Wojsko
Nie tylko piloci rezygnują z pracy
Dziewięciu pilotów z 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego złożyło wymówienia. Płk. Wiesław Grzegorzewski z MON ma nadzieję, że przynajmniej niektórzy z nich decyzję jeszcze zmieni, bo wnioski oparli na nieprawdziwych doniesieniach prasowych.
Na odejście z armii zdecydowało się dziewięciu pilotów, którzy zasugerowali się fałszywymi informacjami o zmianach w systemie odpraw w wojsku. Swoje odejście rozważa jeszcze 21 techników i nawigatorów - powiedział po spotkaniu z kadrą jednostki płk Wiesław Grzegorzewski z MON.
- Wojskowi podają trzy powody rezygnacji. Pierwszy to plotki o rzekomych pracach nad zmianami w systemie emerytalnym. Drugi powód to rozbieżności - z jednej strony MON informuje o braku prac w tym zakresie, z drugiej pojawiają się doniesienia o międzyresortowym zespole ds. emerytur mundurowych. Trzeci powód to brak szczegółowych informacji o przyszłości "specpułku", m.in. co do sprzętu i struktury - mówił Grzegorzewski.
- Uczestnikom spotkania przedstawiono szerokie wyjaśnienia w każdej z tych dziedzin - zapewnił Grzegorzewski.
Pogłoski o ewentualnych zmianach, które uszczupliłyby świadczenia pilotów, krążyły w środowisku wojskowych od dłuższego czasu. Pojawiały się m.in. na wojskowych forach internetowych. W ostatnim czasie doniesienia na ten temat pojawiły się także w ogólnopolskich mediach. Resort obrony wielokrotnie je dementował.
36. SPLT odpowiada m.in. za transport najważniejszych osób w państwie, służy w nim ok. 60 pilotów.
- W MON ani poza nim nie toczą się żadne prace dotyczące zmiany zasad i wysokości odpraw oraz wynagrodzeń przysługujących po zakończeniu służby wojskowej - deklarował kilkanaście dni temu szef MON Bogdan Klich. - Określam te doniesienia jako próbę zasiania niepokoju w Siłach Zbrojnych - mówił.
Pełniący obowiązki prezydenta marszałek Sejmu Bronisław Komorowski podkreślił, że prace nad zmianami systemu emerytalnego nie są prowadzone. Zapowiedział, że nie dopuści do zmian, które skutkowałyby pogorszeniem sytuacji żołnierzy w trakcie służby.
Marszałek powiedział, że przyjął informacje o rezygnacji pilotów z niepokojem. Jego zdaniem, "decyzje pilotów podyktowane są także ogólną atmosferą wokół katastrofy w Smoleńsku". Ocenił, że brak informacji prowadzi do uproszczonych i bolesnych opinii o pilotach.
Ppłk Robert Kupracz poinformował, że na środę zaplanowano spotkanie z kadrą 36. SPLT w celu wyjaśnienia powodów odejść i rozwiania wątpliwości dotyczących rzekomych zmian w systemie emerytalnym.
Informację o złożeniu wypowiedzeń przez pilotów z 36. SPLT jako pierwsza podała TVN24. Początkowo informowała, że rezygnacje złożyło 29 pilotów.
Piloci bez perspektyw
Głównym zadaniem stacjonującego na warszawskim Okęciu 36. SPLT jest zapewnienie transportu powietrznego osobom pełniącym najwyższe funkcje - prezydentowi, premierowi, marszałkom Sejmu i Senatu, członkom rządu oraz przedstawicielom MON i najwyższych struktur wojska. Pułk przewozi też zagraniczne delegacje przebywające w Polsce, obsługiwał m.in. wizyty papieża Jana Pawła II. Służy w nim ok. 60 pilotów.
Kilka dni temu szef MON pytany o losy pułku informował, że czekają go zmiany i zapewniał, że jego likwidacja nie jest rozważana.
Piloci tej jednostki wielokrotnie wskazywali, że nie mają w pułku perspektyw rozwoju. Podnosili także m.in. umniejszanie roli jednostki przez "odwlekanie" przetargu na nowe samoloty i coraz częstsze wykorzystywanie prywatnych przewoźników do transportu ważnych delegacji. Jak sygnalizowali, nie bez znaczenia jest fakt, że zarobki pilotów pracujących dla prywatnych przewoźników są wyższe od tych, jakie uzyskują wojskowi.
O wymianie wysłużonych maszyn w 36. SPLT mówi się od lat 90. Po katastrofie samolotu Tu-154M pod Smoleńskiem formalnie na stanie specpułku jest osiem samolotów: jeden tupolew, cztery Jaki-40, trzy M-28 Bryza, a także 12 śmigłowców: sześć Mi-8, pięć W-3 Sokół i jeden Bell 412 hp.
Nie wszystkie z tych maszyn mogą latać z VIP-ami, a część - która jest do tego przygotowana - została czasowo "uziemiona" m.in. z powodu remontów lub usterek. Np. drugi tupolew jest w zakładzie remontowym w Samarze na obowiązkowym, generalnym przeglądzie, który każda maszyna musi przejść co pięć lat; jego powrót planowany jest na 22 lipca. Okres użytkowania maszyn Jak-40 mija zaś w 2012 roku i MON nie przewiduje przedłużenia go.














