Interwencje
Kupiłeś zmyślony adres mieszkania, zgłoś sprawę na policję
700 zł na miesiąc za kawalerkę w centrum stolicy? Nieuczciwe firmy wciąż wabią klientów nieistniejącymi ofertami wynajmu.Biorą pieniądze jedynie za podanie adresów nieruchomości, balansując na granicy prawa
Jako klienci szukamy w Warszawie mieszkania na wynajem. Ma to być lokal dla studenta, a więc niedrogi i możliwie najbliżej centrum miasta. Przeszukujemy internetowe portale i ogłoszenia w prasie.
Powołaj się na Gosię
Naszą uwagę zwraca seria ogłoszeń dotyczących wynajmu kawalerek: miesięczna stawka, bez względu na ich lokalizację, to 700 – 900 zł.
Oferty pochodzą z Biura Wynajmu Mieszkań Konkret F.U. Pod każdym z ogłoszeń jest inny numer telefonu. Firma nie ma jednak swojej strony internetowej, na której prezentowałaby oferty. Dzwonimy pod jeden z numerów. Pracownica Konkretu przedstawia się samym imieniem, twierdząc, że taki mają w firmie zwyczaj. Zapewnia, że biuro może przedstawić kilka ofert wynajmu mieszkań, w których miesięczny czynsz nie przekracza 900 zł. Zachęca tym, że nie trzeba płacić prowizji.
– Zapłacą państwo jednorazowo 230 zł i wtedy podpiszemy umowę. Dostarczymy nieograniczoną liczbę interesujących ofert. Na pewno coś państwo dla siebie znajdą. Trzeba przyjść do naszego biura i przez domofon powołać się na Gosię – zaprasza pracownica firmy.
Pytana o numer licencji pośrednika przyznaje, że go nie ma. Także biura nie nadzoruje licencjonowany agent. Pracownica nie chce też przesłać wzoru umowy ani faksem, ani e-mailem. – Na miejscu pokażemy wszystkie dokumenty – zapewnia.
Umawiamy się na spotkanie. Chcemy wynająć 35-metrową kawalerkę przy pl. Hallera. Stawka najmu: 700 zł na miesiąc. Biuro firmy Konkret mieści się w mieszkaniu w centrum stolicy. Szyldu na budynku nie ma, znajduje się jedynie na drzwiach lokalu. Pracownica wręcza nam umowę tuż po przekroczeniu przez nas progu. Z umowy wynika, że jedyną usługą, jaką świadczy biuro, jest „wyszukiwanie interesujących klienta ofert spośród tych ogólnodostępnych", a więc z Internetu, prasy, ogłoszeń na przystankach.
Informacje o ofertach mamy dostawać przez 30 dni – albo SMS, albo w biurze firmy. Konkret zastrzega, że nie ponosi odpowiedzialności za podanie nieaktualnych ofert. – Co się stanie, jeśli biuro nie znajdzie nam odpowiedniego mieszkania? Czy zwróci nam pieniądze? Przecież pośrednicy pobierają prowizję dopiero po sfinalizowaniu transakcji – dopytujemy.
Gosia z Konkretu zapewnia, że biuro przedłuży nam umowę na kolejny miesiąc, bez dopłaty. Ale taki zapis w umowie nie figuruje. Agentka mimo to zachęca do jej szybkiego podpisania. – Jutro już tych mieszkań może nie być. Jeszcze chwila, przyjdą studenci i nic dla państwa nie zostanie. Trzeba się spieszyć z oglądaniem, najlepiej umawiać się od razu, wieczorem – doradza.
Pośrednictwo czy nie
Co ma zrobić klient, który wyda kilkaset złotych, a mieszkania nie wynajmie, bo oferty okażą się nieaktualne albo nawet fikcyjne? Dariusz Łomowski, dyrektor Departamentu Inspekcji Handlowej (DIH) w Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), mówi, że jeśli klient podpisze umowę, a usługa nie zostanie wykonana albo będzie wykonana niestarannie lub nieprawidłowo, może ją reklamować.
Dodaje, że do DIH skargi na firmy prowadzące podobną do opisanej działalność do tej pory jednak nie docierały. Ocenia, że w świetle ustawy o gospodarce nieruchomościami udostępnianie ofert mieszkań z ogólnodostępnych baz nie jest pośrednictwem w obrocie nieruchomościami. Nie wymaga więc licencji.
Jednak według Teresy Jakutowicz z Ministerstwa Infrastruktury należy uznać, że wszelkie odpłatnie wykonywane czynności, mające na celu sfinalizowanie transakcji dotyczącej praw do nieruchomości, stanowią czynności pośrednictwa w obrocie nieruchomościami.
– Bez wątpienia należy do nich zaliczyć również wyszukiwanie ofert najmu. Aby wykonywać te czynności, przedsiębiorca musi się legitymować licencją pośrednictwa w obrocie nieruchomościami albo musi zapewnić nadzór pośrednika – podkreśla Teresa Jakutowicz. I dodaje, że jeżeli przedsiębiorca nie spełni tych warunków, to podlega karze aresztu, ograniczenia wolności lub grzywny. Przedstawicielka resortu infrastruktury przypomina, że w opisanej sprawie klient o pomoc może się zwrócić do UOKiK – np. za pośrednictwem rzecznika konsumentów.






