Rzecz na Święta 2007
Jak kupić i stracić dom w Ameryce
Daniel rozstawił z dziećmi bożonarodzeniowe dekoracje przed domem – renifera, wóz i choinkę. Tak jakby nigdy nic, choć przecież wie, że to mogą być ostatnie święta w nowym domu. Zaciska się wokół niego pętla kredytowa
Miejsca takie jak podwaszyngtońskie Herndon, w którym mieszka, nazywa się zewnętrznymi przedmieściami. To też suburbia, ale jeszcze dalsze od miasta i zaplanowane w jeszcze bardziej monotonny sposób. Najlepiej widać to z samolotu – mozaika powtarzających się elementów, identyczne ulice, wzdłuż których stoją takie same domy. Co parę mil nukleus, czyli nagromadzenie wielkich sklepów, restauracji, usług.
Te McDomy, lekkie konstrukcje z płyt udających solidne mury, są twierdzami klasy średniej i klas aspirujących do tego miana. Daniel, który nie chce, by wymieniać jego nazwisko, mieszka tu od ponad dwóch lat. Wydawałoby się, że powinna rozpierać go duma: w końcu jest zwykłym sprzedawcą samochodów. Ale Daniel kupił dom dzięki wyjątkowej ofercie kredytowej i teraz należy do grupy ludzi, o których rozpisują się gazety, tak zwanych pożyczkobiorców subprime zagrożonych utratą domu na rzecz banku.
– Wolę, żeby nikt się nie dowiedział, co nad nami wisi – mówi.
Gdyby sąsiedzi się zorientowali, zaczęliby na niego krzywo patrzeć. Choćby dlatego, że jeśli bank przejmie dom, nieruchomość pójdzie na sprzedaż za znacznie mniejsze pieniądze i zaniży ceny innych domów w okolicy.
Nie tak dawno Daniel wraz żoną i dziećmi mieszkał w odległym i znacznie mniej prestiżowym Leesburgu, skąd dojeżdżał do pracy pod Waszyngtonem. Któregoś dnia zobaczył jednak w lokalnym czasopiśmie reklamę: „Chcesz kupić dom? Masz kłopoty z kredytem? Zadzwoń!“. Daniel miał słabą zdolność kredytową, ale zadzwonił.
Między 300 a 850
Każdy dorosły mieszkaniec Ameryki posiada swoją wymierną wartość. W najczęściej stosowanej skali wyraża się ona liczbą między 300 a 850. To tak zwany wynik kredytowy, który odzwierciedla historię i zdolność kredytową obywatela. Trzy wielkie agencje dzień w dzień gromadzą dane o milionach Amerykanów. Co się dzieje na ich kartach kredytowych i czy spłacają je w terminie? Czy płacą rachunki o czasie? Czy nie spóźniają się z ratami za samochód?
Osoba szczycąca się wynikiem powyżej 800 to dobrze sytuowany geniusz żonglowania pożyczkami. Przeciętny śmiertelnik mieści się gdzieś między 700 a 800. Między 600 a 700 lokuje się mniej więcej jedna czwarta społeczeństwa. To ulubiona ofiara finansistów – ludzie na tyle odpowiedzialni, że można dość spokojnie powierzyć im większe pieniądze, ale jednak na tyle „zszargani“, iż można od nich zażądać dość wysokiego oprocentowania. Poniżej 600 zaczyna się strefa bardzo niskiej wiarygodności i bardzo wysokich stóp procentowych.
O tym, jak dbać o swój wynik kredytowy i jak poprawić go, gdy jest zbyt niski, robi się w Ameryce programy telewizyjne i wydaje książki. Agencje kredytowe sprzedają ludziom internetowy abonament na stały dostęp do ich własnej historii kredytowej. Żeby w każdej chwili mogli sprawdzić, jak wygląda ich wiarygodność.
Posiadanie domu to ważna część amerykańskiego marzenia. Wynajmują domy ludzie na dorobku lub nieudacznicy
Wynik kredytowy jest ważny, bo przekłada się na konkretne pieniądze. Biorąc normalny, 30-letni kredyt hipoteczny ze stałym oprocentowaniem, osoba, która ma wynik powyżej 760, może obecnie liczyć na oprocentowanie wysokości 5,7 procent. Natomiast ktoś, kto notorycznie zalegał z czynszem, nie spłacał w terminie kart lub rat kredytowych, pożyczał za dużo w stosunku do zarobków – krótko mówiąc, ktoś wart poniżej 580 punktów, musi być przygotowany na to, że jeśli dadzą mu pożyczkę, to na 10 procent, a nawet więcej. U pierwszej z tych osób miesięczna rata przy 300 tysiącach kredytu wyniesie około 1750 dolarów. U drugiej – o 900 dolarów więcej. Cały czas mowa jednak o tradycyjnych kredytach o stałym oprocentowaniu.
Myślenie z miesiąca na miesiąc
Z powodu rynkowej gorączki Frank Llosa, lokalny agent nieruchomości, stał się kimś w rodzaju medialnej gwiazdy. Prowadzi jeden z najpopularniejszych blogów dotyczących kryzysu, jest też regularnie cytowany przez „Washington Post“ i „Wall Street Journal“.– Kredyty dla osób ze złą historią kredytową istniały od dawna. Ale dopiero niedawno stały się masowo sprzedawanym towarem – wyjaśnia.














