REKLAMA
Tutaj jesteś: Weekend rp.pl

Weekend rp.pl

Starszego Pana życie nie całkiem poważne

Jan Bończa-Szabłowski 20-01-2012, ostatnia aktualizacja 20-01-2012 17:32
Jeremi Przybora
autor: Michał Sadowski
źródło: Fotorzepa
Jeremi Przybora

Jeremi Przybora 12 grudnia ubiegłego roku skończyłby 96 lat. Czy dziś patrzyłby na rzeczywistość z nostalgią, czy raczej okiem wesołego staruszka? Jak zareagowałby na ujawniony niedawno romans z Agnieszką Osiecką? Z kim dziś zatańczyłby walca embarras?

Zaktualizowana wersja tekstu, który ukazał się w rp.pl w grudniu 2010

Miał niezwykłą zdolność obserwacji rzeczywistości i nadawania jej poetyckiego wymiaru. Z jego piosenek emanuje pogoda, optymizm i mądrość.

Powtarzał często, że mądrość to jedyna uroda starości. Poczucie humoru, ciekawość świata oraz – jak przyznaje Magda Umer – „oszałamiająca inteligencja nie naruszona przez żadne parkinsony, altzheimery, sklerozy towarzyszyły mu do końca". Gorzej było z oczami i słuchem, ale te niedogodności zaczęły się dopiero po osiemdziesiątce...

– Był arcymistrzem dla mistrzów piosenki – Agnieszki Osieckiej, Wojtka Młynarskiego, Jonasza Kofty – twierdzi Magda Umer. – Gdyby zawirowania w czasie i przestrzeni pozwoliły jakimś cudem zapoznać się z jego twórczością Marianowi Hemarowi czy Julianowi Tuwimowi – oni także Jemu ofiarowaliby laur pierwszeństwa. A gdyby te teksty udało się przetłumaczyć na język szwedzki, niczego „po drodze" nie gubiąc, Akademia w Sztokholmie zostałaby zmuszona do przyznania Nagrody Nobla w dziedzinie piosenki.

Jeremi Przybora pochodził z rodziny o tradycjach ziemiańskich. Ukończył słynne warszawskie gimnazjum im. Mikołaja Reja i – jak wspominał – mimo wspaniałych pedagogów nauka była dla niego straszliwą nudą. Nauczyciel języka polskiego i zarazem pierwszy mąż Zofii Nałkowskiej prof. Rygier wysoko cenił jego wypracowania i kazał mu je czytać na głos przed klasą.

Od 1937 roku z okupacyjną przerwą rozpoczęła się jego wieloletnia przygoda z Polskim Radiem. Tam w 1948 roku spotkał kompozytora Jerzego Wasowskiego. Razem stworzyli Teatrzyk Eterek, który stał się – jak pisano – „najszerszym uśmiechem radia czasów stalinowskich".

W 1958 roku powstaje Kabaret Starszych Panów. Tam finezja i mądrość tekstów Przybory oraz piękno muzyki Wasowskiego zyskały wsparcie znakomitych aktorów – Gwiazdy naszego kabaretu układały się na firmamencie polskiej piosenki w konstelację Wielkiego Wozu – mówił Przybora, odbierając przed laty Złotą Płytę – dyszlem wozu były Irena Kwiatkowska, Barbara Krafftówna i Kalina Jędrusik, natomiast kołami - dwaj Wiesławowie, Gołas i Michnikowski, oraz Edward Dziewoński i Mieczysław Czechowicz. Do tego trzonu dołączały na zasadzie „co-staring" inne gwiazdy: m.in. Zofia Kucówna, Barbara Rylska, Bronisław Pawlik, Zdzisław Leśniak oraz Bohdan Łazuka. O tym ostatnim mogę powiedzieć, że obdarzony został talentem, który przeszedł jego najśmielsze wyobrażenia.

Dzięki Starszym Panom w siermiężnej gomułkowskiej rzeczywistości Polacy mogli rozkoszować się salonowym humorem, dobrymi manierami, elegancją. Pisano, że kabaret łączył surrealistyczny humor z delikatną poezją, ironię z liryką. To właśnie z tego programu pochodzą takie przeboje jak „Addio pomidory", „Jeżeli kochać", „Wesołe jest życie staruszka", „Już kąpiesz się nie dla mnie" „Walc Embarras" czy „Piosenka jest dobra na wszystko", a przede wszystkim – kuplety Starszych Panów. U nich wszystko było w najlepszym gatunku: poezja, poczucie humoru, dystans do świata i cudowne w nim zagubienie. Spojrzenie na rzeczywistość krytyczne, ale bez nienawiści. To różniło Kabaret od zjadliwej satyry.

– Pytana jestem w wywiadach – mówiła „Rz" Irena Kwiatkowska – czy podobnie jak w przypadku Konstantego Gałczyńskiego „poprawiałam" także teksty Jeremiego Przybory. Otóż nie. Do jego tekstów podchodziłam z ogromnym pietyzmem. Szanowałam je „od kropki do kropki", każdy myślnik, ba, nawet każdy przecinek pozostawiłam na swoim miejscu.

Kabaret Starszych Panów zakończył działalność w 1965 roku, wtedy gdy cieszył się wielkim zainteresowaniem widzów. Jego rozwiązanie nie przerwało współpracy Jeremiego Przybory z Jerzym Wasowskim. Razem pracowali przy cyklu telewizyjnych programów „Divertimento". Potem Przybora otworzył w TVP swój Teatr Nieduży, w którym prezentował sztuki pełne finezyjnego humoru.

Poszukiwanie ideału kobiecego – jak zwierzył się niegdyś „Rz" – towarzyszyło mu przez całe życie. Ostatnio, jak się okazało, najbardziej skrywaną miłością Przybory była Agnieszka Osiecka. „Listy na wyczerpanym papierze", które wydała Magda Umer, wskazują, że było to uczucie bardzo zmysłowe. Namiętność trwała zaledwie kilka lat, a potem Przybora długo leczył rany... Teraz się dowiadujemy, że piosenka „Podła" z Kabaretu Starszych Panów, pióra Przybory, adresowana była właśnie do Osieckiej, a po jednym ze spotkań Przybora napisał kolejną, w której wyznawał: „bez ciebie jestem tak smutny, jak kondukt w deszczu pod wiatr". Osiecka zaś, choć skrywała to przez lata, przebój roku '66 „Na całych jeziorach – Ty", napisała specjalnie dla Jeremiego.

Poprzednia
1 2

Przeczytaj więcej o:  Agnieszka Osiecka, Jeremi Przybora, Kabaret Starszych Panów, Magda Umer

rp.pl
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:

Komentarze

Dodaj komentarz

Wypowiadasz się teraz jako niezalogowany Załóż konto|Zaloguj się

Pozostało znaków: 2500