REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Styl Życia » Kuchnia » Wino

Społeczeństwo

Polskie wina już w sklepach

Józef Matusz 30-09-2009, ostatnia aktualizacja 30-09-2009 13:59
Barbara Czajka, winnica Vanellus w Jareniówce k. Jasła
autor: Krzysztof Łokaj
źródło: Fotorzepa
Barbara Czajka, winnica Vanellus w Jareniówce k. Jasła
Roman Myśliwiec, winnica Golesz pod Jasłem
autor: Krzysztof Łokaj
źródło: Fotorzepa
Roman Myśliwiec, winnica Golesz pod Jasłem

Po kilkudziesięciu latach nieobecności na rynku pierwsze polskie wina można już legalnie kupić w sklepach, restauracjach i hotelach

Z kilkuset zarejestrowanych winnic zezwolenie na legalną produkcję i sprzedaż wina dostały jednak tylko cztery. Pozostali wytwórcy nie spełnili wymogów lub zrezygnowali z pokonywania biurokratycznych barier.

— Przez pół roku przepychaliśmy się z urzędnikami, aż w końcu doszliśmy do kompromisu, by nasze wino z zeszłorocznych zbiorów mogło trafić na rynek — opowiada Antoni Cieśla, zarządca winnicy Nobile Verbum w Zbrodzicach w Świętokrzyskiem. Ponad 3,5 tysiąca litrów białego i czerwonego wina właśnie trafiło do renomowanych sklepów m.in. w Warszawie i Szczecinie. W detalu sprzedawane jest za od 37 do 44 złotych. — Wydatki na założenie winnicy i jej utrzymanie może zwrócą się za kilka lat — ocenia Antoni Cieśla. Dwuhektarowa winnica należy do Agnieszki i Jacka Tarkowskich - przedsiębiorców, których kilka lat temu pochłonęła pasja uprawy winorośli.

Polskie wino w luksusowym hotelu

Jako pierwsza polskie wina wypuściła na rynek winnica Jaworek na Dolnym Śląsku. Ponad siedemset butelek białego Fenixa i różowego Pinot Noir w cenie od 35 do 50 zł trafiło do sklepów w Warszawie, Krakowie i Łodzi. Wytrawnym Fenixem, którego wyprodukowano tylko 1160 butelek można się raczyć m.in. w czterogwiazdkowym warszawskim hotelu Courtyard by Mariott Warsaw Airport. To pierwszy polski hotel, który wprowadził do oferty polskie wina. W lipcu Fenix zdobył brązowy medal na targach winiarskich w słowackim Trenczinie. Wkrótce dostępne będzie też Pinot Grigio i Riesling. Winnica, którą w 2001 roku założyło małżeństwo Ewa i Lech Jaworkowie, jest największa w Polsce - obejmuje obszar 23 hektarów.

Pierwszym winiarzem z Podkarpacia, którego wino trafiło do sklepów i restauracji, jest Paweł Kobosz, właściciel winnicy "Anna Maria" w Wyżnem pod Rzeszowem. Planuje sprzedać około pięciu tysięcy butelek. — Chętnych do odbioru jest pod dostatkiem — mówi. W detalu butelka z "Anny Marii" kosztować będzie od 30 do 50 złotych. Na rynku dostępne są dwa gatunki wina czerwonego, a pod koniec roku ma się pojawić białe. Również dla Pawła Kobosza, właściciela dużej firmy elektrycznej, uprawa winorośli dotychczas była kosztownym hobby. Przy winnicy powstaje ośrodek rekreacyjno-wypoczynkowy. Oprócz winiarni z częścią produkcyjną i degustacyjną, będzie tam również hotel, kort tenisowy, stawy rybne, miejsca do grillowania, place zabaw dla najmłodszych.

Zezwolenie na sprzedaż własnego trunku dostał też Uniwersytet Jagielloński. Uczelnia od pięciu lat ma swoją blisko dwuhektarową winnicę w Rolniczym Zakładzie Doświadczalnym UJ w Łazach koło Bochni. Wino z najstarszego polskiego uniwersytetu nie trafi jednak do sprzedaży. Uczelnia chce je wykorzystywać wyłącznie do celów promocyjnych.

Muszą jeszcze sporo zainwestować

Polscy winiarze od wielu lat walczyli o dopuszczenie rodzimych alkoholi z winogron do sprzedaży. Wcześniej, by sprzedawać swoje wina musieli spełnić warunki takie same jak duże wytwórnie alkoholi, np. prowadzić składy podatkowe, laboratoria. Dopiero w lipcu zeszłego roku zmienione przepisy pozwoliły na legalną produkcję i sprzedaż po wcześniejszym złożeniu wniosku do Agencji Rynku Rolnego. Właściciele winnic uznali to za krok w dobrym kierunku, ale wciąż niedoskonały. Nadal muszą pokonać wiele barier, brakuje zwłaszcza przepisów wykonawczych.

Na początek chęć produkcji i sprzedaży wina zgłosiło 35 właścicieli winnic. Zezwolenia otrzymało tylko czterech. Pozostali nie spełnili wymogów.

— Zezwolenia na sprzedaż wina uzyskali głównie właściciele, którzy mają spore dochody z innych źródeł, głównie przedsiębiorcy — twierdzi Roman Myśliwiec, prezes Polskiego Instytutu Winorośli i Wina, uważany za nestora polskich winiarzy. Jego zdaniem przeszkodą w uzyskaniu zezwoleń są nie tylko skomplikowane przepisy, ale także wysokie opłaty. — Zezwoleń nie dostali wszyscy ci, których nie stać było na zainwestowanie sporych pieniędzy w wybudowanie przetwórni czy piwnic o określonych parametrach — dodaje.

Roman Myśliwiec, który pod Jasłem prowadzi winnicę Golesz, jeszcze nie występował o zezwolenie, bo nie ma jeszcze odpowiedniej piwnicy. — Właściciele winnic sporo już w nie zainwestowali, ale muszą jeszcze dołożyć do tego interesu, by bez problemów dostawać zezwolenia — uważa Myśliwiec.

Poprzednia
1 2
"Rz" Online
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Krótki poradnik obsługi szampanów

Dokładnie rok temu pewna gazeta – na tyle popularna, że wstyd mi wymieniać nazwy – zwróciła się do mnie z serią pytań na temat win musujących. >>