REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Kultura » Muzyka » Opera

Opera

Królowa czterech dekad

Jacek Marczyński 24-06-2011, ostatnia aktualizacja 25-06-2011 17:00
Edita Gruberova jako Lukrecja Borgia
źródło: staatsoper monachium
Edita Gruberova jako Lukrecja Borgia
Edita Gruberova jako Lukrecja Borgia
źródło: staatsoper monachium
Edita Gruberova jako Lukrecja Borgia
źródło: staatsoper monachium

Edita Gruberova to artystka, która potrafi wyśpiewać wszystkie ludzkie emocje. W niedzielę wystąpi w Warszawie

Nie jest diwą, bo to słowo ostatnio wyświechtane, ale absolutną primadonną i wokalnym fenomenem. Rozpala namiętności i spory, bez niej świat opery stałby się ubogi. Starannie dobiera miejsca występów. W Europie jest zaledwie kilka teatrów, w których można ją stale oglądać: w Wiedniu, Monachium, Barcelonie. W 2013 r. po długiej przerwie wróci do Zurychu. Ostatnio dodała do tej listy Operę Narodową.

Podobno nie lubi nowojorskiej Metropolitan Opera, od lat tam nie śpiewała. Zobacz galerię zdjęć

– Po prostu nie mam zbytniego respektu dla amerykańskiej publiczności – wyjaśnia "Rz" Edita Gruberova. – Oglądałam kiedyś w Nowym Jorku "Łucję z Lammermooru" i połowa widzów na parterze zaczęła wychodzić, gdy słynna Beverly Sills zakończyła scenę szaleństwa. Z początku myślałam, że ogłoszono alarm pożarowy, a to ludzie wysłuchali popisowej arii primadonny i postanowili iść do domu, nie czekając na finał z wielką arią tenora.

Blaski i cienie Wiednia

Zanim podbiła świat, musiała pokonać wiele trudności, jej życie to historia biednego, słowackiego Kopciuszka, który zresztą kilka razy trafiał na bal, nim wreszcie stał się królową. Dorastała przecież w biedzie na wsi pod Bratysławą w ciężkich powojennych latach. Ojciec (z pochodzenia Niemiec) miał winnice, które znacjonalizowano. W czasie wojny siedział w więzieniu za poglądy komunistyczne, po wojnie skazano go na pięć lat, gdyż zaczął krytykować nową władzę.

Jej nieprzeciętne zdolności wokalne odkrył miejscowy pastor i przekonał rodziców, by wysłali córkę na studia do Bratysławy. – Profesor w konserwatorium powiedział, że będę śpiewaczką mozartowską, co potem udowodniłam – wspomina. – Ale jak każda młoda dziewczyna marzyłam, by być Traviatą, nie zdając sobie wtedy sprawy, jaka to niesłychanie ciężka rola.

Po raz pierwszy szczęście uśmiechnęło się przed dyplomem, gdy w wieku 22 lat zadebiutowała, i to w "Traviacie" w Bańskiej Bystrzycy. – To był chyba najmniejszy teatr świata – śmieje się dzisiaj. Ale już dwa lata później pojawiła się na scenie Staatsoper w Wiedniu w popisowej roli mozartowskiej Królowej Nocy.

Występ w tym jednym z najważniejszych teatrów Europy okazał się tak udany, że Edicie Gruberovej zaproponowano stały angaż. W 1971 r. z matką i ówczesnym mężem opuściła więc Czechosłowację i zamieszkała w Wiedniu. Następne lata przyniosły jednak dużo rozgoryczeń. Staatsoper nie miała dla niej ciekawych propozycji, inne teatry widziały w niej wyłącznie Królową Nocy. Zajęła się domem, urodziła dwie córki, ale przede wszystkim zagłębiała się w nowe role, licząc, że ktoś da jej kiedyś szansę.

Wejście na szczyt

Niekwestionowaną gwiazdą stała się, gdy w 1978 r. wystąpiła w Staatsoper w "Łucji z Lammermooru", a w następnych sezonach powtórzyła tę kreację w La Scali, londyńskiej Covent Garden, Metropolitan, w Berlinie, Monachium czy Zurychu.

– Zrozumiałam, że odkryłam wreszcie mój świat – mówi "Rz". – Zaczęłam szukać, co mogłabym jeszcze zaśpiewać. Słuchałam dużo nagrań Montserrat Caballé, która wtedy była u szczytu formy i dzięki niej poznawałam kolejne opery belcanta.

Dziś jest jego absolutną królową. W operach Belliniego i Donizettiego bywa władczą monarchinią: Elżbietą I, Marią Stuart, Anną Boleyn lub wieśniaczką Aminą czy Elvirą, która popadła w obłęd. Wszystkie bohaterki łączy wielka, obezwładniająca miłość. Ta tragiczka ma jednocześnie ogromny talent komediowy, co udowodniła choćby jako "Córka pułku".

– Zawsze staram się interpretować sercem, a niezwykłość belcanta polega na tym, że pozwala ono wyrazić tak wiele emocji – mówi. – Pomaga mi w tym moje doświadczenie, w tej muzyce mamy wszystkie ludzkie uczucia: miłość, złość, pragnienie władzy, siłę, zdradę. Trzeba samemu sporo przeżyć, by umieć to przekazać śpiewem.

To tylko jedna z tajemnic fenomenu, jakim jest Edita Gruberova. Od jej debiutu w wiedeńskiej Staatsoper minęło 41 lat, a ona co roku pojawia się na tej scenie. Bilety na jej przedstawienia znikają w ciągu kilku godzin. W następnym sezonie wystąpi tam jako Elżbieta I w "Robercie Devereux". W koncertowym wykonaniu tego dzieła Donizettiego będzie ją mogła podziwiać w niedzielę publiczność w Warszawie.

Poprzednia
1 2

Przeczytaj więcej o:  Edita Gruberova, Elżbieta I, Gaetano Donizetti, Norma, Opera Narodowa, Roberto Devereux, Vincenzo Bellini, belcanto, muzyka

Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:

E-booki "Rzeczpospolitej"

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwód czy separacja to zawsze porażka, często finansowa. Z reguły jednak okazuje się mniejszym złem, niż formalne pozostawanie w związku, którego nie da się utrzymać
Testamenty, spadki, darowizny

Testamenty, spadki, darowizny

Poradnik o regułach dziedziczenia oraz praktyczne wskazówki dotyczące sporządzania testamentu
  • książki
  • muzyka
  • filmy
  • multimedia
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Trzeba mieć pomysł, by dobrze zatańczyć

Wieczór w Operze Narodowej słusznie nazwano „Kreacje”, choć nie wszystko w nim ma autentyczną wartość - pisze Jacek Marczyński >>