Kosowo
UE wycofuje swój personel z północnego Kosowa
Specjalny przedstawiciel Unii Europejskiej w Kosowie, Holender Pieter Feith postanowił wycofać personel UE, obecny w północnym Kosowie.
Decyzję taką podjął ze względu na niebezpieczeństwo, jakie stwarzają dla unijnego personelu gwałtowne reakcje Serbów na ogłoszenie niepodległości Kosowa.
- Chwilowo wycofujemy nasz personel, ale utrzymamy nadal nasze biuro na północy - zakomunikował dziennikarzom Feith.
Feith ma nadzieję, że przedstawiciele UE "będą mogli wkrótce wznowić działalność". Nie podał, jak liczny jest wycofywany personel.
15 lutego, dwa dni przed ogłoszeniem niepodległości Kosowa, w Kosowskiej Mitrowicy doszło w pobliżu budynku zajmowanego przez członków ekipy przygotowawczej przyszłej misji UE w Kosowie do eksplozji ładunku wybuchowego nieznanego pochodzenia.
Po proklamowaniu niepodległości byłej serbskiej prowincji doszło do czterech podobnych eksplozji w pobliżu przedstawicielstw organizacji międzynarodowych. Nie było rannych.
Kilka tysięcy Serbów demonstrowało w Mitrovicy
W Kosowie przeciw niepodległości regionu wciąż demonstruje mniejszość serbska. Protesty, na których stawiają się setki osób, przebiegają jednak coraz spokojniej.
Głównym centrum demonstracji są Kosovska Mitrovica i Sztrpce, serbska enklawa na południu Kosowa. W Mitrovicy uzbrojeni policjanci ONZ stworzyli kordon w poprzek głównego mostu na rzece Ibar dzielącej miasto na część serbską i albańską. Kilku demonstrantów rzucało petardami. Okolicę patrolował śmigłowiec NATO.
Uczestnicy sobotniej akcji krzyczeli: "Kosowo to Serbia!" i "Rosja, Władimir Putin!". Moskwa jest sojusznikiem Belgradu w kwestii niepodległości tej dotychczas prowincji Serbii.
W enklawie Sztrpce na południu Kosowa pokojowo protestowało ponadstu Serbów. Tak jak na północy uczestnicy demonstrowali gniew wobec Waszyngtonu i jedność z Moskwą.
- Po raz pierwszy Serbia nie jest sama - ma u swego boku Rosję. Wcześniej czy później Serbia odzyska Kosowo - mówił jeden z uczestników wiecu.
Amerykanie ewakuują się z Belgradu
Tymczasem Stany Zjednoczone podjęły decyzję o ewakuacji części personelu swojej ambasady w Belgradzie. Pozostanie tam jedynie amerykański ambasador oraz personel niezbędny do funkcjonowania placówki.
Zarówno rodziny dyplomatów jak i niektórzy pracownicy w najbliższych dniach wyjadą z Serbii.
Stany Zjednoczone nie mają pewności, że Serbowie są w stanie zagwarantować bezpieczeństwo ich placówce.
Serbski ambasador w Waszyngtonie został odwołany z placówki. W poniedziałek ma wrócić do kraju.
Władze Serbii ścigają sprawców napaści
Władze Serbii ścigają sprawców napaści na ambasadę USA i placówki dyplomatyczne innych krajów, a także pozostałych uczestników gwałtownych czwartkowych protestów na ulicach Belgradu - poinformował serbski prokurator generalny Slobodan Radovanović.
"Zbieramy dowody i identyfikujemy sprawców" - napisał w swym oświadczeniu.
Serbska policja podała, że po zamieszkach w stolicy Serbii, które wybuchły w czwartek podczas masowego wiecu przeciwko niepodległości Kosowa, aresztowano blisko 200 osób.
Demonstranci dokonali zniszczeń w ośmiu placówkach dyplomatycznych: USA, Turcji, Chorwacji, Wielkiej Brytanii, Belgii, Niemiec, Bośni i Hercegowiny oraz Chorwacji, a także w 90 sklepach. Uszkodzono kilka samochodów. Zginęła jedna osoba, a 130 - w tym 52 policjantów - zostało rannych.
Polskie Radio, pap
Więcej w naszym raporcie specjalnym "Przyszłość Kosowa"















