Weekend rp.pl
Na miłość trzeba mieć czas
Piosenkarka Justyna Steczkowska mówi o miłości, wierności, życiu w blasku fleszy i poza nim
W świecie gwiazd rozwody są na porządku dziennym. Odnoszę wrażenie, że mówienie o kryzysach miłosnych służy nawet podnoszeniu popularności. Jedna z artystek zaprosiła, jak pamiętamy, fotoreporterów do sądu podczas rozprawy rozwodowej. Pani ma tego samego męża od 11 lat. Ciśnie się na usta – jak to możliwe?
Są wśród nas gwiazdy, które zdobyły popularność, sprzedając zarówno swoje prywatne życie, jak i wszystko, co inni chcą kupić. Nie jestem osobą, która ma prawo umoralniać innych ani też ich oceniać, bo w przypadku emocji i miłości każdy musi rozsądzić to według własnego sumienia. Są też artyści, którzy starają się ukryć przed światem to, co dla nich najcenniejsze, czyli miłość i swoją rodzinę, ale media nieustannie żądne igrzysk i chleba potrafią zachowywać się czasem jak wredna teściowa. Nie ułatwia to na pewno życia prywatnego małżeństwom, w których chociaż jedna ze stron jest osobą popularną. Związek dwojga ludzi jest delikatną pajęczyną utkaną z emocji i każda ocena z zewnątrz niszczy ją od środka.
Panią też już rozwodzono w kolorowych pismach. Jak się pani wtedy czuła?
Na pewno nie czułam się dobrze, ale oboje potrafimy mieć do tego dystans i – jak widać – to, co mamy sobie do powiedzenia, jest dla nas ważniejsze niż to, co mówią inni.
Dlaczego koledzy z branży tak często się rozwodzą? Są bardziej roszczeniowi, egoistyczni, pieniądze uderzają im do głowy?
Myślę, że nie można tego generalizować w ten sposób, ponieważ rozwodów jest bardzo dużo i zawód nie ma tu znaczenia. Brak czasu na miłość, przerośnięte ego, niedojrzałość i wiele innych aspektów wpływa na taki, a nie inny stan rzeczy, ale ponieważ praca w show-biznesie jest widoczna bardziej niż inne, to też i rozwody są głośniejsze oraz bardziej komentowane.
Żyjemy w świecie mody na to, co antyrodzinne. Nie tylko w brukowcach, ale również w pozostałych mediach przeważa ton pochwały dla rozwodów. Jeśli znany mężczyzna zostawia żonę dla młodszej (Marcinkiewicz i Isabel), to opatrzone jest to komentarzem – w końcu odnalazł szczęście. Niewielu dziennikarzy pyta, co czują jego żona czy dzieci. Różne badania pokazują też, że mamy do czynienia z coraz większym społecznym przyzwoleniem na rozwody. To już nie życiowa porażka, ale pozbycie się problemu. Jak w takim świecie uczyć następne pokolenie wartości, jakimi są wierność, małżeństwo...?
Myślę, że to jest pytanie do mediów, dlaczego nieustannie poświęcają więcej uwagi temu, co ma w sobie mocne znamiona próżności. Rozwody nie są dla nikogo nigdy rzeczą łatwą i ocenienie tego z zewnątrz jest wielką krzywdą dla obu stron, szczególnie wtedy, kiedy w grę wchodzą dzieci. Nigdy nie powinno stawać się to debatą publiczną, ale tak jak mówię, jest niewielki procent ludzi, którzy są przesadnie ekshibicjonistyczni, i mediom wydaje się, że na podstawie tego małego procentu można w taki sam sposób traktować wszystkich innych, podczas gdy reszta wcale sobie tego nie życzy i włażenie w pościel w butach uważa za karygodne. Proszę sobie samej uczciwie odpowiedzieć na pytanie, czy większość mediów w ogóle szanuje człowieka i jego uczucia.
Jaka jest recepta na miłość według pani?
Nie ma gotowych recept ani na życie, ani na miłość.
Dużo pani koncertuje, pracuje nad nową płytą. Miłość musi walczyć z czasem?
Tak, na miłość trzeba mieć czas, ma pani rację. Trzeba też znaleźć czas na przyjemności w alkowach. Dlatego też bardzo się staram, żeby proporcje miedzy pracą a życiem prywatnym nie były zachwiane. Gdy ma się dzieci, pilnowanie tej równowagi daje bezpieczeństwo całej rodzinie. Z jednej strony miłość i poświęcenie dla małego człowieka, którego powołaliśmy do życia, z drugiej strony swój własny rozwój i spełnione ambicje rodziców wpływają na szczęście oraz spokój całej rodziny. Nikt nie może tłamsić drugiej osoby i zabraniać jej iść własną drogą lub „żyć własną legendą". Myślę, że młodym ludziom warto pokazywać i uświadamiać, że rodzina jest wielkim skarbem, ale szczęśliwie będzie działać wtedy, kiedy każdy w niej będzie szanowany przez drugiego i będzie mógł rozwijać się na swój własny sposób. Sposób, który czuje. Nie można w rodzinie nikogo zmuszać do tego, żeby zapomniał o sobie w imię źle rozumianej świętości, chyba że sam tego chce i właśnie tak czuje.















