Publicystyka

Antoni Szymański o związkach partnerskich

Antoni Szymański
Archiwum autora
Mniejszościowe środowiska antyrodzinne są dobrze zorganizowane, mają jasne cele, umiejętnie wykorzystują media, wpływają na polityków. Większość zaś słabo reaguje, gdy ogranicza się jej wolność i wartości, jakie są jej bliskie – pisze socjolog
W demokracji często większy wpływ na decyzje mają dobrze zorganizowane, choć mniejszościowe środowiska. W Polsce także ma to miejsce w różnych dziedzinach, choć często nie chcemy tego dostrzec lub ignorujemy. Tymczasem gołym okiem widać, że np. w sferze takich wartości bliskim większości społeczeństwa, jak małżeństwo czy rodzina, mniejszościowe środowiska potrafią narzucić swój punkt widzenia i rozwiązania.

Milcząca większość

Wartości związane z rodziną i monogamicznym małżeństwem są wskazywane od lat jako najważniejsze dla większości badanych przez ośrodki badawcze. Tymczasem mniejszościowe środowiska, w szczególności skrajnie feministyczne, homoseksualne czy skrajnie lewicowe, prezentują w tych sprawach inny pogląd. Z grubsza można powiedzieć, że uznają rodzinę za wspólnotę opresyjną, związaną z patriarchalnym modelem, który należy zwalczać. Małżeństwo mężczyzny i kobiety nie może być – ich zdaniem – niczym szczególnym i dlatego zabiegają o legalizację tzw. związków partnerskich osób tej samej płci. Promują permisywną edukację seksualną, a zwalczają wychowanie prorodzinne w szkołach jako – ich zdaniem – nienowoczesne. Aborcję uznają za prawo człowieka i walczą z polskimi uregulowaniami chroniącymi dziecko poczęte i jego matkę. Chcą, aby państwo głęboko ingerowało w życie rodzinne.
Okazuje się, że działania tych środowisk są niezwykle skuteczne, a ich siła niedoceniana przez większość. Tym samym słabo zorganizowana i na ogół milcząca większość ulega mniejszości.

Rozwód za 300 złotych

Oto w kraju, w którym na wysokim piedestale stawia się małżeństwo, eliminuje się z procedury rozwodowej rzekomo nieskuteczne posiedzenia pojednawcze i obniża koszty spraw rozwodowych (poniżej kosztów ich przeprowadzenia). Posiedzenia pojednawcze jeszcze niedawno dawały okazję do przemyślenia swoich decyzji rozwodowych, dodatkowy czas do namysłu, ponieważ pomiędzy nim a rozprawą główną upływało kilka tygodni lub miesięcy. Z danych wynika, że wiele par zawieszało lub wycofywało wówczas wnioski o rozwód, ponieważ czas goi rany i pozwala spokojniej spojrzeć na swoją sytuację. Dzisiaj tego nie ma i na ogół, gdy obie strony godzą się na rozwód, jest on udzielany na pierwszej i jedynej sprawie, a jego koszt wynosi 300 złotych. Uchwalono to za rządów SLD, ale weszło w życie za rządów PiS. Niestety, ani PiS, mówiący chętnie o polityce prorodzinnej, ani PO nie poprawiły obowiązującego prawa. Dzieje się to w sytuacji, gdy liczba rozwodów i separacji jest alarmująca (gdy w roku 2000 orzeczono ich 44 110, to w 2009 r. aż 68 578), a samotne wychowanie dzieci staje coraz większym problemem społecznym. Nie dyskutuje się o tym publicznie, jest to raczej niepoprawne, choć na przykład w liberalnej Norwegii niedawno wprowadzono specjalne programy edukacyjne dla skłóconych par, co chce przejąć teraz od nich Wielka Brytania.

Przemoc w rodzinie

W ubiegłym roku uchwalono nowelizację ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Nowelizacja ta w niektórych rozwiązaniach bezzasadnie narusza prawa rodziców do wychowania dzieci i autonomię rodziny. Nadmiernie rozszerza definicję przemocy, za którą uznaje m.in. wywoływanie poczucia winy, kontrolowanie, zabranianie kontaktów z innymi. Taka definicja może stanowić podstawę do ingerowania w normalne metody wychowawcze stosowane przez rodziców wobec swoich dzieci. Przyjęte rozwiązania pozwalają na obowiązkowe kierowanie do zespołów roboczych dorosłe osoby, które miały np. doświadczenie jednorazowej przemocy, ale już rozwiązały swoje problemy i żadnej ingerencji nie oczekują. Czeka ich za to kontrolowanie przez okres nie krótszy niż rok! Ciekawe, że promotorzy tych zmian nie poświęcili najmniejszej uwagi brutalnej przemocy w środkach przekazu, które są największym nauczycielem zachowań przemocowych. Nie pochylili się nad rozwiązaniami pomagającymi małżonkom w konflikcie, myślącymi o rozwodzie (np.: przez poradnictwo), które niejednokrotnie naruszają prawa ich dzieci. Protestowały przeciw takim rozwiązaniom organizacje prorodzinne, Rada ds. Rodziny Episkopatu Polski, dziesiątki tysięcy rodziców, ale bez skutku. Silniejszy był głos mniejszościowych środowisk sugerujących (jak w uzasadnieniu ustawy), że przemoc dotyczy 50 proc. polskich rodzin i dlatego trzeba je poddać kontroli.

Kobieta do pracy

Niedawno uchwalona ustawa parytetowa, jest manipulacją społeczną. Nie wynikała ona z szerokich oczekiwań społecznych, ale została zgłoszona jako inicjatywa obywatelska przez Kongres Kobiet Polskich (który uzurpuje sobie rolę reprezentanta kobiet). Została przyjęta bez wnikliwej dyskusji, aby zadowolić to mniejszościowe grono. Ustawa ta narusza gwarantowane Konstytucją RP prawo do demokratycznych wyborów, sugeruje, że kobiety są mniej zdolne, ambitne, pracowite, aby dzięki tym cechom, bez sztucznego wsparcia uzyskać funkcje, o które zabiegają. A ta ustawa to tylko wstęp do dalszych działań w tym kierunku. Uchwalona właśnie tzw. ustawa żłobkowa, nie wychodzi naprzeciw oczekiwaniom większości kobiet, wyrażanym w badaniach społecznych, aby umożliwiono im opiekę nad swoimi dziećmi poprzez płatny urlop wychowawczy. Żłobki są oczywiście potrzebne, choć z punktu widzenia potrzeb i rozwoju dziecka niekorzystne. Organizacje prorodzinne wskazujące (słabym głosem) na konieczność zapewnienia alternatywy matkom, aby nie musiały iść do pracy, gdy mają w domu niemowlę, przegrało z tymi, którzy prezentują przekonanie, że kobieta jak najszybciej powinna powrócić do pracy zawodowej po urodzeniu dziecka.

Edukacja seksualna

W kwietniu ma ruszyć monitoring polskiego Internetu w zakresie tzw. mowy nienawiści wobec mniejszości seksualnych i etnicznych. Może jest on potrzebny, ale dlaczego wobec mniejszości czy wobec np. większości religijnej można mowę nienawiści stosować? Dlaczego nie chronić np. dzieci przed treściami zawierającymi brutalną przemoc i pornografię w tymże Internecie? Teraz czas na wychowanie prorodzinne w szkołach. Jest ono ostatnio mocno atakowane. Towarzyszy mu postulat zastąpienia go edukacją seksualną taką jak np. w Wielkiej Brytanii, choć doprowadziła tam do fatalnych skutków. Dominuje tam edukacja i profilaktyka nakierowana na motywowanie do korzystania z antykoncepcji i pozostawiająca na marginesie kształtowanie postaw wstrzemięźliwości. Dlaczego w kraju, w którym na piedestale stawia się małżeństwo, eliminuje się z procedury rozwodowej posiedzenia pojednawcze i obniża koszty spraw rozwodowych? Wyniki brytyjskich badań epidemiologicznych nie potwierdzają słuszności przyjętego modelu. Według danych pochodzących z wielu poważnych badań ogólnokrajowych w Wielkiej Brytanii występuje bardzo wysoki odsetek ciąż wśród nastolatek, aborcji, a liczba zakażeń przenoszonych drogą płciową w brytyjskiej populacji rośnie w bardzo szybkim tempie. Wskaźnik tych zjawisk jest wielokrotnie wyższy niż w Polsce. U nas prowadzona jest edukacja seksualna w kontekście szerokiego przygotowania do życia w rodzinie, nastawiona na kształtowanie wstrzemięźliwości seksualnej przed małżeństwem. Założenia i cele zawarte w podstawie programowej przedmiotu „Przygotowanie do życia w rodzinie", ukazują zagadnienia małżeństwa, rodziny i ludzkiej seksualności w sposób zgodny z oczekiwaniami rodziców. Próby zmian na biologistyczną edukację seksualną typu brytyjskiego zawsze powodowały protesty z ich strony.

Aborcja przy okazji

Mniejszościowe środowiska antyrodzinne są dobrze zorganizowane, mają jasne cele, umiejętnie wykorzystują media, wpływają na polityków i mają sukcesy. Większość słabo reaguje, gdy ogranicza się jej wolność, wybory i wartości, jakie są jej bliskie, ulega poprawności politycznej. Jeśli się nie obudzi, będziemy mieli w niedalekiej przyszłości związki tej samej płci tak jak związki małżeńskie z ich prawem do adopcji dzieci, demoralizujące w gruncie rzeczy wychowanie seksualne, powszechne wychowanie dzieci przez samotnych rodziców, a przy nadarzającej się okazji także swobodę aborcji i w końcu odartą z funkcji, słabą, pozbawioną autonomii rodzinę. Czy tego chcemy? Autor jest socjologiem, pracował jako pedagog w gdańskich szkołach i kurator sądowy, był posłem AWS w latach 1997 – 2001 i senatorem PiS w latach 2005 – 2007
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL