Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Co z euro po kryzysie gospodarczym - Bagus

Archiwum
Im szybciej Europa odejdzie od euro i zaakceptuje straty, jakie zostały już poniesione, tym lepiej. Tylko wtedy możliwe będzie szybkie uzdrowienie gospodarki – twierdzi niemiecki ekonomista
Wspólna waluta to klasyczny przykład "tragedii wspólnego pastwiska", czyli sytuacji, w której wspólne posiadanie ograniczonego dobra prowadzi do jego wyeksploatowania i zepsucia. Z euro jest podobnie jak z rybami w morzu, gdy każdy może je łowić. Każdy rybak chce złowić jak najwięcej ryb i nie obchodzi go, czy nie doprowadzi do tego, że one wyginš. Gdyby natomiast morze było własnoœciš prywatnš, gdyby każdy miał swój obszar do łowienia, zapewne bardziej dbałby o długoterminowš perspektywę połowu. Co to ma wspólnego z euro? Otóż przez długie lata nie jedno, ale kilka państw wykorzystywało system monetarny euro, aby sfinansować swoje deficyty kosztem innych. Co więcej, w samym mechanizmie wspólnej waluty tkwi zachęta do tworzenia jak największego deficytu i przerzucenia jego kosztów na pozostałe kraje.

To się nie mogło udać

Porównajmy na przykład mechanizm działania amerykańskiego dolara do tego, jak działa euro. Jeœli w Stanach Zjednoczonych Rezerwa Federalna chce sfinansować deficyt i kupuje rzšdowe obligacje, ceny rosnš, a płacš za to obywatele amerykańscy. W strefie euro jest inaczej. Gdy państwo należšce do eurostrefy, np. Grecja, ma deficyt, emituje obligacje, które kupowane sš przez banki, a Europejski Bank Centralny – niezależnie od pewnoœci obligacji – akceptuje je jako zabezpieczenie pożyczek udzielanych bankom.
To prowadzi do kreacji pienišdza i – tak jak w poprzednim przypadku – wzrostu cen. Tylko że ceny rosnš nie tylko w Grecji, ale w całej strefie euro. Płacš więc nie tylko obywatele greccy, ale wszyscy podatnicy strefy euro. Co gorsza, stwarza to zachętę do robienia wszystkiego, aby deficyty były jak najwyższe. Bo korzyœć na tym można odnieœć tylko wtedy, kiedy deficyt danego państwa jest większy niż innych. Przyjmijmy hipotetycznš sytuację – deficyt Niemiec wynosi 3 proc. PKB, a w większoœci pozostałych państw ok.10 proc. PKB. W rezultacie w całej tej strefie mamy inflację 8 proc. I choć Niemcy majš deficyt  3 proc., ich realne wydatki spadnš – bo ceny rosnš szybciej. Wracajšc do przykładu ryb – sš na szczęœcie sposoby, aby zapobiegać nadmiernym połowom. Istniejš kwoty, czyli limity na połów okreœlonych ryb. Teoretycznie w strefie euro też mamy coœ takiego: pakt stabilizacji i wzrostu, według którego żaden kraj strefy euro nie może przekroczyć 3-procentowego deficytu względem jego PKB. Problem polega jednak na tym, że te regulacje nigdy nie działały. Państwa nagminnie łamały limity bez żadnych konsekwencji. Nie było kar ani sankcji, bo państwa były sędziami w swojej sprawie. Dlatego powstanie wspólnej waluty było projektem, który nie mógł się udać.

