Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Edukacja

Nauczyciel nie wygra z Google'em

Grzegorz Lorek, nauczyciel
Fotorzepa, Bartosz Jankowski
Jaki jest sens podawania wiedzy uczniom, jeœli oni w cišgu paru sekund jš znajdš? – mówi Grzegorz Lorek, pedagog roku
Polscy uczniowie coraz lepiej wypadajš w przeprowadzanych co trzy lata badaniach PISA (z ang. Program Międzynarodowej Oceny Umiejętnoœci Uczniów), jeœli chodzi o zadania sprawdzajšce rozumowanie w naukach przyrodniczych. Postęp jest znaczšcy, bo w 2006 r. odsetek najsłabszych uczniów wynosił 17 proc., a w 2009 – 13 proc. Ten skok dostrzegli międzynarodowi eksperci. Nauczyciel z I LO w Lesznie jako jedyny z naszej częœci Europy został zaproszony na konferencję WISE (World Innovation Summit for Education) poœwięconš m.in. nowoczesnym metodom kształcenia, by opowiedział, jak zachęca uczniów do nauk przyrodniczych. Spotkanie odbędzie się 1 – 3 listopada w stolicy Kataru. Rz: Wchodzi pan do klasy i... Grzegorz Lorek, nauczyciel biologii: Stale pamiętam, że żyjemy w czasach, kiedy istnieje jeden nauczyciel o gigantycznej wiedzy i my, zwykli nauczyciele, nie jesteœmy w stanie go pokonać. Ten facet nazywa się Google. Lepiej więc skoncentrować swoje wysiłki w nauczaniu uczniów na tym, by być bardziej efektywnym w wyszukiwaniu ciekawych i najnowszych informacji niż pan Google. Wyszukiwaniu, a nie podawaniu.
Druga sprawa to taka, że nauczyciel przychodzi do szkoły i ma przed sobš żywych ludzi – uczniów. Trzeba traktować ich jak przygodę. A przygoda ma to do siebie, że wiesz, gdzie się zaczyna, ale nie wiesz, gdzie się skończy. Jak założyłeœ sobie w 100 proc., jaki będzie finał przedsięwzięcia, to niedobrze. Dlaczego? Bo to bardzo mocno ogranicza. Myœlenie o czymœ w kategoriach przygody pozostawia masę furtek. Wszyscy dziœ mówiš, że ważna jest w szkole matematyka. No to ja mam takie jedno najważniejsze równanie współczesnej edukacji: jeden znak zapytania ma większš wartoœć niż trzy wykrzykniki. Czyli jak twoja lekcja, nauczycielu, kończy się wykrzyknikami, to uważaj, bo to kiepski syndrom. Jak się kończy pytaniami, to robota dobrze jest zrobiona, bo uczniowie z tymi pytaniami pójdš do domu i twoja lekcja będzie żyła. A co z wykrzyknikami? Wykrzyknik na końcu to jak odcięcie czegoœ nożem. Nauczyciel wykrzyknikiem zamyka wštpliwoœci uczniów, oni już sami nie dršżš, nie pytajš, bo nauczyciel wszystko rozstrzygnšł. Zostawia pan uczniów z nierozstrzygniętymi sprawami? Przestałem notować, ale mam kilka tysięcy pytań uczniów zadanych mi na lekcji biologii, na które nie znam odpowiedzi. A pytania padajš różne, bo na moich lekcjach jedyne głupie pytania to takie, na które pytajšcy zna odpowiedŸ, bo to strata energii. Pozostałe sš dopuszczalne. Na przykład? Co się Lorek stanie, jak przekroczysz prędkoœć œwiatła? Jak powiem, że nie mogę przekroczyć prędkoœci œwiatła, to niedobrze, bo według współczesnej wiedzy nie można, ale już sš najnowsze badania, które mówiš, że neutrina mogš się poruszać z prędkoœciš większš od œwiatła. I spróbuj tu w takiej kwestii postawić wykrzyknik. No nie można. Sš same znaki zapytania. Mówi pan, że nauczyciel nie powinien koncentrować się na podawaniu wiedzy. Dlaczego? Jaki jest sens podawania wiedzy uczniom, jeœli oni w cišgu paru sekund jš znajdš? Stało się: jedno kliknięcie i uczeń uzyskuje tyle informacji o komórce, ile jestem mu w stanie podać w cišgu dwóch godzin. On tylko nie będzie umiał zweryfikować wiarygodnoœci tych informacji. Jak to ma zrobić bez przekazanej przez nauczyciela wiedzy? Nie chodzi o to, by zupełnie wiedzy nie podawać. Konieczny jest ten minimalny szkielet, ale na tym minimalnym szkielecie starajmy się tak pracować, by uczniowie sami szukali informacji. Nie będš ich szukać, jak ich do tego nie zachęcimy albo nie zmusimy. Jak pan to robi? To generalnie proste rzeczy. Znaczne ważniejsze dziœ niż sama informacja jest jej Ÿródło. A skšd pochodzi wiedza ludzkoœci o otaczajšcym nas œwiecie? Z dokonań innych ludzi. Chcšc więc ustalić Ÿródło informacji, muszę ustalić, kto jest jej autorem. W dzisiejszych czasach dotarcie do autora jakiegoœ artykułu naukowego trwa chwilę. Na e-maile uczniów odpisujš œwiatowej sławy naukowcy, nobliœci, a jak nie oni, to ich sekretarki. Naprawdę odpisujš? Pamięta pani sklonowanš owcę Dolly? Przez lata plotłem bzdury, że ona się nazywa Dolly dlatego, że twórca tej metody klonowania Ian Wilmut pewnie słuchał Dolly Parton. Ale pewnego dnia coœ mnie tknęło i pomyœlałem, że zainspirował go duży biust Parton. Uczniowie mówili, że to niemożliwe. Powiedziałem im więc: napiszcie do Iana Wilmuta. I przyszła odpowiedŸ mniej więcej tej treœci: "Drogi uczniu, masz rację, ponieważ wzięliœmy komórki somatyczne z owczych wymion i tak trochę żartobliwie nazwaliœmy owcę. Pozdrawiam. Ian". To zrobiło na uczniach wrażenie, że ktoœ taki z górnej półki im odpisał. A ja jeszcze podkreœlam: "Podpisujcie wyraŸnie, kim jesteœcie, że macie naœcie lat, a wasz nauczyciel nie zna na to pytanie odpowiedzi". Ta metoda docierania do informacji ma wielorakie plusy: uczeń sam jest ciekawy, sam zadaje pytania, widzi, że Internet i komputer to nie tylko medium do rozrywki, i w końcu musi znać angielski, żeby się czegoœ dowiedzieć, bo z panem Wilmutem, sorry, bez angielskiego – impossible. Mówi pan, że nie można zakładać sobie celu w uczeniu, a co z wynikami, jakie trzeba osišgnšć, z przygotowaniem do matury? Wiadomo, że muszę mieć jakiœ plan, ale nie może on być dopracowany w szczegółach. Na przykład mam lekcję, w klasie mówię o ważnym procesie osmozy, a za oknem idzie jeż. Dzieci podchodzš do okna i krzyczš: "Panie Lorek, niech pan zobaczy, jaki piękny jeż, jak rusza œmiesznie pyszczkiem". A jak wtedy robię najgłupszš rzecz z możliwych, bo mówię: "Zostawcie tego jeża. Teraz jest lekcja o osmozie". Chcę przez to powiedzieć, że jak się taki jeż pojawia, to trzeba go do klasy wpuœcić. Bo uczenie biologii to opowiadanie o wszystkim, co nas otacza. A co z testami? Uczy pan do nich? Cóż mam zrobić. Tak naprawdę powinienem zaproponować zmiany nazwy szkół, np. Renomowana z Wielowiekowš Tradycjš Instytucja do Rozwišzywania Testów Maturalnych – tak się powinna nazywać moja szkoła. I każda inna œrednia w Polsce. Ja, czego nie kryję, uczę dwutorowo. Bo co tu dużo mówić, żeby dostać się na Oxford czy medycynę, to trzeba mieć 80 proc. punktów z matury rozszerzonej.  