Recesja nie dotknęła Polski, ale nie możemy udawać, że jesteśmy odporni na wpływy zagraniczne – twierdzi prezes Instytutu Sobieskiego w rozmowie z Joanną Lichocką
Rz: Kryzys finansowy zatacza coraz szersze kręgi na świecie, państwa europejskie podejmują działania interwencyjne, wpompowując w swe systemy bankowe potężne sumy. Można powiedzieć przewrotnie, że Polska nie ma takiego problemu, bo właściwie nie ma banków.
Prywatyzacja tego sektora nastąpiła kilka lat temu i obecnie tylko kilka banków ma swoje centra decyzyjne w Polsce. Można się oczywiście zastanawiać, snując scenariusze historii alternatywnej, czy rzeczywiście podjęto optymalne decyzje i jak wyglądałby polski system finansowy, gdyby podjęto inne, ale dziś to dyskusja akademicka.
Co to znaczy?
Zacznę od szerszej refleksji. W ostatnich tygodniach można zauważyć zaskakującą zmianę liberalnego paradygmatu myślenia o gospodarce. W latach 80. i 90. na świecie zwyciężyło myślenie wolnorynkowe, obserwowaliśmy sukces prywatyzacji i deregulacji na rynkach finansowych. I teraz, gdy niewidzialna ręka rynku mówi „sprawdzam”, konsekwentny liberał powinien powiedzieć: OK, jest kryzys i jego negatywne skutki, czyli bankructwa tych firm, które miały słabą strukturę aktywów. Niestety konsekwentnych liberałów jest na świecie niewielu. Znajdują dwa wyjścia. Część twierdzi, że obecna sytuacja to porażka rządowego regulatora i przerzucają nań odpowiedzialność. Inni dowodzą, że nie można pozwolić upaść bankom, bo nawet jeśli popełniono błędy, to ze względu na ich status – firm zarządzających pieniędzmi – konsekwencje byłyby bardziej poważne. Wobec tego rządzie, interweniuj, prosimy o dokapitalizowanie i podtrzymanie płynności. Klasyczny liberał powiedziałby: trudno, słowo się rzekło, kobyłka u płota, bankrutujemy. Ale gdy system pozwala nie upaść, to najbardziej liberalni liberałowie z upadających banków chętnie z tego korzystają.
Mówi pan o Wielkiej Brytanii, gdzie rząd znacjonalizował cztery banki. Ale u nas to chyba nie nastąpi. Żaden bank nie przyjdzie do premiera Tuska z prośbą o interwencję, lecz w razie czego zwróci się do centrali. A te do swoich rządów.
Nasza sytuacja na szczęście jest w miarę przyzwoita. W technicznym rozumieniu recesja nie dotknęła Polski, ale nie możemy udawać, że jesteśmy odporni na wpływy zagraniczne. Otwarcie naszej gospodarki na świat wiązało się z dobrymi konsekwencjami – wzrostem poziomu wymiany gospodarczej, inwestycjami zagranicznymi. Ale gdy teraz słyszę, że jesteśmy odporni na wydarzenia zagraniczne, to się zastanawiam, czy autorzy takich opinii uważają, że na negatywne skutki jesteśmy jakoś cudownie impregnowani? Że jesteśmy pod jakąś specjalną osłoną, która przepuszcza do nas jedynie pozytywne oddziaływania z zachodnich gospodarek? To myślenie życzeniowe. Trzeba całkiem poważnie, ale też spokojnie podjąć działania w celu stworzenia scenariusza łagodzącego spowolnienie gospodarcze.
Wracając do sektora bankowego, polski Skarb Państwa kontroluje cztery banki – PKO BP, BGK, BOŚ i pośrednio Bank Pocztowy. Istnieje jeszcze kilka banków prywatnych kontrolowanych przez rodzimy kapitał. To jednak zdecydowana mniejszość. Reszta posiada swe centra decyzyjne za granicą. Decyzje ich dotyczące podejmowane są więc Nowym Jorku, Mediolanie czy w innych miastach świata.
I w scenariuszu, kiedy banki znalazłyby się w kłopotach, istotnie mogą następować mechanizmy niepokojące. W pierwszej kolejności udają się po pomoc do macierzystych krajów – tak było w przypadku największego banku w Polsce, kontrolowanego przez UniCredit, Pekao SA. W obliczu zachwiania się jego sytuacji finansowej w obronę włoskiego charakteru tego banku zaangażował się osobiście premier Włoch.
Mówi pan: teraz się nie martwmy, bo te firmy, które mają banki w Polsce, nie mają kłopotów...
... lub rozwiązują te kłopoty za pomocą swoich rządów.
Możemy się pocieszyć, że inne rządy będą stabilizować sytuację swoich banków, wpływając także na kondycję naszego systemu? Jak to świadczy o polskim bezpieczeństwie finansowym?
To są konsekwencje podjętych wyborów. Albo otworzyliśmy się skutecznie na świat i świat ma wpływ na to, co się u nas dzieje, albo trzeba było trwać w zamknięciu, tak jak Białoruś. Podlegamy prądom zarówno dobrym, jak i złym. Na pewno możemy się spodziewać, że w przyszłym roku będzie niższy poziom zagranicznych inwestycji bezpośrednich, ponieważ korporacje będą koncentrowały aktywność na swych rynkach macierzystych. Spadnie w związku z tym tempo wzrostu gospodarczego.













