Zadania

Sześciolatki w szkole i reforma edukacji - Elbanowscy

Przypatrzcie się dobrze: oto twarze czającej się IV RP (tutaj jeszcze z makijażem). (Karolina i Tomasz Elbanowscy)
Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Czy głównym problemem polskiej szkoły naprawdę jest brak sześciolatków w pierwszych klasach? – pytają publicyści
Nowa minister edukacji Krystyna Szumilas w czasie sejmowych prac nad przyjętą właśnie ustawą o przesunięciu obowiązku szkolnego dla sześcioatków na rok 2014 chętnie mówiła o „cywilizacyjnej zmianie". Obiecywała też, że „polskie dzieci będą miały warunki porównywalne z ich europejskimi rówieśnikami", zyskają szansę na „szybszy rozwój, wcześniejsze odkrywanie talentów i korygowanie ewentualnych deficytów". Ta cywilizacyjna zmiana nie polega na poważnym dofinansowaniu oświaty, unowocześnieniu sposobów pracy z uczniem ani nawet na wyznaczeniu standardów obligujących samorządy do zmian.
Przepis jest bardzo prosty: wysłanie sześciolatków do szkół. Obniżenie wieku szkolnego samo w sobie ma być cywilizacyjnym skokiem. Ten skok wykonało właściwie już poprzednie kierownictwo, z Katarzyną Hall na czele. Obecna ekipa kontynuuje jedynie lot, w nieznanym sobie kierunku, dla dobrego efektu nazywając go postępem. A przecież, jak zauważył Lope de Vega: „Postęp to znaczy lepsze, a nie tylko nowe." Reforma jest prezentowana jako wartość sama w sobie. Skoro na Zachodzie w wielu krajach do szkół chodzą sześciolatki to tak ma być także u nas. Ministerstwo zdaje się nie wiedzieć, do czego doprowadzi oświatę „cywilizacyjny skok" i jak zniosą go uczniowie. Dlatego wspólnie z rodzicami dzieci szkolnych i przedszkolnych postanowiliśmy zebrać relacje o stanie konkretnych placówek w całym kraju. Z setek nadesłanych do Stowarzyszenia listów powstał społeczny raport „Krajobraz polskiej szkoły". Również w ramach konsultacji społecznych MEN otrzymało za naszym pośrednictwem opinie rodziców z kilkuset gmin.

Oszczędności

Od czasu rozpoczęcia reformy edukacji w 2009 roku, tylko do początku ubiegłego roku zgłoszono do likwidacji blisko 1300 szkół. Ale to dopiero początek. Jak pisała niedawno „Rzeczpospolita", w tym roku może paść kolejny rekord w liczbie zamykanych placówek. W ostatnim miesiącu niemal codziennie odbieraliśmy sygnały o planach likwidacji kolejnych. Zagrożone są również publiczne przedszkola. A edukacja w publicznych przedszkolach jest prowadzona na najwyższym poziomie i stanowi największy kapitał naszej oświaty, którego zazdroszczą nam nawet eksperci z innych krajów UE. Niestety, wzmacnianie edukacji przedszkolnej nie jest priorytetem rządu.
Dobre warunku rozwoju dla najmłodszych są dla polityków zbyt kosztowne, w perspektywie budżetu na kilka najbliższych lat. W efekcie dzieci pięcioletnie i sześcioletnie przerzucane są masowo z przedszkoli do tanich w obsłudze szkolnych hurtowni. Celem nadrzędnym nie jest jakość edukacji, ale zwiększanie dostępu do niej, w jakichkolwiek warunkach. W Swarzędzu w SP nr 5, wybudowanej na 500 dzieci uczy się dziś około 1200, klasy od A do H, lekcje dla sześciolatków trwają do 16.20. Radom SP nr 9: „w szkole otwarto osiem zerówek, na świetlicę szkolną zapisało się 200 dzieci, obiadów starczy dla pierwszych 500 spośród 1500 uczęszczających". Wielu szkołom wprowadzenie dodatkowego rocznika grozi systemem trzyzmianowym. Częste są redukcje klas, tak by w jednej grupie zmieścić jak największą liczbę uczniów. Wielu gminom brakuje pieniędzy nie tylko na podwyżki dla nauczycieli, ale też na udział w rządowym programie „Radosna szkoła", dzięki któremu powstawać miały place zabaw. Mimo to samorządy odpowiedzialne za realizację reformy w terenie i za stan sieci szkół uważają, że reforma musi wejść w życie. Dlaczego? Po pierwsze, jak podkreślił jeden z krakowskich urzędników w rozmowie z „Rz", władze lokalne wydały już wiele kosztownych ulotek zachęcających rodziców do tej „cywilizacyjnej zmiany". Po drugie, ze względu na pieniądze z subwencji oświatowej, które otrzymują z budżetu państwa na każde szkolne dziecko. A to w środku kryzysu niebagatelny argument.

Nieosiągalne standardy

W ramach cywilizacyjnego skoku, w jedenastym roku XXI wieku, w środku Europy, w życie weszło rozporządzenie minister Katarzyny Hall nakazujące polskim szkołom zapewnienie mydła i ciepłej wody w kranach. Jak wygląda wprowadzanie tego wyśrubowanego standardu? Szczecin SP nr 59: „Rodzice, żeby zapewnić dzieciom chociaż namiastkę higienicznych warunków sami montują w salach przepływowe podgrzewacze do wody, żeby ich dzieci mogły chociaż zimą umyć ręce w letniej wodzie". Puławy SP nr 4: „W toaletach nie ma mydła ani papieru - jest on w salach (kupiony przez rodziców) i każde dziecko przed wyjściem do toalety bierze sobie odpowiednią ilość. Jest to żenujące i dziwne". Drugą cywilizacyjną zmianą było rozporządzenie pani minister o obowiązkowych szafkach na książki (tylko dla dzieci w 1 klasie). Tym sposobem chciano rozwiązać problem ciężkich tornistrów. Trudno jednak wprowadzać takie nowinki, skoro niektóre szkoły nie mają nawet szatni, bo nie muszą ich mieć. Kętrzyn SP 1: „dzieci siedzą prawie wśród kurtek - nie ma osobnych szatni. Dzieci nie zmieniają obuwia. Zimą siedzą w kozakach w salach, w których jest czasami około 24-25 stopni C". Przepisy mówią, że sześcioletnie dziecko nie może ani samo chodzić do szkoły, ani przebywać w domu bez opieki. Dzień Nauczyciela, liczne ferie i dni wolne odpracowywane w soboty to czas gdy animacją czasu wolnego zająć się powinni rodzice, bo szkoły są nieczynne. Patrząc na podejście urzędników do tego problemu, można dojść do wniosku, że praca zawodowa rodziców w Polsce jest objawem braku zainteresowania dzieckiem. Ale dni wolne to nie jedyny problem. Po lekcjach na maluchy wyrzucone przedwcześnie z przedszkoli czeka kolejna cywilizacyjna zmiana, czyli świetlice. Gdynia (wysoki procent sześciolatków w pierwszych klasach), SP nr 40: „Jest to pomieszczenie bez okien. Jak odbieram dziecko to jest ono całe mokre". Podobnie rzecz ma się w Warszawie, SP nr 340: „mój syn siedział prawie dwie godziny pod stołem i płakał, ale w tym tłumie i wrzasku nikt tego nie zauważył". Problem opieki dotyczy także pięciolatków, które zostały od września objęte obowiązkiem edukacji, realizowanym coraz częściej na terenie zespołów szkół. Na szkolnych korytarzach panuje prawo dżungli, dyżurujący nauczyciele nie są w stanie zapanować nad wszystkim. Zespół szkół w Cekcynie: „Na przerwach obok siebie znajdują się przestraszone maluchy i dwumetrowe dryblasy z gimnazjum. Każdy kto choć trochę zna się na psychologii wie, że taka mieszanka jest mieszanką wybuchową. Na korytarzach tłok, hałas i nieokiełznane »ciężkie« przypadki". ZSG nr 1 w Kętach: „Wspólne toalety to idealna sytuacja dla gimnazjalistów, którzy znęcają się tam fizycznie i psychicznie nad tymi najmłodszymi".

Komputery na obrazku

„Cywilizacyjną zmianę", która nadchodzi do szkół dzięki sześciolatkom, można obserwować także na przykładzie dostępu do nowoczesnych technologii. W czasie gdy światowa społeczność Facebooka zbliża się do miliarda użytkowników, polska szkoła uczy pierwszaki informatyki z papierowych podręczników. Tymczasem, choć nie wybrzmiały jeszcze obietnice darmowych laptopów dla każdego ucznia, ministerstwo edukacji przesunęło termin, do którego szkoły miały wyposażyć pracownie informatyczne tak, by uczniowie nie siedzieli przed komputerem trójkami. Poznań SP nr 48: „szkoła nie ma sali komputerowej - dziecko przez cały rok szkolny jeden raz będzie miało kontakt z komputerem, gdyż co tydzień dostąpi tego zaszczytu jeden uczeń z klasy..." Są gminy, które mimo silnej konkurencji potrafią wyróżnić się innowacyjnością w zakresie szkolnych standardów. Banino pod Gdańskiem: „dobudowano dwie sale z metalowych kontenerów, w których uczą się dzieci z klas 1-3. Zimą, kiedy nie ma ogrzewania siedzimy tam w kurtkach, a latem, w czerwcu, nie można wytrzymać z powodu upału i zaduchu". SP nr 35 w Szczecinie: „Została zlikwidowana przerwa obiadowa gdyż nowo wybudowana stołówka (rok 2008) nie jest w stanie pomieścić tak dużej liczby dzieci. Dochodzi do paradoksu, że w niektóre dni na zjedzenie dwudaniowego obiadu z deserem dziecko ma pięć minut". SP nr 86 im. B. Czecha Warszawa: „dzieci klas 1-3 do zajęć wf przebierają się w ogólnodostępnej toalecie. Plecaki i ubrania lądują na podłodze, a dzieci piszczą i zakrywają się przy każdym otwarciu drzwi - przebierają się wszak podczas przerwy. Kilkoro najszybszych zajmuje kabiny i rozkłada się ze swym dobytkiem na sedesie. Mają wtedy nieco intymności kosztem wycierania własnym ubraniem wszelkich bakterii i nieczystości (...) Moim zdaniem, to nie jest właściwy standard na miarę stolicy w XXI wieku". Rogolin: „W sali jest zimno, śmierdzi stęchlizną, ze ścian odpada tynk. To pomieszczenie kwalifikuje się do piwnicy, okno jest pod samym sufitem".

Uczciwość

Minister Szumilas krótko przed objęciem urzędu mówiła na spotkaniu w Gnieźnie o konieczności kontynuowania zmian: „Wokół całej tej sprawy wytworzyło się wiele niezdrowych i niepotrzebnych emocji, które tylko szkodzą całej reformie. W każdym działaniu powinniśmy się kierować zdrowym rozsądkiem i racjonalizmem, a niektórym tego brakuje." Reforma, traktowana przez Krystynę Szumilas tak dogmatycznie, nie jest chyba jednak ważniejsza niż dzieci, dla których ma być realizowana. Dlatego od wielu tygodni staramy się o spotkanie z panią minister, aby osobiście przekazać raport przygotowany przez rodziców. Chcemy, bez emocji, kierując się „zdrowym rozsądkiem i racjonalizmem", wspólnie ocenić jaki jest stan polskiej oświaty i na jakie zmiany można się porywać w samym środku światowego kryzysu finansowego. Pytanie, które uczciwość każe postawić w tej sytuacji brzmi: czy głównym problemem polskiej szkoły jest brak sześciolatków w pierwszych klasach? Karolina i Tomasz Elbanowscy Stowarzyszenie i Fundacja Rzecznik Praw Rodziców Cytaty w tekście pochodzą ze społecznego raportu o stanie szkół opublikowanego na stronie www.ratujmaluchy.pl oraz z opinii nadesłanych do Stowarzyszenia w ramach konsultacji społecznych ministerialnego projektu ustawy o odroczeniu reformy do 2014 roku.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL