Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Kolekcje

fałszywe obrazy wiszš nawet w muzeach

Rzeczpospolita, Pio Piotr Guzik
Podrobione dzieła sztuki wracajš na rynek i kupujš je nieœwiadomi klienci, przez co tracš pienišdze
Rz: Jest pan miłoœnikiem sztuki i wydawcš ksišżek dla kolekcjonerów. Twierdzi pan, że klienci rynku na własne życzenie pozwalajš oszukiwać się fałszerzom, ekspertom i nieuczciwym antykwariuszom, którzy oferujš im zbyt drogie obrazy. Ryszard Kluszczyński: Większoœć kolekcjonerów to majętni ludzie sukcesu. Często sš to właœciciele dużych firm, przyzwyczajeni do wydawania poleceń i przekonani o nieomylnoœci swoich decyzji. Jako zbieracze sztuki popełniajš grzech pychy, wydaje im się, że wystarczy, gdy podniosš rękę na aukcji. Nie dokształcajš się, a prawdziwe kolekcjonerstwo to codzienna praca! Samokształcenie chroni przed kupnem falsyfikatu?
Najważniejsze jest ćwiczenie oka. To długotrwały proces, który dopiero po latach pozwoli kolekcjonerowi bez trudu odróżnić obraz fałszywy od prawdziwego. Sprowadza się to przede wszystkim do oglšdania obrazów interesujšcych nas malarzy w muzeach. Także na studiowaniu zarówno przedwojennych katalogów, jak i najnowszych publikacji. Przykładowo wystawę Leona Wyczółkowskiego odwiedziłem kilka razy, za każdym razem spędziłem tam kilka godzin. Porównywałem m.in. prace artysty z różnych okresów jego twórczoœci. Problem w tym, że kolekcjonerzy w Polsce zbyt często nie chcš włożyć wysiłku w samokształcenie, opierajš się na ekspertyzach, najczęœciej bezwartoœciowych. Dlaczego bezwartoœciowych? Obowišzujšce prawo pozwala antykwariuszom bez żadnej odpowiedzialnoœci sprzedawać towar z pseudoekspertyzami, gdzie często nawet nie pada stwierdzenie, że obraz jest autentyczny. Ekspertyzy tradycyjnie wystawiajš historycy sztuki. Niestety, nie majš oni wiedzy praktyczno-technicznej. Nie znajš się np. na gatunkach podłoża malarskiego, jak również na sposobach nakładania farb, ponieważ sami nie malowali obrazów. Oceniajš autentycznoœć obrazu tylko na oko, czy jego stylistyka zgodna jest z oryginałami. Jest w tym oczywisty błšd metodologiczny. Przecież fałszerz robi wszystko, aby w badaniu na oko podróbka kompozycyjnie przypominała autentyk. Podrobione dzieła sztuki wracajš na rynek, kupujš je nieœwiadomi klienci, przez co tracš Sam kiedyœ zaufałem radzie takiego eksperta i kupiłem fałszywy obraz Zygmunta Waliszewskiego. Przez myœl mi nie przeszło, że wybitny historyk sztuki może się tak katastrofalnie pomylić. Obraz ten sfotografowałem i opublikowałem w „Poradniku Polskiego Kolekcjonera" jako oczywisty falsyfikat, ku przestrodze innych. Natomiast podróbka spłonęła w kominku. W 2003 r. w „Poradniku Kolekcjonera Polskiego" opublikował pan falsyfikat Malczewskiego. Niedawno w jednym z antykwariatów zobaczyłem ten obraz. Kiedy zwróciłem uwagę antykwariuszowi, machnšł rękš i powiedział, że nikt już tego nie pamięta. Poza tym obraz ma teraz nowš ekspertyzę... Falsyfikaty powinny być niszczone? Tak! Od lat obracamy się w próżni prawnej, która powoduje, że fałszywe dzieła sztuki wracajš na rynek i kupujš je nieœwiadomi klienci, przez co tracš wielkie pienišdze. Nie wszyscy antykwariusze zainteresowani sš eliminacjš podróbek, ponieważ jest niska podaż. Fałszywy „Rybak" Leona Wyczółkowskiego, zakupiony ostatecznie przez Muzeum Narodowe w Gdańsku, wczeœniej kršżył na rynku i odrzucany był przez uczciwych antykwariuszy. Zaoferowano mi fałszywy „Portret dziewczynki" Wyspiańskiego, który oddałem właœcicielowi. Ten oczywisty falsyfikat sprzedany został potem przez warszawski dom aukcyjny. Mogę mnożyć takie przykłady. Jak kolekcjoner może się zabezpieczyć przed zakupem falsyfikatu? Powinien mieć przede wszystkim zaufanego konserwatora o dużym doœwiadczeniu. Wiedza, którš konserwator może się podzielić z kolekcjonerem, często ma większš wagę niż ta przekazana przez historyka sztuki. Ale tak czy inaczej nic nie zastšpi osobistego doœwiadczenia przy zakupie obrazów. Co oprócz tzw. ekspertyz może zmylić klienta? Obecnoœć obrazu na muzealnej wystawie nie zawsze jest gwarancjš jego