Rzecz o książkach
Ten, który mówi nie
Dialog Krzysztofa Karaska ze Zbigniewem Herbertem
KRZYSZTOF KARASEK: – Jesteś postrzegany jako ten, który mówi „nie”; tak przynajmniej widzą cię czytelnicy, z czym zresztą w dużym stopniu się nie zgadzam. Bo jest to jednak nietypowe „nie”. To twoje „nie” jest – można by powiedzieć – nienawykowe, wynika z głębokiego przeświadczenia, że w ten sposób odsłania się i broni byt. Ale i płacisz za to swoje konsekwentne „nie” wysoką cenę. I tu dostrzegam rozbrat, linię podziału z twoimi przyjaciółmi z dawnej opozycji demokratycznej, którym po roku 1989 wystarczyło, że coś się zmieniło, drgnęło, że założyli partie, a nawet wygrywają wybory. Mówią, że to twoje konsekwentne „nie” jest reliktem. Tym „nie” przypominasz jednak, że nie wszystko zostało załatwione. Wynika ono również z twojego pojmowania etyki i powołania pisarza.
Kiedyś miałem przyjemność zwrócić ci uwagę na pewien wiersz, który wydał mi się twoim doskonałym duchowym portretem nakreślonym przez greckiego poetę Konstandinosa Kawafisa – „Che face... il gran rifuto”, tytuł pochodzi z „Piekła” Dantego (pieśń III, wersy 59 – 60), co można tłumaczyć jako „Ten, który dokonał wielkiej odmowy”:
Dla niektórych ludzi przychodzi taka godzina,
kiedy muszą powiedzieć
wielkie Tak
albo wielkie Nie. Od razu widać, kto z nich w duszy ma
gotowe Tak. Wypowiada je i od razu wyżej się wspina,
od razu wzrasta w czci
i szacunku dla samego siebie.
Ten, który powiedział
Nie – nie żałuje.
Gdyby zapytali go, czy chce
odwołać je, nie odwoła.
Ale właśnie to Nie –
to słuszne Nie – na całe życie
go grzebie.
(przekład Zygmunta Kubiaka)
A teraz pytanie, które chciałem ci zadać: ku czemu skierowana jest twoja odmowa? I co musiałoby być spełnione, żebyś dokonał „wielkiego Tak”?
ZBIGNIEW HERBERT: – Trzeba się nauczyć mówić „nie”. To może przejść w jakąś złą manierę, ale „nie” jest bardzo istotną częścią mowy. To niezgoda na zło. Czy na podejrzenie, że to może być zło. Zakładam wtedy weto i od tego nie odstąpię. (pauza) Ale wszystko to jest zawieszone w ampułce takiej, jak u Goethego w drugiej części „Fausta”. Są takie ampułki, w ampułkach są jakieś puszki. Ja bym chciał to sprowadzić na ziemię: polską, zroszoną łzami, krwią naszych braci i sióstr, i powiedzieć, że jedną z najbardziej mnie męczących spraw jest niejasność. Całkowita niejasność sytuacji. Jaka jest tego geneza?
Otóż geneza to jest Okrągły Stół. Przecież zebrało się 100 czy 200 panów, nie pytali mnie o zdanie, siedli, rozporządzili jakiś Senat, całe moje życie tzw. polityczne znalazło się w zasięgu ich rąk i oni o tym życiu decydowali. Jaka była cena tego podziału? Cena była prosta dla byłych komunistów – żeby im się nic nie stało w okresie przejściowym. Natomiast panowie, którzy zawierali to porozumienie – to był były KOR, intelektualiści, prawda – popełnili błąd kainowy. Nie waham się powiedzieć, bracia i siostry, to był błąd kainowy. Jeżeli tylko elita się liczy, a o społeczeństwie – nie mówię o narodzie, bo zaraz padłby zarzut nacjonalizmu i tak dalej – nikt nie pamięta, nikt go nie pyta o zdanie, to mamy podstawową przyczynę, dlaczego tego ustroju nie uważam za III Rzeczpospolitą, a za kontynuację PRL z ludzką twarzą. I to o to KOR-owcom chodziło. Żeby był PRL z ludzką twarzą, a oni byli na wierzchu. No, to nie był mój ideał.
I tutaj zaklinam: „Niechaj żywi nie tracą nadziei i przed narodem niosą oświaty kaganiec”, mówię, że lustracja to nie byłoby wieszanie kogokolwiek na latarni. Sam, jako prawnik, aplikant sądowy, widziałem wykonywanie wyroku śmierci i nie chcę, nigdzie na świecie, jeszcze go zobaczyć. Każdy wykonany wyrok jest dla mnie ciosem, gdziekolwiek. U nas chodziło jedynie o odsunięcie od władzy tych wszystkich, którzy tę władzę sprawowali i do rynsztoka doprowadzili. To nie są moje słowa, ale Artura Sandauera, którego nikt nie lubił, a ja go lubiłem, mimo że napisał o mnie bardzo krytyczną recenzję. Ja wciąż powołuję się na boks, który był moim sportem w młodości, krótko. Nie mogę wychodzić na ring i po dostaniu pierwszego sierpowego powiedzieć do sędziego: „Panie sędzio, ten świntuch dał mi po mordzie, niech pan go trzyma za ręce. To ja mam bić”. No, panowie, gdzie jesteście? Jakie jest wasze poczucie rzeczywistości?