A moi wybitni uczniowie nie zawsze potrafiš dobrze napisać egzamin maturalny, bo testy trzeba wypełnić tak, jak pan twórca testu chciał. To nie jest egzamin dla kogoœ, kto widzi możliwoœć przekraczania prędkoœci œwiatła. Dlatego z tymi, którzy myœlš o „procentach maturalnych", spotykamy się na dodatkowych zajęciach. Tak naprawdę większoœć kół, które w nazwie majš „zainteresowań", poprzekształcała się w kółka do rozwišzywania testów maturalnych. To nie jest dobre. Ale najlepszym dowodem na to, że Ÿle się dzieje w szkołach, jest rynek korepetycyjny. Jeœli tyle tysięcy ludzi korzysta z dodatkowych lekcji, to znaczy, że system szkolny jest niewydolny. I może oczekujemy od uczniów za dużo w zbyt krótkim czasie. Jaka na to rada? Można zaproponować różne szczytne reformy, ale nic się nie zmieni, jeœli nie zmieni się nauczycieli. Nie chodzi o to, by dać nam więcej pieniędzy, należy zmienić nasz sposób myœlenia. Należy nas zmienić z podawaczy informacji w weryfikatorów œwiata dookoła i tego, jak sami uczniowie te informacje wyszukujš. W polskich szkołach nie pracujš nauczyciele. Sš biolodzy, chemicy, matematycy. Œwietni. Ale tego, by być nauczycielem, być może nikt ich porzšdnie nigdy nie nauczył. Nikt nie pokazał, jak „wpuszczać jeże do klasy". Trzeba też dać wyraŸny sygnał, że do tego zawodu nie wszyscy się nadajš. A brak laboratoriów nie przeszkadza? Polskich szkół nie stać na takie laboratoria, jakie widzi się w piœmie "Science in School". Tam sš pokazane laboratoria, w których można izolować DNA, pobierać DNA i sprawdzać, którego ucznia ono było. Ale moim zadaniem nie jest nauczyć wykonywania skomplikowanych doœwiadczeń w laboratorium, tylko zaciekawić ich œwiatem, a to można  zrobić za pomocš stania na rękach. Ile kosztuje stanie na  rękach, by pokazać, że istnieje ruch perystaltyczny jelit? Wystarczy kupić bułkę, którš się zje, stojšc na rękach. To ja – nauczyciel – jestem najważniejszš częœciš laboratorium. Więcej informacji, wideorelacje ze szczytu 1 – 3 listopada na www.wise-qatar.org World Innovation Summit for Education (WISE) to międzynarodowa inicjatywa poœwięcona wprowadzaniu nowoczesnych technologii i reform, które poprawiš jakoœć kształcenia i dostęp do edukacji. Projekt zainicjowała w 2009 r. Qatar Foundation (Fundacja Katarska na rzecz Edukacji, Nauki i Rozwoju Społecznego). Co roku w stolicy Kataru, Doha, spotyka się na szczycie WISE ponad 1200 ekspertów: profesorów, ministrów edukacji, przedstawicieli organizacji międzynarodowych i pozarzšdowych, nauczycieli praktyków z różnych krajów, przedstawicieli biznesu, by dyskutować m.in. o tym, jak wykorzystywać w szkole nowoczesne technologie, jak sprawdzać wiedzę i umiejętnoœci uczniów, jak poprawić wyniki w nauczaniu i jak najlepiej dopasować programy szkolne do potrzeb współczesnego rynku pracy. Od 2009 r. Fundacja Katarska przyznaje nagrody (WISE Awards) osobom i instytucjom, których projekty sš wartymi naœladowania przykładami dobrych praktyk. W tym roku podczas konferencji WISE 1 – 3 listopada w Doha przedstawionych zostanie szeœć wyróżnionych projektów. Zwycięzcy otrzymajš po 20 tys. dolarów. A nagrodzone projekty to m.in. projekt Creative Partnerships, brytyjskiej organizacji Creativity Culture and Education, zapraszajšcej do szkół artystów architektów, naukowców, którzy pokazujš jak twórczo rozwišzywać problemy; przedsięwzięcie BBC World Service Trust, realizowane w Bangladeszu, które polega na nauczaniu języka angielskiego za pomocš m.in. telefonów komórkowych; projekt Connexions, prowadzony przez Rice University z USA, w ramach którego stworzono międzynarodowš internetowš platformę z materiałami edukacyjnymi. -rc
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL