REKLAMA

Nagroda im. Giedroycia

Bohdan Osadczuk: Nigdy nie czułem się emigrantem

Jerzy Haszczyński 08-11-2007, ostatnia aktualizacja 09-11-2007 11:29

Kiedyś nacjonaliści ukraińscy wytykali mi ścisłe związki z Polską. Ale to się skończyło – mówi laureat Nagrody imienia Jerzego Giedroycia w rozmowie z Jerzym Haszczyńskim

Polska przestała być adwokatem Ukrainy. Ja zresztą zawsze byłem przeciwny temu określeniu. Niepotrzebny jest adwokat. Trzeba stanąć na własnych nogach i współpracować jak równi z równymi

Pan, Ukrainiec, dostał nagrodę „za działalność w imię polskiej racji stanu”. Czy daje się połączyć rację stanu Polski i Ukrainy?

– Daje się w znaczeniu porozumienia Polski z Ukrainą, czyli w duchu Giedroycia i paryskiej „Kultury”. Ja nie widzę racji stanu Polski w jakimś odosobnieniu, nacjonalistycznej emancypacji od sąsiadów. Myślę, że Nagroda imienia Jerzego Giedroycia ma taką właśnie treść. Czuję się w pewnej mierze plenipotentem myśli i idei Giedroycia – jak najbliższej współpracy czterech narodów dawnej Polski Jagiellońskiej, to znaczy Białorusi, Litwy, Polski i Ukrainy.

– W przeszłości racje Polaków i Ukraińców nie były jednak tożsame...

– Dawna Rzeczpospolita była federacją polskiej Korony z Litwą, Ruś nie dostała swojego miejsca. To był największy feler tamtej Rzeczypospolitej. Potem trudno to było naprawić. Po pierwszej wojnie światowej Polska odzyskała niepodległość, a Ukraina nie. Bitwę o Ukrainę przegrał Piłsudski w 1921 roku w Rydze. Jego przeciwnicy, endecy, przeforsowali przebieg granic, który w Polsce pozostawiał tylko tylu Ukraińców i Białorusinów, ilu można by zasymilować. Polska odgrodziła się od radzieckiej Ukrainy granicą na Zbruczu. To była pierwsza żelazna kurtyna powstała zresztą pod naciskiem Francuzów, a nie z woli Polski. W 1933 roku w ZSRR zaczęły się czystki, prześladowania i wielki głód zarządzony przez Stalina. Nadal nie było miejsca na jakieś stosunki polsko-ukraińskie. W Polsce istniały tylko wysepki – nieliczne pisma niskonakładowe, np. „Polityka” Jerzego Giedroycia, ale postępowało też niszczenie ukraińskiego prawosławia, cerkwi na Chełmszczyźnie i w Hrubieszowskiem. Z takim strasznym bagażem weszliśmy w drugą wojnę światową. I zaczęła się tragedia. Chyba na początku 1941 roku na Chełmszczyźnie Polacy w jakiejś wiosce zastrzelili Bogu ducha winnego nauczyciela. To poderwało Ukraińców. A potem, już jak się zaczęła wojna niemiecko-radziecka, przyszły straszne rzeczy na Wołyniu. Mord na Polakach.

– Ludobójstwo na Wołyniu to chyba najgorszy moment w stosunkach między Polakami a Ukraińcami. Czy udało się to przezwyciężyć?

– Na pewno nie w rodzinach, w których było wiele ofiar. Temu nie da się zadośćuczynić. Ale udało się w takim sensie, że mord na Wołyniu został osądzony przez wszystkich demokratów ukraińskich, poczynając od pierwszego prezydenta Leonida Krawczuka. Tak samo jak moim zdaniem osądzono nieludzką historię wysiedlenia Ukraińców z Bieszczad w zupełnie obce okolice. I tu znowu trzeba oddać hołd Giedroyciowi. On zdobył się na wielką odwagę. Powiedział: za cenę przyjaźni z Ukraińcami, Białorusinami i Litwinami rezygnujemy z naszych pretensji do Lwowa, Grodna i Wilna. A to w środowisku emigracji polskiej było niezwykłe, bo – podobnie jak emigracja ukraińska – w głównej mierze składała się z wychodźców ze wschodnich ziem II Rzeczypospolitej. Po zakończeniu drugiej wojny światowej jedni i drudzy marzyli o trzeciej. Ukraińcy chcieli odebrać Polakom Chełmszczyznę i Łemkowszczyznę, a Polacy mieli taki slogan: jedna bomba atomowa i wrócimy znów do Lwowa. Mówiliśmy z Giedroyciem, że to potworne pomysły, przecież po wojnie atomowej z Ukrainy i Polski zostałyby tylko gruzy. – Od lat mieszka pan w Berlinie, kiedyś Zachodnim. Czy to oddalenie ułatwiało przedstawianie spraw ukraińskich?

– Wybrałem Berlin, bo chciałem stąd wyjechać do Ameryki. Ale jak zobaczyłem, że to jest miasto, gdzie się ważą losy Zachodu i Wschodu, powiedziałem sobie – zostanę tutaj, aż komunizm się wykończy. Z Giedroyciem mieliśmy święte przekonanie, że z czasem zwyciężymy, że tamta, komunistyczna strona jest za słaba, niezdatna, by sprostać współczesnym problemom gospodarki, kultury i współżycia między narodami.

– Komunizm dawno upadł, a pan ciągle tkwi w Berlinie.

– Miałem propozycję, żeby zostać ambasadorem ukraińskim w Bonn. Odrzuciłem ją, nie nadaję się na urzędnika. Mieszkając na Zachodzie, nigdy nie czułem się zresztą emigrantem. Od lat 50. codziennie musiałem pisać dla szwajcarskiego dziennika „Neue Zürcher Zeitung” o sprawach sowieckich, o Rosji, Ukrainie, Polsce. I to pisać skrupulatnie, bo jak się zrobi pomyłkę, to się z tej gazety wylatuje. Gdy po raz pierwszy przyjechałem do Kijowa, w 1990 roku, nic mnie tam nie zaskoczyło. Było tak, jak to z oddalenia opisywałem.

Poprzednia
1 2
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:

E-booki "Rzeczpospolitej"

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwód czy separacja to zawsze porażka, często finansowa. Z reguły jednak okazuje się mniejszym złem, niż formalne pozostawanie w związku, którego nie da się utrzymać
Testamenty, spadki, darowizny

Testamenty, spadki, darowizny

Poradnik o regułach dziedziczenia oraz praktyczne wskazówki dotyczące sporządzania testamentu
  • książki
  • muzyka
  • filmy
  • multimedia
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Nagroda Giedroycia dla Pietrasiewicza

Tomasz Pietrasiewicz z lubelskiego ośrodka Brama Grodzka został tegorocznym laureatem nagrody im. Jerzego Giedroycia przyznawanej przez "Rzeczpospolitą" za działalność w imię polskiej racji stanu >>