autentycznoœci. Przykładem może być wielka wystawa Ferdynanda Ruszczyca, gdzie kilka obrazów reprodukowanych w katalogu budziło uzasadnione wštpliwoœci fachowców. Także reprodukcje w albumach i ksišżkach nie zawsze sš gwarancjš oryginalnoœci obrazu. W naszych ksišżkach, tych z poczštku działalnoœci wydawniczej, zdarzało nam się popełniać błędy wynikajšce z naiwnoœci. Wydawało nam się, że skoro obraz został sprzedany w tzw. renomowanym domu aukcyjnym i ma ekspertyzę, to oczywiœcie jest prawdziwy. Niekiedy sami autorzy, pracujšcy dla nas nad albumem, nalegali na publikację jakiegoœ obrazu, choć mocno powštpiewałem w jego autentycznoœć. Na pewno ostrożnie kupowałbym w sytuacji, gdy wynagrodzenie eksperta jest uzależnione od dopuszczenia obrazu do aukcyjnej sprzedaży. Warto z dużš dozš nieufnoœci podchodzić również do ekspertyz sprzed kilkudziesięciu lat. One były fałszowane zarówno za życia wystawiajšcych je historyków sztuki, jak i w ostatnich latach. W katalogach aukcyjnych często nie ma adnotacji o przemalowaniu obrazu przez konserwatora. Dlaczego Federacja Konsumentów tego nie piętnuje? Na krajowym rynku jest to rodzaj wiedzy tajemnej, która jedynie po cichu kršży między zaprzyjaŸnionymi kolekcjonerami lub antykwariuszami. Wielokrotnie docierały do mnie informacje, że jakiœ obraz jest po gruntownej konserwacji, co mogło umknšć niedoœwiadczonemu kolekcjonerowi. Dlaczego Federacja Konsumentów nie piętnuje tego, że w aukcyjnych katalogach nie podaje się podstawowych informacji o obrazie? Ten rynek jest elitarny. Istnieje zaledwie 20 lat, dlatego niektórzy antykwariusze mogš skutecznie ukrywać wady towaru. Wyceny na polskim rynku budzš wštpliwoœci kolekcjonerów. Jeœli typowy obraz Wojciecha Fangora, jakich sporo kršży po rynku, wycenia się na ponad 200 tys. zł, to zastanawiam się, czy w tej sytuacji porównywalny obraz Tadeusza Brzozowskiego, z uwagi na klasę artystycznš i wyjštkowš rzadkoœć tych dzieł, nie powinien kosztować pół miliona. Nasi antykwariusze i eksperci majš problemy z odróżnieniem obrazu wybitnego od przeciętnego. Nie dzieje się to przypadkiem. Nie należy ufać większoœci antykwariuszy, gdy chwalš jakiœ dorobek. Ponieważ z reguły zachwalajš towar, którym aktualnie dysponujš. Nie ma to nic wspólnego z budowaniem hierarchii artystycznej, z edukacjš klientów! Dlaczego dziennikarze branżowych miesięczników nie zadajš pytań o nietrafne wyceny? Dlaczego nie protestujš, gdy seryjnie produkowany obraz Wierusza-Kowalskiego wyceniany jest dwukrotnie drożej niż rzadkie i wybitne dzieło np. Ruszczyca lub Gierymskiego? Kiedy czytam, że œredniej wielkoœci „Autoportret" Malczewskiego z roku 1920, o niskiej wartoœci artystycznej, muzeum kupuje za 800 tys. zł, budzi to mój sprzeciw! Powinien on kosztować kilka razy mniej od porównywalnego obrazu tego artysty z pierwszych lat XX wieku. Czym różni się handel malarstwem w Polsce od tego na œwiecie? W Polsce przy wycenach nie przywišzuje się istotnej wagi do okresu, z którego pochodzi obraz danego artysty. Dobrym przykładem może być Józef Pankiewicz, którego pejzaże z lat 30., choć miłe dla oka, powinny kosztować kilka razy mniej niż te z okresu młodopolskiego, a tak nie jest. W kraju przy wycenach nie uwzględnia się również częstotliwoœci pojawiania się prac danego malarza na rynku. Ceny kształtuje popyt! Trudno winić antykwariuszy za to, że klienci wolš Wierusza-Kowalskiego od lepszego artystycznie Ruszczyca lub Aleksandra Gierymskiego. Niewielu jest kolekcjonerów poszukujšcych dzieł o muzealnej wartoœci. To także specyfika polskiego rynku, nie ma u nas bowiem kontynuacji przedwojennych tradycji kolekcjonerskich. Rozmawiamy przy okazji wydania przez pana „Wielkiej encyklopedii malarstwa polskiego". Sš w niej cenne informacje dla kolekcjonerów i antykwariuszy. Zawiera ponad 2 tysišce ilustracji, które zbieraliœmy 20 lat. Ich Ÿródłem jest ponad 100 kolekcji prywatnych oraz kolekcje muzealne, na przykład Muzeum w Chicago i Instytutu Piłsudskiego, muzeów we Lwowie i w Wilnie i, naturalnie, krajowych muzeów. rozmawiał Janusz Miliszkiewicz
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL