Wydarzenia dnia
Tych wyborów i tak byśmy nie wygrali
Nikogo nie wyrzucamy z PiS, ale nie mamy też zamiaru całować kogoś w rękę tylko po to, by z nami został. Niewykluczone, że jakiś poseł dostanie propozycję od PO i jego honor okaże się słabszy niż honorarium – mówi odchodzący premier w rozmowie z Agnieszką Sopińską i Bernadetą Waszkielewicz
Rz: Ma pan już kandydata na wicemarszałka Sejmu?
Jest ich kilkoro. Ja mam swój typ, ale nie zawsze można wysunąć tego, kto byłby najlepszy.
Może zaproponuje pan na ten fotel któregoś z polityków konserwatywnego skrzydła PiS, żeby je dowartościować?
Nie widzę powodów, żeby się takimi względami kierować. To musi być przede wszystkim człowiek absolutnie lojalny i zdecydowany, bo to będzie trudna misja. Przecież wybory wygrała partia, w której liczy się tylko zwartość. Musimy z tego wyciągać wnioski. Nasza partia, w porównaniu z PO, w ostatnim okresie była rozmemłana, była partią szalejącego liberalizmu, który musi zostać ukrócony.
W jakiej roli będzie pan występował w Sejmie?
Będę posłem.
Skupi się pan na kierowaniu partią?
Tak, bo partia musi być substytutem wszystkiego. Nie mamy swoich mediów. Większość ma do nas skrajnie niechętny stosunek. Proszę sobie wyobrazić, co by się działo, gdyby mój brat albo ja wystąpił publicznie pijany? Żądano by naszych głów. A Kwaśniewski jako urzędujący prezydent nieraz występował pijany i media milczały. Musimy więc tę nienormalną sytuację wyrównywać poprzez sprawną partię, trzeba nad tym pracować.
W tej kampanii partia okazała się sprawna?
Zdobyliśmy o 2 mln głosów więcej niż dwa lata temu, czyli zwiększyliśmy poparcie o dwie trzecie.
Ale wielu polityków PiS jest niezadowolonych. Może trzeba było inaczej poprowadzić kampanię? Dobrać do niej tych samych ludzi, którzy doprowadzili do sukcesu PiS w 2005 r., a nie tylko dwóch z nich?
Jacek Kurski zawsze uważał, że to on powinien prowadzić kampanię. Bez wątpienia ma talent, ale obawiam się, że po jego kampanii mielibyśmy smętne miny.
Nie tylko Kurski narzeka.
Zaszkodziła nam moja wpadka w debacie z Tuskiem. Poszedłem na nią wymęczony, trochę chory i jednocześnie nieprzygotowany.
Zaczynaliśmy z poparciem około 20-procentowym, skończyliśmy na 32 procentach, i to przy tak wysokiej frekwencji, jakiej sobie nie wyobrażaliśmy. Jeszcze w czwartek w nocy, kładąc się spać, myślałem, że jeśli zdobędziemy 5 mln głosów, to wygramy. Zdobyliśmy więcej, a przegraliśmy. Nikt tego nie przewidział. Powodów było wiele. Po pierwsze, moja wpadka w debacie z Tuskiem. Poszedłem na nią wymęczony, trochę chory i jednocześnie nieprzygotowany. I skończyło się źle. Druga sprawa – to, że Aleksander Kwaśniewski swym zachowaniem odebrał LiD trzy – cztery procent poparcia i dorzucił je PO. Sądzę też, że zaszkodziła nam sprawa Beaty Sawickiej. Trzeba było dać sobie z tym spokój. Ale Mariusz Kamiński sądził, że jeśli ujawni kulisy akcji CBA już po wyborach, to nikt tego nie usłyszy.
Był szczerze rozgniewany, bo oskarżano go o łajdacką robotę. A było tak, jak każdy mógł zobaczyć. To, że ta pani później odegrała swoją rolę ze łzami w oczach… Cóż, jest sporo pań, którym można zrobić krzywdę. Nie wydaje mi się jednak, by pani Sawicka do nich należała. To bardzo mocna osoba.
Nie dostrzega pan błędów w taktyce przygotowanej przez Adama Bielana i Michała Kamińskiego?
Błędem była zgoda na debatę. Lepiej było wysłuchać jeszcze parę razy od PO, że jestem tchórzem. Ale wyborów i tak byśmy nie wygrali. To, co maksymalnie mogliśmy osiągnąć, to mniej więcej remis z Platformą. Byłoby to dla nas rozwiązanie honorowe, ale władzy i tak byśmy nie utrzymali. Na to potrzebne było zdecydowane zwycięstwo nad PO. A to, jak dziś już wiemy, było poza zasięgiem ze względu na słabość LiD i wielką kampanię mobilizacyjną przeciw nam. Najbardziej spektakularnym elementem tej kampanii była akcja telewizyjna „Idź na wybory – zmień Polskę”, która trwała w TVP nawet podczas ciszy wyborczej.
Twierdzi pan, że media publiczne wam nie sprzyjały, ale co innego wynika z raportu OBWE, w którym uznano, że TVP faworyzowała trzy główne partie, w tym PiS.
A jakie poważne siły polityczne poza tymi trzema istnieją w Polsce?
Startowało więcej ugrupowań niż PiS, PO i LiD.
Rzeczywistość jest taka, że TVN bulgocze nienawiścią wobec PiS. Nie lepiej jest z Polsatem. Okazało się, że Tomasz Lis i jego następcy potrafią jeszcze bić na głowę TVN w tej zajadłości. Więc nawet jeżeli telewizja publiczna byłaby rzeczywiście pro-PiS-owska – a nie była – wiele by to nie zmieniło. A poza tym dlaczego konstrukcja mediów ma wyglądać tak, że wszyscy są przeciwko jednej formacji? To nie ma nic wspólnego z pluralizmem ani z demokracją. Nam trudno się pogodzić z tym, że za przyzwoitego dziennikarza uważany jest tylko ten, który nas kopie i zachowuje się jak Niesiołowski. Postanowiliśmy skądinąd wytoczyć procesy temu panu i innym.













