Promy
Zaskakująca promocja turystyki morskiej
- Katastrofa napędziła nam klientów – przyznają touroperatorzy sprzedający rejsy statkami wycieczkowymi. W wyniku zatonięcia Costa Concordia Polacy dowiedzieli się o tej formie wypoczywania i ruszyli do biur podróży
- Zwykle sprzedawaliśmy kilka rejsów w tygodniu. Od czasu tego niefortunnego zdarzenia sprzedaliśmy ich kilkadziesiąt – mówi prezes spółki Veniti, właściciela portalu Kruzy.pl, Maciej Szymański.
Satysfakcja gwarantowana
Włoski statek wycieczkowy, na którego pokładzie było ponad 4200 pasażerów i członków załogi, Costa Concordia, wpadł na skałę i częściowo zatonął u wybrzeży Toskanii w piątek 13 stycznia. Początkowo doliczono się trzech ofiar śmiertelnych.
– Już w poniedziałek zauważyliśmy ogromny ruch na naszej stronie internetowej. Wiele osób dzwoniło pytając o rejsy, a na naszym profilu na Facebooku przez dwa dni przybyło nam 250 sympatyków – mówi wiceprezes Marco Polo Travel Jarosław Kruszka.
- Przychodzi wielu nowych klientów, co nas cieszy, bo, jak pokazują doświadczenia, kto raz wziął udział w rejsie, często wraca, by popłynąć jeszcze raz – dodaje Szymański.
- Rejsy są fascynujące – wtóruje mu Kruszka - światowe badania pokazują, że satysfakcja ludzi, którzy płynęli wycieczkowcem sięga 95 procent.
Przyczyny nagłego zainteresowania rejsami organizatorzy wypoczynku na morzu widzą dwie. Po pierwsze telewizja pokazała luksusowe wnętrza statku z licznymi butikami, wytwornymi restauracjami, salą koncertową, i jego elegancką sylwetkę z basenami na górnym pokładzie - to zrobiło wrażenie. Po drugie Polacy pomyśleli, że takie wydarzenie nie pozostanie bez wpływu na ceny rejsów – armatorzy obniżą je, by zapobiec odpływowi wystraszonych klientów.
Tymczasem... - Owszem są jakieś promocje, ale są bardzo podobne to tych, które zwykle otrzymujemy od armatorów o tej porze roku – mówi Szymański.
- Ludzie mają często nadzieję na jakieś last minute w rejsach – wyjaśnia dyrektor marketingu Atlas Tours Jakub Bednorz. – Ale to nie działa tak, jak w hotelach sprzedawanych przez tradycyjne biura podróży. Kabin nie jest tak dużo, a zainteresowanie ogromne. Bywa, że rano ktoś znalazł coś w promocji, a po południu już tych miejsc nie ma.
Touroperatorzy wskazują, że rejsy są w Polsce ciągle bardziej ciekawostką niż regularną formą spędzania urlopów. Sami mają kłopot z oszacowaniem wielkości polskiego rynku. Według Szymańskiego, z Polski rocznie w rejsy wypływa 6 – 7 tysięcy turystów, zdaniem Kruszki – 6 – 8 tysięcy, a Bednorza - 12 – 15 tysięcy.
– To co u nas jest niszą, w Niemczech, Włoszech, Hiszpanii czy Wielkiej Brytanii jest bardzo popularną formą turystyki – wyjaśnia wiceprezes Marco Polo Travel. Samych Niemców rocznie pływa wycieczkowcami prawie milion.
Śródziemne dla Polaków
Polacy najchętniej podróżują po Morzu Śródziemnym (70 – 80 procent wyjazdów), w drugiej kolejności wybierają podziwianie egzotycznych wysp karaibskich, a w trzeciej norweskich fiordów.
Wpływ na wybór kierunku wyjazdu mają koszty. O ile cena rejsu w Europie i na Karaibach jest zbliżona (fiordy są nieco droższe), o tyle koszt dostania się do portu, z którego rozpoczyna się rejs jest bardzo zróżnicowany. Nad Morze Śródziemne można stosunkowo tanio – już za kilkaset złotych od osoby - dolecieć samolotem lub dojechać własnym autem. Tymczasem lot na Florydę, skąd wycieczkowce wypływają na Karaiby, kosztuje 2,5 – 3,5 tys. zł.
Ile kosztuje przyjemność tygodniowego podróżowania po morzu? Jak mówi Szymański z Kruzy.pl, wystarczy 1200 – 1500 zł za osobę. Za tę cenę można mieć miejsce w kabinie dwuosobowej bez okna (tzw. wewnętrznej) i trzy posiłki.
Kruszka określa ten sam standard na 450 – 600 euro. - Kabina zewnętrzna, z balkonem w sezonie kosztuje jednak już okoł 1000 euro od osoby – dodaje.
Według Bednorza średnia cena rejsu to 500 euro, ale bywają promocje zaczynające się od „199 euro plus opłaty portowe" co daje 300 euro.
Do tego, oprócz dojazdu, trzeba doliczyć 7 - 10 euro dziennie na napiwki, pieniądze na napoje butelkowane i alkohol (jeśli nie wykupiło się all inclusive) oraz 25 – 30 euro na wycieczki fakultatywne w portach. Statek płynie bowiem nocą, a w dzień zawija do portów (od Wysp Kanaryjskich po Izrael). Wtedy można zwiedzić miasto. Zwykle do wyboru jest kilka lub kilkanaście programów. Na przykład można więc zwiedzać Barcelonę śladami Gaudiego, oglądać miejsca związane ze sportem ze stadionem FC Barcelona na czele lub wybrać się na zakupy.















