Opinie
Chory zapłaci więcej
Pacjent będzie miał gorzej, bo szpitale zbankrutują przez nowe obciążenia. Proponuję nic niekosztujące rozwiązania prawne, które zapobiegną kryzysowi – mówi dyrektor biura Związku Powiatów Polskich i ekspert ds. zdrowia Marek Wójcik w rozmowie z Katarzyną Nowosielską
Z początkiem 2012 r. weszły w życie kolejne ustawy zdrowotne. Jak wpłynęły na sytuację szpitali prowadzonych przez powiaty? Co będzie z ich pacjentami?
Marek Wójcik: Pacjent miał mieć lepiej, ale tak się nie stanie. Za to będzie drożej. Spowodują to m.in. przepisy ustawy o działalności leczniczej i nowelizacja ustawy o prawach pacjenta i rzeczniku praw pacjenta, które zobowiązały dyrektorów szpitali do wykupienia, oprócz ubezpieczenia OC, polisy od zdarzeń medycznych.
Przecież ubezpieczenie od zdarzeń medycznych powinno działać na korzyść pacjenta. Miało pokrywać odszkodowania uzyskiwane w komisjach wojewódzkich.
Przez tę polisę najpierw pacjent straci w szpitalu, bo ten spłucze się na nią finansowo. Za co dyrektor publicznej lecznicy ma wykupić to ubezpieczenie? Weźmie na to pieniądze z kontraktu z NFZ na leczenie. A szpitale prywatne podniosą ceny. PZU jako monopolista na rynku życzy sobie za polisę od 300 do 600 tys. zł. Sytuację pogarsza fakt, że także za OC trzeba zapłacić często o 50 proc. więcej niż w poprzednich latach.
Czym PZU uzasadnia taką wysokość polis i czy dyrektorzy nie mogą wynegocjować korzystniejszych stawek?
Można domniemywać, że ubezpieczyciel przez lata na OC nie zarabiał i postanowił sobie to zrekompensować przy okazji polis od zdarzeń medycznych. A zasady wyliczania składki są zupełnie niezrozumiałe. Jak można uzasadnić tę samą wysokość dla szpitala posiadającego oddziały zabiegowe i prowadzącego tylko oddział psychiatryczny czy też zakład opiekuńczo-leczniczy?
Czy Związek Powiatów Polskich sygnalizował problem bezpośrednio ministrowi zdrowia?
Wiele razy, ale to niewiele dało. Minister Bartosz Arłukowicz nie znalazł również czasu, aby spotkać się ze stroną samorządową i wysłuchać naszych propozycji. Zresztą nie wierzę już, że może nam pomóc. Jest lekarzem, nie ekonomistą i, obawiam się, nie do końca widzi skalę problemu. Dlatego apeluję o interwencję do ministra finansów, bo długi szpitali po latach spadku w drugiej połowie 2011 r. zaczęły wzrastać. Jeśli minister Rostowski nie chce, aby kryzys się pogłębiał, musi wpłynąć na ministra zdrowia, by zmieniał złe przepisy.
Same ubezpieczenia medyczne nie spowodują chyba jednak zapaści finansowej szpitali. To tylko przez nie pacjent ma mieć gorzej? Czy to nie demagogia?
Te ubezpieczenia są języczkiem u wagi. Wzrosło minimalne wynagrodzenie za pracę, a także o 2 pkt proc. składka rentowa. Zwiększyły się ceny paliwa, stawki VAT, podrożało dostarczanie mediów. Sytuację finansową szpitali pogorszy ustawa refundacyjna. Pacjenci w obawie przed zmianą cen leków wymuszali pod koniec ubiegłego roku recepty i wykupili ich w grudniu 2011 r. o wiele więcej niż w poprzednich miesiącach. Jeśli NFZ wyda więcej na refundację, to nie odda szpitalom za świadczenia wykonane ponad limit przewidziany w kontrakcie. Z pierwszych analiz wynika, że zapłaci o blisko 300 mln zł więcej za refundację leków w grudniu 2011 r., niż planował. O tyle mniej mogą dostać szpitale za nadwykonania.
Sytuacja wygląda na trudną, ale skoro do konkursów na dyrektorów szpitali zgłaszają się chętni, to widzą możliwości zarządzania placówką?
Bycie dyrektorem szpitala to dziś skok na przetartej linie bungee. Znam placówki, w których w ciągu czteroletniej kadencji samorządu siedem razy zmieniał się dyrektor szpitala. Moim zdaniem lata 2012 – 2014 będą jednymi z najtrudniejszych od czasów transformacji.
Jeśli ich dług będzie się pogłębiał, to samorząd przekształci je w spółkę. Czy to nie zatrzyma zapaści finansowej?
Przekształcenie w spółkę to dobre rozwiązanie, ale nie remedium na wszelkie problemy. To nie może być cel, lecz narzędzie stabilizowania sytuacji ekonomicznej szpitali. Dyrektorzy muszą cały czas restrukturyzować placówki.
Warto wiedzieć, że kilka ze 114 szpitali przekształconych do tej pory w spółki stoi na granicy upadłości. Temu można zapobiec, ale natychmiast trzeba działać naprawczo, byle nie wiązało się to z wydatkowaniem dodatkowych pieniędzy. Czasem wystarczy zmiana przepisów i korekta pewnych rozwiązań organizacyjnych.















