Warszawa

Nie chcą poskramiać wiewiórek

Rzeczpospolita
Bunt w Straży Miejskiej. Funkcjonariusze z elitarnych jednostek, wyszkoleni do wspierania policji, nie chcą wykonywać tak błahych poleceń, jak... walka z wiewiórką czy pilnowanie fontanny
Do redakcji „Rz” przyszli strażnicy z Referatu Patrolowo-Interwencyjnego i Wydziału Specjalistycznego. Są to specjalnie szkoleni funkcjonariusze, którzy mają wspierać policję w poważnych akcjach. – Szlag nas trafia, kiedy mamy jechać do wiewiórki – zaczynają opowieść, z której śmieje się cała SM.
Dyspozytorka wysłała patrol „reagusów”, czyli tych z Referatu Szybkiego Reagowania, do parku Agrykola. Na drzewie siedziała wiewiórka i rzucała w spacerowiczów orzeszkami. Jechali w korkach przez godzinę, by obejrzeć wiewiórkę. – Nic więcej nie mogliśmy zrobić, bo żaden z nas nie potrafi stwierdzić, czy zwierzak jest chory na wściekliznę, czy się bawi. Od tego jest patrol ekologiczny – mówi strażnik. Innym razem „reagusów” wysłano do... pilnowania kamer monitoringu miejskiego i fontanny w jednym z parków.
– Fontanna była notorycznie malowana sprejem, a kamery drogie, więc mógł je ktoś ukraść. Stali więc nasi koledzy w parku, nawet fajną robotę mieli, spokojną – żartowali strażnicy. Najczęściej „reagusy”, których wyszkolenie jest prawie dwukrotnie droższe niż zwykłych strażników, kierowani są na interwencje przy źle zaparkowanych samochodach. Stoją np. z lizakami na Chmielnej, bo ulica, która ma być pasażem dla pieszych, stała się bezpłatnym parkingiem. – W tym czasie do bójek wysyłane są gorzej przygotowane patrole – mówi strażnik. – To może się źle skończyć. Raz funkcjonariusze już nawet odmówili wykonania polecenia dyspozytorki. – W nocy było zgłoszenie, że z czwartego piętra bloku w Śródmieściu kilkunastu pijanych wyrzuca przez okno meble. Dyspozytorka wyznaczyła tylko dwóch strażników. Gdy uprzedzili, że bez wsparcia nie uspokoją bandy pijaków, usłyszeli, że innych wysłała do źle zaparkowanych samochodów. Wtedy patrol sam porozumiał się z kolegami. – A ci oświadczyli dyspozytorce, że nie jadą do samochodów, tylko będą pomagać w Śródmieściu – powiedział jeden ze strażników. – Nie było takiego przypadku. Inaczej badałby to nasz wydział kontroli wewnętrznej – twierdzi Agnieszka Dębińska-Kubicka, rzeczniczka SM. A czym grozi odmowa wykonania polecenia dyspozytorki? – Za coś takiego można wylecieć z formacji – odpowiada rzecznik. Strażnicy, którzy przyszli do „Rz”, wyjaśnili, że sprawy buntu rzeczywiście nie ma, bo sama dyspozytorka nie zgłosiła odmowy wykonania interwencji. Strażnicy przekonali ją, że wydała złe polecenie. – Miałaby za to postępowanie w wydziale wewnętrznym – podkreślają. Wysoki oficer z głównej siedziby SM przy ul. Czerniakowskiej, który chce pozostać anonimowy, potwierdza, że dyspozytorki często źle oceniają sytuację. – To z powodu braków kadrowych. Na dyspozytorkę jest łapanka w jednostce. Może się trafić nawet nieprzeszkolona. Klaudia Jerz, rzecznik Okręgowego Inspektoratu Pracy w Warszawie, przyznaje, że strażnik może odmówić wykonania polecenia służbowego wyłącznie w określonej sytuacji. – Jeśli polecenie jest niezgodne z prawem lub jego wykonanie naruszy przepis prawa pracy. Oraz wtedy, jeżeli jest sprzeczne z wewnętrznym regulaminem formacji. masz pytanie, wyślij e-mail do autora r.rybarczyk@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL