Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Ze słabym nie liczy się nikt

Piotr Skwieciński
Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Rzšd powinien z Litwš postępować ostrzej. Powinien rozważyć posunięcia naprawdę dla Wilna bolesne – pisze publicysta „Rzeczpospolitej"
„UsišdŸcie z nami do stołu! " – wzywa Polaków litewski publicysta Eldoradas Butrimas, obcišżajšc zarazem stronę polskš odpowiedzialnoœciš za obecne pogorszenie relacji między Warszawš a Wilnem. Korespondent „Lietuvos Rytas" podkreœla zwłaszcza decydujšcš i – jego zdaniem – złowrogš rolę obecnego polskiego rzšdu, a personalnie ministra Sikorskiego. Jest tu notabene zgodny z częœciš polskich prawicowych polityków i komentatorów, skłonnych nie tylko do walenia w gabinet Tuska z każdej broni, jaka wpadnie im w ręce, ale też do sugerowania rzšdowi zdrady narodowej i odgrywania roli de facto rosyjskiej agentury. Pogorszenie relacji z Wilnem miałoby być w myœl tych koncepcji celowym niszczeniem giedroyciowsko-prometejskiej wizji polskiej polityki zagranicznej i œwiadomym działaniem na rzecz Rosji. Wspomniani politycy i komentatorzy piszš i mówiš to niemal wprost, Butrimas jest ostrożniejszy, ogranicza się do aluzji.
Rzšdy Platformy uważam za złe, minister Sikorski nie jest, niestety, wyjštkiem od tej reguły. Mimo to muszę powiedzieć jasno: akurat działania w sprawie relacji z Litwš uważam za jaœniejszy punkt w dokonaniach i ministra, i całego gabinetu. A jeœli miałbym rzšd wzywać do jakiejœ zmiany postępowania w tej materii, to z całš pewnoœciš nie postulowałbym jego łagodzenia. Odwrotnie – doradzałbym więcej ostroœci, rozważenie posunięć realnych, wychodzšcych poza sferę dyplomatycznej symboliki. Posunięć naprawdę bolesnych dla Wilna.

20 lat zwodzenia

W dziedzinie relacji z Litwš Butrimas stawia Polsce za wzór postępowanie Niemiec wobec naszego kraju. „Polska była słabszš stronš, a ta mocniejsza – Niemcy – okazała się bardzo hojna, wyrozumiała i cierpliwa". Zauważmy, że po upadku komunizmu Polska w cišgu kilku lat zrealizowała w odniesieniu do mniejszoœci niemieckiej (ale nie tylko niemieckiej) wszystkie standardy Unii Europejskiej. Natomiast co do sugerowanego przez dziennikarza „Lietuvos Rytas" rzekomego niedostatku polskiej cierpliwoœci, to przypomnijmy choćby, że traktat polsko-litewski został podpisany w 1994 roku, czyli niemal 20 lat temu. A przewiduje on m.in. zapewnienie obywatelom obu krajów możliwoœci „używania swych imion i nazwisk w brzmieniu języka mniejszoœci narodowej". Przez niemal 20 lat kolejne rzšdy i sejmy litewskie nie zrealizowały tego zobowišzania, przy czym czyniły to niejednokrotnie w sposób demonstracyjny. Trudno inaczej okreœlić choćby odrzucenie przez litewski Sejm ustawy umożliwiajšcej litewskim Polakom zapisywanie nazwisk w dokumentach w formie oryginalnej w kwietniu 2010 roku. Dokładnie w dniu wizyty w Wilnie Lecha Kaczyńskiego – polityka bardzo oddanego idei budowania mostów między Polskš a jej wschodnimi sšsiadami. Jeœli coœ takiego nie jest wrogš manifestacjš, to nie wiem, jaki akt można byłoby okreœlić tym mianem. Brak zgody na umożliwienie Polakom zapisywania nazwisk w oryginalnej pisowni Butrimas wišże z faktem, iż... Warszawa nie chce przeprosić Litwinów za zajęcie Wilna przez Żeligowskiego w 1920 roku. Nasuwajš się tu dwie refleksje. Pierwsza, mniej ważna, dotyczy samego tego postulatu. Jest on absurdalny podwójnie. Absurdalny merytorycznie, odebranie bowiem obcemu krajowi ziemi i miasta, zamieszkanych wówczas w zdecydowanej większoœci przez Polaków, nie było działaniem, z którego powodu ktokolwiek miałby kogokolwiek przepraszać. I absurdalny ideologicznie. Wpisujšca się bowiem w mainstream politycznej poprawnoœci obsesja przepraszania wszystkich przez wszystkich za wszystko, co działo się w przeszłoœci, prowadzi do jawnych niedorzecznoœci (kiedy doczekamy się przeproszenia przez rzšd Republiki Włoskiej narodu Izraela za zburzenie Œwištyni Jerozolimskiej...?) i jest przejawem dšżenia do powszechnego ujednolicenia wizji przeszłoœci, dšżenia pachnšcego intelektualnym totalizmem. Co jednak znacznie ważniejsze – łšczenie wyrażenia zgody na realizację praw człowieka (a umożliwienie zapisywania własnego nazwiska zgodnie z zasadami pisowni własnego języka jest prawem człowieka) z ustępstwem w jakiejœ innej dziedzinie jest działaniem absolutnie sprzecznym z europejskimi i szerzej – zachodnimi – standardami. Tak jak złamaniem standardów byłoby, gdyby np. strona polska, w odpowiedzi na wrogie posunięcia Litwinów, zaczęła zamykać litewskie szkoły w Sejneńskiem. Byłoby to oburzajšce – i uzależnianie zgody na polskš pisownię nazwisk od czegokolwiek jest oburzajšce w dokładnie takim samym stopniu.

Hakata?

A sprawa nazwisk nie jest jedynš, w której strona litewska prowadzi konsekwentnie antypolskš politykę. Aktualna jest kwestia polskiego szkolnictwa. Mniejszoœć polska (a także rosyjska) sš w całoœci zdania, że nowa ustawa pogarsza sytuację szkolnictw narodowych. Władze litewskie krytykuje nawet tak umiarkowany polsko-litewski polityk jak Czesław Okińczyc. Europejskie standardy nakazujš uwzględnianie wrażliwoœci mniejszoœci narodowych i chronienie ich przed działaniami asymilatorskimi. A mniejszoœci uważajš reformę edukacyjnš za w swoich konsekwencjach, jeœli nie celach, asymilatorskš właœnie. Kwestia podwójnych nazw ulic i miejscowoœci, zamieszkanych przez zwarte mniejszoœci, to standard w Europie, również w Polsce. Wystarczy przejechać się pod Gogolin albo i na tereny zamieszkane przez polskich Litwinów. Na WileńszczyŸnie jest to zakazane, próby samowolnego wieszania podwójnych tablic grożš grzywnš. Wreszcie – sprawa restytucji własnoœci ziemi. Przypomnijmy – przez cały okres, który minšł od odzyskania niepodległoœci, władze litewskie w różny sposób, stosujšc rozmaite urzędnicze techniki, utrudniały odzyskiwanie podwileńskiej ziemi przez miejscowych Polaków. Ziemia ta często trafiała natomiast w ręce przybywajšcych do i pod Wilno Litwinów z innych regionów kraju. Polakom natomiast – na mocy niemajšcej precedensu w innych państwach ustawy o „przemieszczeniu" – w zamian za odebranš w okresie radzieckim działkę podwileńskš oferowano ziemię na odległych terenach, na których polskiej mniejszoœci nie ma. Ta metoda miała swoje apogeum w latach 90., teraz jest już rzadka, ale wileńscy Polacy nadal majš problemy z odzyskaniem ziemi po dziadkach, a wszystkie praktyki władz litewskich doprowadziły do znaczšcych zmian w polskim i litewskim stanie posiadania. Czy przypadkiem władze litewskie w sposób cišgły nie łamały i nie łamiš konwencji Rady Europy zakazujšcej rozpraszania zwartych skupisk mniejszoœci narodowych metodami administracyjnymi? A mówišc górnolotnie – czy wielkš przesadš byłoby użycie w tym kontekœcie okreœlenia: polityka typu Hakaty?

Nie ulegać szantażowi

Takš wyliczankę można by kontynuować. Kolejne rzšdy litewskie nie wywišzywały się z kolejnych zobowišzań w bardzo wielu sprawach. A nie wywišzywały się, bo miały słuszne poczucie całkowitej bezkarnoœci, oparte na następujšcym aksjomacie: „Możemy z Polakami – i z Polskš – postępować tak, jak chcemy. Polska i tak ma zwišzane ręce, nic nam nie może zrobić, no bo przecież dobrze wie, że czyha Rosja...". I kolejne polskie rzšdy ulegały temu niewerbalizowanemu szantażowi. A uleganie szantażowi zawsze rozzuchwala szantażystę. Kolejne polskie rzšdy popełniały też inny błšd. Kierowały się założeniem, że jak wystarczajšco długo będzie się w rękawiczkach podchodzić do wrażliwoœci Litwinów, to oni w końcu zrozumiejš, że Polska niczym im nie zagraża (granice sš uznane, Wilno jest stolicš Litwy i każdy normalny człowiek wie, że tak będzie już zawsze) i zmieniš swojš politykę. Tymczasem polska ustępliwoœć była po prostu uznawana za dowód słaboœci. I wbrew pozorom wcale nie pomagało to w realizowaniu polskich ambicji wspierania państw poradzieckich w drodze na Zachód. Bo pomińmy już nawet fakt, że polskie starania o wsparcie Litwy w tej dziedzinie nie spotykały się z dobrš wolš Wilna (Orlen został z Możejek wypchnięty w dużej mierze przez litewskie koleje, również plany polskiego zaangażowania w budowę litewskiej elektrowni jšdrowej spełzły na niczym, m.in. na skutek postępowania strony litewskiej). Ważniejsze jest coœ innego. A mianowicie to, że aby odegrać w polityce międzynarodowej jakšœ większš rolę, trzeba być uznanym za podmiot silny. A kraj, który przez prawie 20 lat nie potrafi w relacjach z innym, mniejszym załatwić sobie realizacji ważnych dla siebie (i formalnie uznanych przez mniejszy podmiot!) postulatów, nie będzie uznany za szlachetny, tylko za słaby. Będzie za taki uznany i w Wilnie, i w Mińsku, i w Kijowie. I również w Moskwie.

Pisał w Opiniach

Eldoradas Butrimas "UsišdŸcie z nami do stołu" 19 marca 2012
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL