Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Kataryna i Robert Mazurek o zwišzkach partnerskich

Ustawa o zwišzkach partnerskich nie jest końcem, ale dopiero poczštkiem długiej drogi œrodowisk homoseksualnych - piszš Kataryna i Mazurek
Fotorzepa, Magda Starowieyska Magda Starowieyska
Nawet gdyby ustawa o zwišzkach partnerskich nie była wstępem do adopcji dzieci przez homoseksualistów, należałoby jš odrzucić – piszš blogerka i publicysta „Rzeczpospolitej"
Apele niektórych polityków, by o zwišzkach partnerskich przed wyborami nie rozmawiać, sš co najmniej dziwaczne. Donald Tusk przekonywał niedawno, że to temat poważny, wart namysłu i sensownej dyskusji, więc nie warto poœwięcać go na kampanijnš bijatykę. Jeœli tak, jeœli nie o ważnych i kontrowersyjnych sprawach mamy rozmawiać, to o czym? O co ciekawszych ustawkach medialnych kandydatów na posłów, o nachalnym lansie i partyjnej propagandzie? Jeżeli to nie stosunek do zwišzków partnerskich, in vitro czy aborcji mówi nam coœ o kandydacie, to czym mamy się kierować – zaaranżowanymi fotkami podczas joggingu, zakupów czy Pierwszej Komunii? Wszak gdy tak się dzieje, wszyscy sarkajš, że "przemiana była nieautentyczna", albo oburzajš się na przykrywanie spraw zasadniczych lukrem piaru. W demokratycznym œwiecie zwišzki partnerskie często stajš się przedmiotami referendów, a zawsze sš w sercach kampanii wyborczych. Dlaczego u nas miałoby być inaczej? Na razie interes w tym, by o ustawie mówić, majš tylko liczšcy na przeciwników zwišzków homoseksualnych politycy PiS i wabišcy wszystkich wyborców tolerancyjnych, otwartych i europejskich działacze SLD. Odwołujšca się zarówno do konserwatystów, jak i socjalliberałów Platforma Obywatelska wolałaby jeszcze w tej sprawie pokluczyć, tym bardziej że wewnštrz niej samej opinie sš podzielone.
Niewykluczone jednak, że zmieni zdanie, jeœli uzna, iż lepiej wyjdzie na debacie na temat zwišzków partnerskich niż choćby na analizie stanu polskich dróg czy służby zdrowia. Wtedy mogłaby sobie przypomnieć, że doœć ciepło o zwišzkach partnerskich mówili premier i jego prawa ręka – minister Michał Boni. A Bronisław Komorowski jeszcze jako marszałek Sejmu zapewniał: "Jeœli istniejš bariery prawne, które utrudniajš ludziom o odmiennej orientacji seksualnej okazywanie sobie opieki, wsparcia, dziedziczenia, to ja bym te bariery likwidował, bo w tej sprawie musi być równoœć".

Geje, których nie ma

W całym projekcie zgłoszonym przez SLD nie pada słowo "homoseksualizm", ale przecież ustawa ta wywołuje ogromne emocje właœnie ze względu na dopuszczenie do zawierania zwišzków partnerskich lesbijek i gejów. Pozornie sprawa jest prosta i mało kontrowersyjna: oto dwoje bliskich sobie ludzi chce zawartš przed urzędem stanu cywilnego umowš ułatwić sobie dziedziczenie wspólnie wypracowanego majštku czy też być dzięki niej informowanym o stanie zdrowia ukochanej osoby w szpitalu. A któż przy zdrowych zmysłach nie chciałby ograniczenia absurdalnej biurokracji i uproszczenia życia obywatelom? "Jeżeli miałoby im to ułatwić takie rzeczy [jak dziedziczenie czy wspólne opodatkowanie], to ja jestem człowiekiem w tej dziedzinie tolerancyjnym" – deklarował nie kto inny jak kardynał Kazimierz Nycz i trudno się tu z metropolitš warszawskim nie zgodzić. Ale to, niestety, pozory. Ustawa o zwišzkach partnerskich nie jest bowiem końcem, ale dopiero poczštkiem długiej drogi œrodowisk homoseksualnych. I zanim zdecydujemy się przejœć niš razem z nimi, zastanówmy się, jaki ma być jej kres, bo raz na owš drogę wkroczywszy, trudno się zatrzymać. I tu odpowiedzi udzielajš wcale nie fanatyczni homofobi ulegajšcy obsesjom i przeczuleni na punkcie spisków, nie zawodowi demaskatorzy, ale sami autorzy ustawy z Grupy Inicjatywnej na rzecz Zwišzków Partnerskich. "Tak, naszym celem w przyszłoœci, ale nie wbrew woli Polaków, jest doprowadzenie do adopcji dzieci" – przyznał szczerze Krystian Legierski. Legierski wie doskonale, że na razie jest to niemożliwe. Jeœli jednak nie rozmawiamy dzisiaj o wprowadzeniu małżeństw homoseksualnych, to wyłšcznie dlatego, że lobby gejowskie – całkiem słusznie zresztš z jego punktu widzenia – obrało taktykę salami i do czegoœ dzisiaj tak trudnego do wyobrażenia dla większoœci Polaków zamierza doprowadzić stopniowo, małymi krokami, plasterek po plasterku. Trudno się zatem dziwić, że projekt budzi tyle emocji, skoro w zamyœle pomysłodawców ma doprowadzić do całkowitego zrównania praw par hetero- i homoseksualnych, włšcznie z prawem do adopcji. A ten akurat postulat budzi opory nawet wœród osób nieżywišcych uprzedzeń do œrodowisk homoseksualnych i wspierajšcych ich postulaty zniesienia barier biurokratycznych. Czym innym jest bowiem zrównanie w prawach wobec państwa czy fiskusa, a czym innym uznanie istnienia "prawa do dziecka" i wywrócenie do góry nogami całej filozofii towarzyszšcej adopcjom. Dziœ wychodzi ona – mówišc w ogromnym uproszczeniu – z założenia, że każde dziecko ma prawo do rodziców, stšd żmudny proces doboru kandydatów do bycia rodzicami zastępczymi i ich drobiazgowa weryfikacja. Filozofia nowa dawałaby każdemu dorosłemu właœnie owo "prawo do dziecka", a czy tak być powinno, to temat na zupełnie inny, równie poważny spór. Dzisiejsza dyskusja o zwišzkach partnerskich jest więc tak emocjonalna wcale nie dlatego, że "legalizuje" zwišzki homoseksualne (które zresztš sš legalne), nawet nie dlatego, że je sformalizuje, ale dlatego, że jest stopš włożonš w drzwi. A te – wedle logiki zwolenników ustawy – prędzej czy póŸniej otworzš się na adopcję dzieci. I tego w dyskusji o projekcie ustawy pomijać się nie powinno.

Raj dla egoisty

Ale zostawmy na moment gejów. Jak zauważajš projektodawcy, ustawa ma dotyczyć zwišzków zarówno homo-, jak i heteroseksualnych. Można wręcz przyjšć, że z wielu względów w większym stopniu korzystałyby z niej dotychczasowe konkubinaty dwupłciowe. Nie tylko dlatego, że jest ich statystycznie więcej, ale także dlatego, że z uwagi na wspólne dzieci majš więcej powodów do formalizowania zwišzków niż pary homoseksualne. We Francji 90 proc. zawartych zwišzków partnerskich stanowiš zwišzki heteroseksualne. Tamtejsze statystyki pokazujš też, że wprowadzenie zwišzków partnerskich spowodowało spadek liczby małżeństw. Można zatem przyjšć, że owe zwišzki okazały się w dużej mierze wygodnym rozwišzaniem dla tych, którzy – gdyby nie mieli prawnej możliwoœci zawarcia małżeństwa "light", czyli zwišzku partnerskiego, pewnie zawarliby to bardziej tradycyjne. Słowo "wygoda" musi się w naszym tekœcie pojawić choćby z tego powodu, że cała ustawa wydaje się nam szczególnym hołdem złożonym ludzkiej wygodzie. Ale też wygodzie szczególnej, bo wygodzie osób już i tak silniejszych. Czy państwo uwierzš, że ustawa tak szczegółowo wyliczajšca zasady dziedziczenia i dajšca prawo do wspólnego rozliczania się z podatku zapomina o takim drobiazgu jak alimenty dla porzuconego partnera? Zwróćmy tu uwagę na ogromnš łatwoœć w rozwišzywaniu takiego zwišzku, o czym pisaliœmy w innych miejscach. Otóż partnerstwo unieważnia się albo wspólnš deklaracjš, albo pół roku po wystosowaniu pisma do swojej dotychczasowej drugiej połowy, albo wreszcie – i tu trudno znaleŸć słowa inne niż "cudactwo" czy "kuriozum" – zawierajšc małżeństwo z kimœ zupełnie innym. Tak, tak, po 30 latach sformalizowanego zwišzku można wpaœć do swojej partnerki i powiedzieć: "Pozwól, że ci przedstawię, to moja żona, właœnie się pobraliœmy, pakuj się". Przejaskrawiamy? Tak, ale tylko po to, by pokazać, że takim postawom błogosławiłoby państwo! No dobrze, ale może ludzie, zawierajšc taki zwišzek, œwiadomie godzš się na te rozwišzania, po co więc ubezpieczać ich na siłę? Może, ale państwo w innych sytuacjach broni zawsze  – można powiedzieć, "z urzędu" – interesu strony słabszej. I tak pracodawca może dać pracownikowi dowolne uprawnienia, ale nie mniejsze niż te, które przewiduje kodeks pracy. Państwo bowiem doskonale rozumie, że i tak to pracodawca jest w ewentualnym konflikcie silniejszy i mógłby wymuszać na kandydacie do pracy zgodę na gorsze warunki. Jak ma się to do zwišzków partnerskich? Współautorka tego artykułu pracowała przez krótki czas jako wolontariuszka w telefonie zaufania. Jednš z dzwonišcych była zdesperowana młoda matka i żona, która razem z mężem sprowadziła się do Warszawy. Tutaj coraz zamożniejszy mšż zaczšł się nad niš znęcać i życie w stolicy szybko stało się dla niej piekłem. Zrozpaczona kobieta nie znała swoich podstawowych praw. A te dla żony były niemałe. W wypadku rozwodu mogłaby liczyć na alimenty nie tylko na dziecko, ale, w pewnych okolicznoœciach, i na siebie. Gdyby parę tę łšczył jednak zwišzek partnerski, to zamożny dżentelmen mógłby spławić swš nieprzystajšcš do warszawskich realiów prowincjonalnš żonę, piszšc do niej list zrywajšcy zwišzek bez œladu! Życie, także polityczne, pokazało, że pięćdziesięcioletnim statecznym ojcom kilkorga dzieci całkiem często zdarza się przy okazji nagłego wzbogacenia pozostawiać swoje zmagajšce się z ciężkš chorobš żony – nauczycielki. Gdyby łšczył ich tylko zwišzek partnerski, wystarczyłoby dać im tylko pół, a niechby i całe mieszkanie i zostawić na pastwę losu. Aż trudno uwierzyć, że lewicowa wrażliwoœć posłów SLD nie każe im się zastanowić, czy nie dajš tš ustawš wspaniałego prezentu silnym i zamożnym mężczyznom, którzy przeżywajšc drugš albo i trzeciš młodoœć, nie chcš iœć przez œwiat z wymęczonymi rodzeniem i wychowywaniem ich dzieci żonami. Trudno w takš œlepotę na los kobiet uwierzyć, tym bardziej że to ze strony lewicy pojawiajš się słuszne skšdinšd postulaty podziału składki emerytalnej męża i niepracujšcej żony (by była ona póŸniej od niego niezależna, majšc własnš emeryturę). To niektóre feministki postulujš wręcz wprowadzenie pensji dla kobiet niepracujšcych zarobkowo i zajmujšcych się wychowaniem dzieci. Wydaje się, że jeœli już państwo i prawo miesza się do zwišzków między ludŸmi, powinno czynić to roztropnie, chronišc stronę słabszš, narzucajšc jakieœ minimum zobowišzań wobec niej stronie silniejszej.

Nowe rzesze wykluczonych

Tropišcy wszelkie formy wykluczeń politycy podpisujš się pod czymœ, co całkiem otwarcie dyskryminuje osoby chore psychicznie i upoœledzone umysłowo. Dziœ mogš się one ubiegać o zgodę sšdu na małżeństwo. Mało tego, rzecznik praw obywatelskich chce im właœnie dać dużo większš swobodę w ich zawieraniu. Tymczasem posłowie lewicy wprowadzili do nowej ustawy zapisy jeszcze surowsze, całkowicie zakazujšc upoœledzonym i chorym psychicznie zawierania zwišzków partnerskich. Dyskryminacja chorych nie jest być może największym – bioršc pod uwagę skalę zjawiska – problemem projektu, ale znakomicie pokazuje wybiórczš wrażliwoœć autorów nowego prawa. Katalog niewiarygodnych bzdur i niedoróbek projektu ustawy można mnożyć w nieskończonoœć. Niektóre zapewne dałoby się jakoœ naprawić podczas prac parlamentarnych, ale inne domagajš się podjęcia jakiejœ odważnej decyzji, a tej autorzy projektu bali się jak diabeł œwięconej wody. Proszę sobie bowiem wyobrazić, że nie uwzględnili oni nawet tego, co z uznaniem dzieci poczętych w takim zwišzku partnerskim, skoro nie ma tu, tak jak w małżeństwie, domniemania ojcostwa. Projekt nie daje zresztš ojcu żadnych praw ani – co równie ważne – nie nakłada na niego żadnych obowišzków, pozostawiajšc wszystko w rękach sšdu rodzinnego. Czy stało się tak dlatego, że wprowadzenie tematu dzieci do ustawy budziłoby dodatkowe emocje, a tych projektodawcy chcieli uniknšć, czy też dlatego, że nie bardzo wiedzieli, jak się z tym zmierzyć, doœć powiedzieć, że autorzy ustawy zapomnieli o tak kluczowej sprawie. Powstał więc projekt niespójny i niedobry, regulujšcy co prawda prawo do decydowania o pochówku, ale niepróbujšcy rozwišzać losów wspólnych dzieci czy zobowišzań rodziców. Tej ustawy nie da się uratować, jej miejsce jest tylko w muzeum prawniczych osobliwoœci. A zwišzki partnerskie? Te będš musiały poczekać. Kataryna to pseudonim znanej blogerki piszšcej m.in. na portalu wsieci.rp.pl Robert Mazurek jest publicystš "Rzeczpospolitej" i tygodnika "Uważam Rze"
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL