Edukacja i wychowanie

Rząd hamuje rozwój e-studiów

Fotorzepa, Magda Starowieyska Magda Starowieyska
Na studiach prowadzonych z wykorzystaniem Internetu 40 proc. zajęć musi się odbyć na uczelni
Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego nie zrezygnowało z limitów godzin zajęć prowadzonych przez Internet. Tak jak dotychczas zezwala na prowadzenie przez Internet jedynie 60 proc. zajęć. Pozostałe 40 proc. musi się odbyć na terenie szkoły. Tak wynika z ogłoszonej nowelizacji rozporządzenia w sprawie warunków, jakie muszą być spełnione, aby zajęcia dydaktyczne na studiach można było prowadzić z wykorzystaniem metod i technik kształcenia na odległość. Zacznie obowiązywać 2 grudnia. – Projekt rozporządzenia przewidywał coś całkiem innego – dziwi się Elżbieta Piwowarska, dyrektor Ośrodka Kształcenia na Odległość Politechniki Warszawskiej, gdzie zdalnie studiuje ok. 700 studentów.
Skierowany w sierpniu do konsultacji społecznych, zakładał, że tylko kształcenie praktyczne, zajęcia laboratoryjne, terenowe i warsztatowe powinny się odbywać w warunkach rzeczywistych. Pozostałe zajęcia miały się odbywać w świecie wirtualnym. Uczelnie, które wykorzystują Internet do prowadzenia zajęć, wskazywały, że takie zapisy pozwolą im w końcu w pełni wykorzystać potencjał e-learningowy. – Moglibyśmy oferować kształcenie w ramach poszczególnych przedmiotów, a nawet kierunków, w całości online – mówi Wiesław Przybyła, pełnomocnik rektora ds. studiów zdalnych na Polskim Uniwersytecie Wirtualnym. – Nadal jednak to będzie niemożliwe – dodaje. – Wymóg prowadzenia części zajęć na uczelni ogranicza kształcenie na odległość – mówi Rafał Piętka z Polish Open University. W POU z platformy e-learningowej w tym roku akademickim korzystało blisko 10 tys. osób. – Na świecie nikt nie hamuje rozwoju e-learningu i nie wprowadza przepisów zabraniających nowoczesnych technologii – mówi Marcin Dąbrowski, prezes Stowarzyszenia E-learningu Akademickiego. W podobnym tonie wypowiada się prof. Piotr Boltuć z Wydziału Filozofii Uniwersytetu Illinois w Springfield i centrum e-learningu SGH, autor studiów online na kierunku filozofia. Wyjaśnia, że w USA e-learning to wyłącznie nauczanie zdalne, łącznie z rejestracją i zdawaniem egzaminów. Jeśli choć jedne zajęcia odbywają się w siedzibie uczelni, to jest to już blenden learning. – Po przyjęciu takiej definicji okazuje się, że na polskich uczelniach e-learning jest nielegalny – podsumowuje. A co na to resort nauki? – Stawiamy na nowoczesne rozwiązania i technologie kształcenia, ale konieczne jest utrzymanie obecnej regulacji – mówi Bartosz Loba, rzecznik Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. – Musieliśmy pozostawić limit zajęć, bo nie zmieniło się upoważnienie ustawowe zawarte w prawie o szkolnictwie wyższym – wyjaśnia. – Zmiana mogłaby zostać zakwestionowana, bo art. 164 ust. 4 tej ustawy upoważnia ministra do określenia przepisów, które zapewnią właściwe proporcje czasu zajęć z wykorzystaniem technik kształcenia na odległość do całkowitego czasu zajęć na tych studiach. Więcej w serwisie » Prawo dla Ciebie » Twoje prawo » Edukacja, oświata, wychowanie
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL