Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Styl życia

Las jak plaster miodu

Pszczoły zbierajš tzw. pożytek (czyli nektar kwiatowy, pyłek i spadŸ) najwyżej 1,5 km od ula
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Prastarej sztuki leœnego pszczelarstwa Polacy uczš się dziœ od mistrzów z Uralu. Stšd w ich słowniku kiramy i batmany – baszkirskie nazwy sprzętu bartniczego
Słoiczek jest spory i bez etykiety, pewnie poprzednio był w nim dżem, majonez albo jakieœ domowe przetwory. Specyfik, który jest w nim teraz, ma barwę po trosze brunatnš, po trosze złocistš lub szarš, a miejscami bywa poprzetykany ciemniejszymi plamami. Częstujšcy nas tym specjałem biolog i ekolog dr Przemysław Nawrocki reprezentuje Wide Wildlife Found, czyli œwiatowš organizację ochrony dzikiej przyrody. Radzi, by po zawartoœć słoika sięgać po prostu palcem. Próbujemy. Substancja ma smak miodu, ale z jakimœ jedynym w swoim rodzaju, z lekka żywicznym aromatem. Co tu jest oprócz miodu? – Sporo wosku, trafi się czasem pancerzyk owada, larwa, pyłek kwiatowy, jakieœ wiórki... – tłumaczy ekolog tonem wyraŸnej zachęty. Bo taki skład powinien mieć – i w tym wypadku ma – prawdziwy miód bartny. Palce idš w ruch i wkrótce do dna wyczyszczamy słoik.

Komary wabiš bartników

Okolica, która nas otacza, już z dala wyglšda na miodem płynšcš. Rozległe łęgi nad Pilicš nawet z końcem lata kuszš kobiercami kwiecia. Zresztš jako jeden z walorów przyrodniczych tych stron, otwierajšcy im drogę do sieci Natura 2000, wymieniane sš nadrzeczne ziołoroœla. Ale dr Nawrocki na spotkanie z pszczołami cišgnie nas nie na łški, tylko do lasu. Trzeba przyznać, że jest dokšd.
Lasy Spalskie to spory fragment dawnej Puszczy Pilickiej. Duży szmat lasów prawie w samym wylesionym œrodku Polski, do tego nad jeszcze naturalnš rzekš Pilicš – to skarb. Nic dziwnego, że nakładajš się tu na siebie Spalski Park Krajobrazowy, Piliczańsko-Radomszczański Obszar Chronionego Krajobrazu, Leœny Kompleks Promocyjny Lasy Spalsko-Rogowskie, specjalny obszar ochrony siedlisk Natura 2000. Stare œwietliste dšbrowy, wielkie obszary zaroœli nadrzecznych, malownicza, zdšżajšca przez Spałę do Pilicy rzeczka Gać, którš nawet biolodzy sławiš za przyrodnicze bogactwa, malowniczy barokowy koœciółek patrzšcy z wysokiego wzgórza na Pilicę w Inowłodzu – to tutejsze perełki, ale ludzi przycišgajš przede wszystkim sosnowe, na piaskach i blisko rzeki rosnšce widne bory. Jak nam powiedział pewien prowadzšcy tu badania owadów naukowiec, kto żyw, chce tu zamieszkać. Toteż – słyszymy od biologa – lasy przypominajš trochę wnętrze ula podzielone pszczelimi komórkami, tak sš pogrodzone. Ale nie wszystkie. W okolicy Spały, Konewki, Lucišżnej lub Smardzewic uchowały się jeszcze prawdziwe, starym lasem pokryte uroczyska. Dr Przemek, z zawodu ornitolog, a z przekonania także obrońca dzikich pszczół, prowadzi nas do rezerwatu Żšdłowice, którego nazwa zdaje się mówić wszystko. Jednak – zapewnia przewodnik – nie od żšdeł pszczelich ona pochodzi, tylko od ukłuć licznych w tym wilgotnym ostępie komarów, o czym się zaraz sami przekonamy. Ale właœnie ta nazwa przycišgnęła uwagę nowej generacji bartników, którzy tu postanowili urzšdzać, czyli dziać swoje barcie. Bo i jest w czym – rosnš tu tęgie, po dwieœcie i więcej lat liczšce sosny. Pokonawszy gšszcz podszytów i barykady wykrotów, stajemy pod jednš z nich.

Pożšdane żšdła

Pod drzewem leży bartniczy sprzęt. Młody bartnik Tomasz Dzierżanowski przytroczył się właœnie do pnia wykonanym z lipowego łyka pasem, który po baszkirsku nazywa się kiram. Zabierze ze sobš na górę wydršżone z pnia naczynie, w języku naszych bartników kadłubek, ale po baszkirsku – batman. Skšd ten baszkirski język w polskiej kniei? Przemek Nawrocki, choć zajmował się głównie ochronš ptaków, ale też łososi, rysi i innych ginšcych zwierzšt, zawsze marzył o bartnictwie i jego odnowie. – To była prawdziwa fascynacja, ale i abstrakcja! – mówi dziœ. Wiedział, że od dobrych stu lat nie ma już u nas leœnych bartników. Ale przedtem byli i rozsławiali Polskę w œwiecie. Jeszcze pod koniec XIX w. w niedalekiej Puszczy Kozienickiej naliczono ponad 5 tys. barci w starych pniach. Ale rozkwit przeżywało leœne pszczelarstwo w XIV w., kiedy to przynosiło większe zyski niż wyršb drewna w lasach i łowiectwo. Zawód bartnika, przechodzšcy z ojca na syna, miał własne prawodawstwo, swoje sšdy i wiele przywilejów. Byliœmy wówczas bartniczš potęgš, a miody z polskich leœnych uli goœciły na najznamienitszych stołach Europy. Jednak rozwijajšce się, coraz bardziej nastawione na wysokš produktywnoœć bartnictwo i zmiany w gospodarce leœnej, ograniczajšce liczbę starych drzew i roœlin miododajnych, położyły kres tradycji leœnego pszczelarstwa. Pasieki – podkreœla Przemek – wycišgnęły pszczoły z lasu na łški i pola, leœne odmiany zastšpiły bardziej produktywnymi rasami. Pszczoła zbiera tzw. pożytek (czyli nektar kwiatowy, pyłek i spadŸ) najwyżej 1,5 km od ula, do lasu nie doleci. Tymczasem tu, w puszczy, to głównie pszczoły zapylały roœliny kwiatowe i drzewa. Leœne pszczoły, dla większoœci pszczelarzy prymitywne i nieproduktywne, dla lasu sš ważniejsze od ptaków, żubrów i rysi. Jako przyrodnik zawędrował kiedyœ Nawrocki w Ural, by odkryć, że tu bartnictwo uchowało się jako ceniony zawód z tradycjami i rozwija się znakomicie. W dużej mierze to forma ochrony przyrody. W zapowiedniku Szulgan Tasz – to odpowiednik naszego rezerwatu – zastał około 700 czynnych barci. W Baszkirostanie pszczelarstwo ma niezniszczalnš tradycję i prestiż, a dziœ istnieje też jako sposób na ochronę rodzimej pszczoły, zwanej burziańskš. A gdyby tak odtworzyć na podobnej zasadzie nasze pszczoły leœne, ukryte jeszcze tu i ówdzie w zakamarkach puszcz, choć głównie już tylko w laboratoriach badaczy? Zdziesištkowane zostały bardziej jeszcze niż odmiany hodowlane przez zawleczonš z Azji warrozę. Nazwa powodujšcego chorobę pasożyta, Warroa destructor, mówi sama za siebie... Wycišgnšć ostatnie leœne pszczoły z laboratoryjnych hodowli do leœnych dziupli, z pożytkiem dla nich i dla lasu – nie byłby to pomysł?

Mistrzowie z Uralu

Zaprosił zatem Przemek baszkirskich mistrzów do Polski. Co prawda na temat polskiej sztuki bartniczej ukazało się wiele publikacji, ale z praktykš jest gorzej. Niech baszkirscy bartnicy zrobiš na wzór trochę barci i podszkolš pierwszych chętnych. Tak w 2007 roku powstało w spalskich sosnach dziewięć barci, a do pracy przystšpiło w tutejszej ostoi dwóch pierwszych bartników, pasowanych na mistrzów wedle baszkirskiej tradycji i ubranych we właœciwe tamtejszym pszczelarzom czapki. Ale nadzorujš tworzenie polskiego miodu przez prawdziwe polskie pszczoły. Jeden z nich, Tomek Dzierżanowski, właœnie na oczach naszej ekipy zapala podkurzacz. Bo, żeby wchodzšc do pszczół, za bardzo ich nie wkurzyć, trzeba je... podkurzyć. Ale o trochę co innego tu chodzi niż o kopcenie dla uspokojenia. Instynkt podpowiada bowiem pszczołom, że gdy czuć w powietrzu leœny pożar, trzeba ratować miód i intensywnie go pić. A przy tej czynnoœci nie żšdlš. Kiedyœ w roli podkurzacza występował rozwidlony kołek z powtykanymi weń żywicznymi szczapami sosny. Dziœ zastšpił go metalowy pojemnik z dziobkiem. Do dziania tutejszych barci też już użyto pił łańcuchowych. Siekiera, którš dzierży nasz bartnik, to tylko sprzęt pomocniczy. Nie wisi też nad ulem tęgi bal, który w prastarych barciach miał za zadanie wyrżnšć w łeb niedŸwiedzia, gdyby połakomił się na miód. Dziœ jest niepotrzebny, bo nie ma tu niedŸwiedzi. Kiedyœ misie były głównymi konkurentami, a czasem też przewodnikami bartników. Wszakże nazwa niedŸwiedzia wzięła się od słów „mied" – miód i „wiedzieć". Oznacza więc: wiedzšcy, gdzie jest miód. Tomek podkurzaniem uspokoił pszczoły, ale sam jest trochę wkurzony. Chciał osiedlić tu – zgodnie z założeniami ochronnego projektu, w którym uczestniczy – rój prawdziwych dzikich pszczół z tzw. rasy œrodkowoeuropejskiej. Badania genetyczne wskazujš, że pszczoły zasiedlajšce spalskie barcie majš rzeczywiœcie przewagę genów pszczół leœnych. A tu dosłownie na trzy dni przed ich osiedleniem wpakował się Tomkowi jakiœ obcy rój. To jeden dowód więcej, jak brakuje dziœ pszczołom naturalnych dziupli. Kiedy – rozpoczynajšc wraz z Baszkirami wprowadzanie w życie projektu – wyršbali pierwsze barcie ze stosownymi, przepisowymi okienkami, już wkrótce ule były zajęte. Dużo szybciej niż na Uralu. Tomek nie nastawia się na wielki biznes, ale z czasem bartnictwo może się stać opłacalne. W Baszkirii litr miodu kosztuje 150 euro. U nas na razie jednak jest zbyt mało barci, a i miód nie jest tak popularny. W przyszłoœci turyœci będš mogli zwiedzać barcie, dziœ musi wystarczyć im ilustrujšca powrót bartnictwa œcieżka edukacyjna, urzšdzona koło siedziby parku krajobrazowego w Spale. Stoi tu czynna barć, stale zasiedlana przez pszczoły, jak słyszymy – w połowie leœnego pochodzenia. Dla naszego bartnika to puszczańskie zajęcie stanowi raczej hobby, Tomek może bez trudu łšczyć je z innš pracš. Do barci zaglšda się ledwie dwa razy do roku: wiosnš – żeby posprzštać, i jesieniš – po miód. Do jednego kadłubka–batmana można zebrać 10 – 12 litrów miodu. Trzeba wyršbać wiele barci, żeby dzięki pracy pszczół być bogatym. Nasz bohater zbiera na razie po trzy litry. Pojawił się nawet chętny do wypiekania na tym miodzie pierniczków według XVI-wiecznej receptury i pierwsze już upiekł.

Naturalne kosiarki

Spiskim bartnikom chodzi raczej o bogactwo przyrody. Jeżeli pszczoły zamieszkajš wewnštrz leœnego ostępu z tęgimi sosnami, to – bioršc pod uwagę skromnš trasę ich lotów za pożytkiem – raczej nie wylecš na dalekie pola. Nie zarażš się od innych owadów pasożytami, nie zetknš z rolnš chemiš, a za to będš żerować na leœnych roœlinach. W tutejszych lasach nie brak rzadkich roœlin o magicznych nazwach, np. czarcikęsik Kluka, lilia złotogłów i kruszczyki z grupy storczyków. Ale potrzeba więcej roœlin, nawet pospolitych, ale miododajnych. Więcej lip i wierzb. Malinisk i dawniej niepotrzebnie pod nasadzenie sosen zaorywanych wrzosowisk. Jest sto innych niż pszczoły powodów, by roœlinnoœć na różne sposoby urozmaicała las. Potrzebne sš na przykład polany. Doskonałymi ich twórcami i konserwatorami sš żubry – gryzš trawy i nie pozwalajš w widnych miejscach rozpanoszyć się drzewom. Nie żyjš tu dziœ na wolnoœci, choć można je pooglšdać za ogrodzeniem, w Ksišżu koło Smardzewic. Ale w przyszłoœci, kto wie, sš wszak już i wolne stada tych wielkich ssaków – naturalnych kosiarek. Może więc żubr – symbol ochrony przyrody – i pszczoła połšczš siły w ochronie naturalnego oblicza naszych puszcz. Ochrona jednego czy dwóch gatunków oznacza wszakże zawsze szansę także dla wielu innych. Tutaj – choćby dla wiekowych sosen, z których po dziœ dzień słynš spalskie lasy. Aby dziać barcie, trzeba dać jeszcze dłużej żyć sosnom, dębom, modrzewiom i jodłom. Kochajš je ptaki, dzięcioły potrafiš nawet włamywać się do barci po miód. Nic zatem dziwnego, że w spalskie bartnictwo zaangażowało się nawet Mazowiecko-Œwiętokrzyskie Towarzystwo Ornitologiczne. A kiedy będzie więcej naturalnych barci – kto wie, może zajrzš tu kiedyœ dawno niewidziane, żšdne bartnego miodu niedŸwiedzie?
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL