REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Ekonomia » Media i Internet

Media i Internet

Agencje – piractwo – demokracja

Piotr Skwieciński 15-09-2008, ostatnia aktualizacja 15-09-2008 01:54
Wielkość tekstu: A A A
źródło: Rzeczpospolita

Ważne, by prawo zaczęło wreszcie umożliwiać wytwórcom informacji realną obronę przed informacyjnym piractwem – pisze Piotr Skwieciński, prezes Polskiej Agencji Prasowej

Banalne jest stwierdzenie, że cechą naszej cywilizacji jest powszechność dostępu do informacji. Mało kto zdaje sobie jednak sprawę, że pewien sposób rozumienia tej powszechności może – paradoksalnie – zagrozić właśnie dostępności informacji.

W natłoku informacji wylewających się z mediów, a zwłaszcza z Internetu, łatwo bowiem zapomnieć, że nie biorą się one znikąd. Że ktoś je wytwarza. A ten ktoś to portale społecznościowe, media, a najczęściej agencja prasowa. W Polsce – PAP.

Wytworzenie informacji oczywiście kosztuje. Jest koszt bezpośredni – konkretnej depeszy agencyjnej. I znacznie większe koszty pośrednie – utrzymania struktury pozwalającej na ogarnięcie całej rzeczywistości publicznej. Czyli na zapewnienie klientowi agencji pewności, że agencja w jego imieniu całą tę rzeczywistość kontroluje. Że jej dziennikarz obecny jest przy każdym potencjalnie znaczącym wydarzeniu i że jeśli wydarzy się tam coś ważnego lub ciekawego, to na pewno klient zostanie o tym poinformowany.

Komercyjne wykorzystywanie produktu otrzymanego za darmo, a wyprodukowanego przez pierwotnego twórcę, jest (...) kradzieżą

Otóż agencje prasowe – główni twórcy contentu informacyjnego – są coraz bardziej zagrożone następującą, coraz bardziej powszechną, praktyką. Klient agencji – z reguły chodzi tu o portal internetowy – kupuje (legalnie!) jej serwis. I (również legalnie!) jego część reprodukuje na swojej stronie. Reprodukuje za darmo. No bo przecież jest darmowym portalem.

Co w tym złego? – można zapytać. Dzięki temu coraz więcej ludzi ma dostęp do coraz większej liczby wiadomości, prawo do darmowej informacji jest uważane za niemal przyrodzone prawo człowieka itd., itp.

Za darmo – prościej

Wszystko to prawda, ale ta sytuacja ma też stronę odwrotną. Otóż z darmowych portali korzystają nie tylko osoby fizyczne. Korzystają również – w rosnącym stopniu – inne media i instytucje. Media i instytucje, które dzięki temu stają przed pokusą. Po co płacić wytwórcy za jego serwis, skoro ten serwis można pozyskiwać za darmo – z bezpłatnego portalu?To pokusa wielka i nie należy się dziwić, że – w dobie, w której codzienną rzeczywistością jest cięcie kosztów – coraz więcej redakcji i instytucji jej ulega. Ulega mimo świadomości, że w wielu wypadkach, czyniąc tak, przekracza granice prawa, a zawsze – granice przyzwoitości. Bo komercyjne wykorzystywanie produktu otrzymanego za darmo, a wyprodukowanego przez pierwotnego twórcę z wielkim nakładem kosztów, jest oczywistym moralnym nadużyciem. Jest – użyjmy mocnego słowa – kradzieżą.Kradzieżą, której prawo nie przeciwdziała w wystarczającym stopniu. Nie wchodząc bowiem w szczegóły, na których analizę nie ma tu miejsca, zawarte w nim regulacje – mówię tu przede wszystkim o prawie autorskim – nie ułatwiają, a wręcz utrudniają skuteczne zwalczanie tej praktyki.

Podcinanie gałęzi

I można byłoby to filozoficznie uzasadnić wyższością prawa społeczeństwa do bycia informowanym nad prawem wytwórcy informacji do otrzymania godziwej (czy realnie: jakiejkolwiek...) zapłaty za swój produkt. Można byłoby, gdyby nie jeden drobny szczegół. Otóż – pomijając już kwestię przyzwoitości – logicznym ukoronowaniem tego procesu jest albo upadek wytwórców informacji (bo jak długo można utrzymywać produkcję w sytuacji, w której związany z nią strumień dochodów się realnie kurczy?), albo stopniowe, ale zdecydowane ograniczanie przez wytwórców tej produkcji jako coraz mniej opłacalnej.

A oba te warianty oznaczają w konsekwencji właśnie zmniejszenie strumienia informacji z życia publicznego otrzymywanego przez społeczeństwo. Czyli – zmniejszenie stopnia jego poinformowania.Ze wszystkimi skutkami, jakie taka sytuacja będzie rodzić dla demokracji. Bo we współczesnym świecie narasta nierównowaga między, mówiąc hasłowo, zwykłymi ludźmi a rosnącymi w siłę elitami (w coraz mniejszym stopniu są nimi politycy, w coraz większym – wielkie korporacje).Podtrzymanie tej równowagi jest kluczowe dla zachowania realnej demokracji. A kluczowym czynnikiem równowagi jest utrzymanie możliwie jak najwyższego stopnia poinformowania społeczeństw. Bo, w odróżnieniu od społeczeństw, politycy i korporacje poinformowani będą zawsze... Ograniczenie produkcji informacji przez jej wytwórców zwichnie tę równowagę. Zwichnie – dodajmy – w sposób bardzo niebezpieczny, bo ukryty. Przecież nikt nie wprowadzi cenzury, nikt nie będzie ścigał nikogo za publikację jakiejkolwiek informacji. Tylko tych informacji będzie coraz mniej, będą dotyczyć coraz mniejszej liczby wydarzeń i będą coraz bardziej ogólne...

Poprzednia
1 2
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Tanie telefony szansą dla Nokii

Wyniki za trzeci kwartał 2011 roku pozytywnie zaskoczyły inwestorów. Akcje zareagowały wzrostem notowań o 5,5 procent. >>