Grecja na ostatniej prostej

aktualizacja: 03.02.2012, 01:57
Grecja potrzebuje co najmniej 130 miliardów euro, żeby uniknąć bankruc...
Grecja potrzebuje co najmniej 130 miliardów euro, żeby uniknąć bankructwa
Foto: AP

Koalicja rządowa trzeszczy
w szwach z powodu sporów o dalsze reformy. Czy dojdzie do porozumienia

Negocjacje w sprawie pakietu ratunkowego dla Grecji utknęły w martwym punkcie. „Główna część została uzgodniona. Zostały trzy albo cztery sprawy dotyczące płac, emerytur i dofinansowania banków" – stwierdził rzecznik rządu Pantelis Kapsis. Oznacza to, że obie strony nie chcą iść na ustępstwa w najważniejszych sprawach. „Negocjacje są skrajnie trudne" – przyznał szef eurogrupy Jean-Claude Juncker.
Grecki premier Lukas Papademos musiał użyć całego swojego autorytetu, by przekonać przywódców trzech partii tworzących koalicję do kompromisu, od którego uzależniona jest pomoc ratująca Grecję przed bankructwem. Egzotyczny sojusz, który powstał po upadku poprzedniego rządu, aby wynegocjować porozumienie z UE, ledwie się trzyma. Socjalistyczna partia PASOK byłego premiera Jeorjosa Papandreu, konserwatywna Nowa Demokracja Antonisa Samarasa i skrajnie prawicowa Ludowa Koalicja Prawosławna (LAOS) Giorgosa Karacaferisa nie chcą być obwiniane o kolejne bolesne cięcia. Tzw. trojka, czyli Komisja Europejska, Europejski Bank Centralny i Międzynarodowy Fundusz Walutowy, domaga się m.in. zmniejszenia płacy minimalnej wynoszącej 751 euro brutto, zlikwidowania czternastej pensji. Dla greckich polityków, którzy w kwietniu mają walczyć o władzę w wyborach parlamentarnych, poparcie niepopularnych reform może być politycznym samobójstwem. Dlatego Unia Europejska domaga się od wszystkich partii, aby na piśmie zagwarantowały, że będą przestrzegać warunków porozumienia i nie zaczną go podważać w czasie kampanii wyborczej.
– Koalicja jest sztucznym tworem, ale jestem przekonany, że przetrwa i doprowadzi do porozumienia. Wszystkim partiom zależy, aby zagwarantować Grecji pomoc i wtedy zorganizować wybory – mówi „Rz" Vassilis Monastiriotis, grecki ekonomista z London School of Economics.
Grecja ma 350 miliardów euro długów i nie jest w stanie samodzielnie spłacić odsetek od swoich zobowiązań. W maju 2010 roku uratowano ją przed bankructwem, udzielając 110 miliardów euro pomocy. Chociaż wprowadzane reformy wywołały społeczny bunt, okazały się niewystarczające. Po upadku rządu Jeorjosa Papandreu władzę objął były wiceszef Europejskiego Banku Centralnego Papademos, którego zgodziły się poprzeć trzy partie. Koalicja musi zdobyć 130 miliardów euro na uratowanie kraju.
Pożyczkodawcy stawiają jednak ostre warunki. Grecja musiała skłonić prywatne firmy, aby zrezygnowały z części swojego wierzytelności. Chodzi nawet o 70 proc. długu. Pozwoli to na zamianę greckich papierów śmieciowych na nowe, niżej oprocentowane obligacje, które Ateny będą w stanie wykupić za kilkanaście lat. O ile podniosą konkurencyjność swojej gospodarki.
– Greckie władze argumentują, że proponowane cięcia wcale nie przyczynią się do wzrostu konkurencyjności. Całkowicie się z nimi zgadzam. Pensja minimalna jest już i tak bardzo niska. Obie strony będą się musiały spotkać gdzieś w połowie drogi – mówi Vassilis Monastiriotis.
Negocjator Międzynarodowego Funduszu Walutowego przyznał w wywiadzie dla greckiej prasy, że Grecy zostali dociśnięci do ściany i trzeba dać im trochę oddechu. – Zarówno społeczeństwo, jak i polityczne poparcie mają swoje granice. Musimy znaleźć odpowiednią równowagę – powiedział Poul Thomsen z MFW.
– To ważny sygnał. Druga strona dostrzega, że Grecy nie są w stanie udźwignąć dalszych wyrzeczeń. Ważniejsze od cięć są reformy strukturalne. Wciąż zbyt wiele osób nie płaci podatków, a biurokracja zniechęca inwestorów – przekonuje „Rz" Janis Emmanoulidis, ekspert European Policy Centre.
Merkel w Chinach
Pekin obiecuje wsparcie dla euro
Chiny rozważają zwiększenie swojego zaangażowania w ratowanie pogrążonej w kryzysie strefy euro – poinformował premier Wen Jiabao. Zapowiedź padła podczas wspólnej konferencji prasowej z niemiecką kanclerz Angelą Merkel, która zdaniem komentatorów przyjechała do Chin zabiegać o wsparcie dla unijnej waluty. Wen Jiabao stwierdził, że jego kraj rozważa większe zaangażowanie w europejski fundusz ratunkowy EFSM lub mający go zastąpić ESM. Chiny, które zgromadziły 3,2 biliona dolarów rezerw walutowych mają z czego pożyczać. Władze w Pekinie wiele razy podkreślały, że w ich interesie jest stabilne euro. Nie tylko dlatego, że od 2004 roku Unia Europejska jest największym partnerem handlowym Państwa Środka, a kryzys wyhamowuje import. Eksperci szacują, że jedna czwarta chińskich rezerw została zgromadzona w unijnej walucie. Chiński przywódca studził jednak nadzieje na rychłą pomoc, po raz kolejny podkreślając, że Europa musi najpierw usunąć przyczyny kryzysu. Euro nieznacznie umocniło się w czwartek wobec dolara. Zdaniem analityków wpływ miała na to jednak głównie wypowiedź szefa amerykańskiego Banku Federalnego Bena Bernankego, który ostrzegł, że kryzys finansowy wciąż zagraża amerykańskiej gospodarce.
—lor
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych". Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE