Nieruchomości komercyjne
Inwestorzy czyhają na okazję
W szybkim tempie rośnie podaż działek inwestycyjnych na sprzedaż, zarówno na obrzeżach miast, jak i w centralnych lokalizacjach. Ich ceny ciągle spadają. Te najbardziej atrakcyjne staniały w porównaniu z ubiegłym rokiem nawet o 15 procent
Od kilku miesięcy trwa wysyp tego typu ofert. Kierują je na rynek nie tylko pośrednicy, lecz i miasta. Niestety – ani jedni, ani drudzy nie odnoszą większych sukcesów.
– Od ponad pół roku ani miastom, ani Agencji Mienia Wojskowego nie udało się znaleźć kupca podczas żadnego dużego przetargu. Także działki z tytułem Grunt na Medal, uzyskanym podczas konkursu organizowanego przez PAIZ w celu wskazania najlepszych gruntów inwestycyjnych, nie znajdują nabywców – zauważa Łukasz Madej, szef firmy Pro-Development. – Pierwszy raz w historii młodego polskiego rynku nieruchomości obserwujemy znacząco większą podaż gruntów niż zapotrzebowanie ze strony deweloperów – dodaje.
Ceny będą spadać
Dziś ziemię oferują głównie pośrednicy. – Do tej pory żaden z deweloperów oficjalnie nie wystawił na rynek swojego banku ziemi, jednakże należy się domyślać, że takie działania są rozważane przez firmy mające kłopoty z płynnością – zauważa Łukasz Madej. Ceny działek spadają w różnym tempie.
– Jeśli w grę wchodzą grunty dobrze zlokalizowane, atrakcyjne dla inwestorów, to w większości wypadków są raczej bardzo drogie – zauważa Mateusz Dembiński z Jones Lang LaSalle.
W najtrudniejszym położeniu znaleźli się gracze spekulacyjni, którzy kupowali nieruchomości w szczycie boomu, posługując się przy tym dużym udziałem kredytu. Dziś nie są oni w stanie dokonać żadnych obniżek.
– Jednak duża część polskiego rynku to nieruchomości dziedziczone bądź nabyte wiele lat temu. Ich właściciele proponują dziś stawki nawet dwu – trzykrotnie niższe niż podczas szczytu hossy w latach 2006 i 2007 – opowiada Madej.
Dembiński szacuje zaś, że stawki za atrakcyjne grunty spadły w porównaniu z zeszłym rokiem o 5 – 15 proc., zaś za mniej ciekawe tereny – do 30 proc.
Dodaje, że właściciele są dziś bardziej skłonni do dzielenia dużych połaci i sprzedaży mniejszych działek.
– Ciekawym przykładem jest rynek warszawskich gruntów przeznaczonych pod zabudowę biurową. Zmiana cen wywoławczych i transakcyjnych na Mokotowie, Ochocie czy Woli jest dość mocno odczuwalna. Kształtują się one na poziomie 600 zł – 1,5 tys. zł za mkw., podczas gdy w pierwszym kw. 2008 r. było to 1 – 2,4 tys. zł za mkw. – zauważa Daniel Puchalski, dyrektor Działu Gruntów Inwestycyjnych Colliers International.Czy to już kres spadków? – Moim zdaniem nie, ale wszystko zależy od konkretnego segmentu rynku. Np. grunty w najbardziej atrakcyjnych miejscach w zasadzie przestały tanieć. Dalsze obniżki można raczej uzyskiwać drogą negocjacji, a nie czekając na informacje rynkowe – zapewnia Daniel Puchalski.
Bez większych transakcji
Łączna skala gruntów przygotowanych pod różne inwestycje sięga obecnie 18 mln mkw., w tym na realizację projektów komercyjnych przeznaczonych jest ok. 4 mln mkw. – Bez przygotowania żadnego nowego terenu inwestycyjnego zapasy te wystarczą na realizację projektów przez siedem lat – twierdzi Łukasz Madej.
Nadpodaż gruntów i ich spadające ceny nie oznaczają jednak całkowitego marazmu. Analitycy obserwują pewien popyt na działki pod hotele. Pojawiają się również tu i ówdzie zapytania inwestorów z rynku powierzchni handlowych.
– Szukają oni gruntów na terenie całego kraju, nawet w najmniejszych miastach, gdzie nasycenie często jest najmniejsze. Deweloperzy działający w tej branży również są skorzy do zakupów i realizacji takich projektów dla swoich najemców. Są to głównie grunty o wielkości od 5 tys. mkw. do 2 – 3 ha – tłumaczy Daniel Puchalski.
Jak jednak zaznacza Łukasz Madej, choć deweloperzy deklarują gotowość do zakupów, nie ogłaszają żadnych większych transakcji. Czekają na okazje.
– Inwestorzy spodziewają się spektakularnych upadków i wiążącej się z nimi możliwości taniego przejęcia projektów, bez względu na etap, na którym się znajdują – czy posiadają jedynie pozwolenie na budowę czy też są w trakcie realizacji. Możliwe będą również przejęcia całych banków ziemi – wyjaśnia Daniel Puchalski.
Jego zdaniem jeszcze w tym półroczu może dojść do kupna gruntów o wartości kilku milionów złotych głównie pod cele handlowe lub usługowe, a latem mogą zostać zawarte pojedyncze transakcje o większej skali, zarówno jeśli chodzi o grunty z przeznaczeniem biurowym, hotelowym, jak i mieszkaniowym.