Nie ma co ratować

Oczywiœcie można ten system naprawić poprzez stosowanie sankcji za przekraczanie postanowień paktu. Można również zakazać Europejskiemu Bankowi Centralnemu akceptowania obligacji Skarbu Państwa jako zabezpieczenia dla pożyczek udzielanych przez EBC bankom komercyjnym. To uczyniłoby euro bardzo silnš walutš. Takie działania prowadziłyby jednak do jeszcze większej centralizacji w Unii Europejskiej, a euro pozostałoby wcišż walutš politycznš, której funkcjonowanie jest zależne od politycznej woli państw jš tworzšcych. Czy warto więc ratować euro za wszelkš cenę? Według mnie niekoniecznie. Najlepszym systemem byłby system konkurujšcych ze sobš walut, w którym teoretycznie każdy może bić swojš walutę i to ludzie decydujš, jakiego pienišdza używajš. W takiej sytuacji, kiedy jakaœ waluta jest słaba lub niepewna, ludzie mogliby przestać jej używać i przerzucić się na silniejszš i pewniejszš. Taki system promuje stabilny pienišdz – a tego przecież wszyscy pragnš. Tak jak wszędzie konkurencja prowadzi do lepszej jakoœci i lepszych cen. Niestety, obecne realia, polityczne interesy poszczególnych państw i wszechwładza banków centralnych nie pozwolš na takš radykalnš zmianę w przewidywalnej przyszłoœci. Realnym – i lepszym – rozwišzaniem byłby powrót do walut narodowych. Z technicznego punktu widzenia nie byłoby to trudne – polegałoby bowiem po prostu na redenominacji euro na poszczególne waluty. Oczywiœcie pocišgnęłoby to za sobš poważne konsekwencje: najpewniej mielibyœmy do czynienia z kryzysem bankowym. Większoœć walut znacznie straciłaby na wartoœci względem marki niemieckiej, co przyniosłoby ogromne straty dla banków, które zainwestowały w obligacje skarbowe państw europejskich. Jeœli więc taki ruch miałby zostać podjęty, musiałby być połšczony z głębokš reformš systemu bankowego. Trzeba jednak podkreœlić, że kryzys bankowy czeka nas  wczeœniej czy póŸniej, niezależnie od tego, czy euro będzie nadal podtrzymywane czy upadnie. Europa musi zrozumieć, że straty już zostały poniesione i wydanych na ratunek euro pieniędzy nie da się odzyskać.

W stronę zapaœci

Grecja jest niewypłacalna, inne kraje prawdopodobnie też. Możemy więc zaakceptować te straty i nie pozwolić na większe, co – rzecz jasna – doprowadzi do kryzysu, ale i do oczyszczenia systemu bankowego, szczególnie jeœli wzmocnimy go odpowiednimi reformami. Możemy też dalej robić to, co robimy, czyli pompować góry pieniędzy w plany ratowania kolejnych państw i banków, ale sami za to zapłacimy, choćby wzrostem inflacji. Dlatego im szybciej Europa odejdzie od euro i zaakceptuje straty, jakie zostały już poniesione, tym lepiej. Tylko wtedy możliwe będzie szybkie uzdrowienie całego systemu. Alternatywš jest trwanie w chorej sytuacji, w ukrytym chaosie, mnożenie kolejnych strat i zmierzanie pewnym krokiem do całkowitej zapaœci. Bo upieranie się przy euro w obecnym kształcie jest dla europejskiej gospodarki zabójcze. Ponieważ mechanizm ten zachęca do windowania deficytów na koszt innych, a więc w konsekwencji rozdęcie sektora publicznego. Prowadzi to też do coraz mniejszej konkurencyjnoœci europejskiej gospodarki. Takš właœnie drogš poszła Grecja i dlatego jej gospodarka jest tak niekonkurencyjna. Powrót do narodowych walut odwróciłby tę tendencję i zmusił państwa, aby zachowywały dyscyplinę finansowš, a przez to także konkurencyjnoœć.

Winny  – państwo opiekuńcze

Kryzys w strefie euro mówi nam wiele o stanie europejskiej gospodarki w ogóle. Winnym tego położenia, które zagraża stabilnoœci całego systemu, jest idea państwa opiekuńczego. Poprzez cišgle rosnšce wydatki i długi drastycznie spada wartoœć pienišdza. Dobrobyt i poziom życia, jaki ufundowały sobie za te drukowane pienišdze takie państwa jak Grecja, został sztucznie wykreowany. Oczywiœcie to naturalne, że gdy obcina się wydatki, ludzie wychodzš na ulice i protestujš. Wszyscy jesteœmy wszak beneficjentami tego systemu. Jednak prędzej czy póŸniej okaże się, że nie będzie miał kto za to zapłacić. Aby uzdrowić europejskš gospodarkę, potrzebne sš bardzo głębokie zmiany i odejœcie od schematu państwa dobrobytu. Potrzebne sš nie tylko niższe wydatki, ale również niższe podatki i pobudzenie przedsiębiorczoœci sektora prywatnego kosztem rozdętej sfery publicznej. Potrzebny jest wolny rynek pracy. Tylko w taki sposób europejska gospodarka może znów odzyskać konkurencyjnoœć i nadal się rozwijać. not. osk Philipp Bagus jest niemieckim ekonomistš, profesorem na  Uniwersytecie Króla Juana Carlosa  w Madrycie. Jest przedstawicielem austriackiej szkoły ekonomii.  W 2011 roku ukazała się po polsku  jego ksišżka "Tragedia euro"
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL