Lucian Freud nie żyje

aktualizacja: 22.07.2011, 16:47
Trzy lata temu Roman Abramowicz kupił w Christie's obraz Luciana Freud...
Trzy lata temu Roman Abramowicz kupił w Christie's obraz Luciana Freuda „Benefis Supervisior Sleeping" za 17,2 mln funtów (ok. 34 mln dolarów), najwyższą cenę za dzieło żyjącego (wówczas) twórcy.
Foto: Associated Press

Miał 88 lat i do ostatnich dni swego życia malował. Geniusz, któremu pomogło nazwisko i upór. Tak mówiono o Lucianie Freudzie, angielskim mistrzu z korzeniami niemiecko-austriacko-żydowskimi

Artysta zmarł 20 lipca w swym londyńskim domu z powodu choroby, której charakteru nie ujawniono.
Jak wiadomo, był wnukiem twórcy psychoanalizy Zygmunta Freuda (dodam – synem austriackiego architekta, a ojcem pisarki Esther, projektantki Belli i... około czterdzieściorga innych potomków, jeśli wierzyć pogłoskom). W 1933 roku rodzina zagrożona nazistowskimi represjami emigrowała do Londynu.
W 1939 Lucian, wówczas 17-letni, uzyskał brytyjskie obywatelstwo. W czasie II wojny rozpoczął artystyczne studia, ale przerwał, by w 1941 zaciągnąć się do marynarki.
Drogę artystyczną rozpoczął od książkowej ilustracji (1943). W następnej dekadzie skoncentrował się na pracach malarskich, przede wszystkim portretach. Ludzie w ujęciu Freuda (mówimy o latach 50.) sprawiali wrażenie nieobecnych, zatopionych w rozmyślaniach. Było w nich coś tajemniczego, ale też niepokojącego, jakby zapowiedź psychicznych dewiacji... Czyżby w ten sposób ujawniała się scheda po dziadku?
W latach 60. malarz znalazł wreszcie najbliższe jego temperamentowi sposób, technikę i klimat. Nie znaczy to, że porzucił malarską „psychoanalizę". Swoich modeli ustawiał pojedynczo bądź w duetach, nierzadko w towarzystwie psów. Te pełne emocji wizerunki wydają się być rezultatami krótkich spotkań. Nic bardziej mylnego, praca nad obrazami zabierała miesiące, czasem lata! Twórca nakładał góry farb, po każdym „ataku" na płótno myjąc pędzel. Efektem – formy mocne, „wyrzeźbione", zarazem nie wymęczone kolorystycznie, o świeżych barwach. Swojej matce poświęcił cztery tysiące godzin (!), pracując nad serią jej konterfektów.
Inni modele także cierpieli męki. Jeden z nich, krytyk sztuki Martin Gayford, stworzył nawet kronikę 40 dni spędzonych na pozowaniu Freudowi do portretu.
Najbardziej dlań typowe są podobizny przyjaciół lub rodziny; nierzadko też odtwarzał własną twarz i swą tyczkowatą sylwetkę, oczywiście nago. Nie był przystojny, lecz przygważdżał przenikliwym, ptasim spojrzeniem. Fascynował, zniewalał. Jego ulubieni modele – to ludzie znani głównie w artystycznym środowisku: Frank Auerbach, Francis Bacon, David Hockney, Leigh Bowery, najsłynniejszy transwestyta Londynu, tłuścioch lubujący się w ekstrawaganckich kreacjach. Artyście zdarzyło się również uwiecznić Elżbietę II (2001) w wersji dalekiej od przewidzianej etykietą, ciężarną Kate Moss i Jerry Hall, kolejną supermodelkę w ósmym miesiącu ciąży.
Freud wyzwalał w nich wszystkich ekshibicjonizm. Bez oporu odsłaniali przed malarzem nieładne, z licznymi mankamentami cielska, pokryte niezdrowo bladą skórą. Przybierali niewymuszone, jeszcze bardziej oszpecające pozy. Czy to mogło się podobać?
A jakże, chwyciło. Wprawdzie Freudowi przyszło długo czekać na sukces, tak naprawdę uznano go za wielkość mniej więcej ćwierć wieku temu. Indywidualne wystawy w ważnych muzeach dopełniły sławy. Trzy lata temu Roman Abramowicz kupił w Christie's obraz „Benefis Supervisior Sleeping" za 17,2 mln funtów (ok. 34 mln dolarów), najwyższą cenę za dzieło żyjącego (wówczas) twórcy.
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE