Unia Europejska
Sprawność procesu inwestycyjnego mogą spowolnić dziurawe przepisy
Urząd odpowiedzialny za decyzję o warunkach zabudowy nie jest w stanie jednoznacznie przyjąć, czy musi się domagać od potencjalnego inwestora decyzji środowiskowej – uważają partner i aplikant adwokacki z Kancelarii Tomczak i Partnerzy, Michał Stanis i Michał Tomczak
Od momentu gdy zdecydowana została akcesja Polski do Unii Europejskiej, nasz ustawodawca w wielu sprawach został sprowadzony do roli podwykonawcy. O ile wcześniej parlament tworzył prawo niemalże jak Bóg na wysokościach, kontrolowany jedynie od strony politycznej przez aktualną opozycję, której krytyka zawsze brzmi niezbyt wiarygodnie, o tyle od rozpoczęcia procesu integracji polskiego prawa z unijnym zrozumienie, zagospodarowanie i wdrożenie owego acquis communitaire stało się dla polskiego ustawodawcy prawdziwym wyzwaniem.
Niestety, proces ten w wielu wypadkach wykazał niezbicie, że implementacja unijnego prawa sięga o wiele głębiej, niż się pierwotnie wydawało. Zapewne dlatego, że rozwój państw tzw. starej Unii przez ostatnich kilkadziesiąt lat kierował się zasadniczo inną aksjologią i hierarchią celów.
Pod przymusem
Od 15 listopada 2008 roku obowiązuje ustawa z 3 października o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko. Pod tym nadmiernie długim, ideologicznie nasyconym tytułem kryje się ustawa, która w ocenie ustawodawcy miała przede wszystkim rozwiązać kilka problemów związanych z zarzutami Komisji Europejskiej (Komisja) odnośnie do niezgodności polskich regulacji z niektórymi przepisami prawa wspólnotowego.
Podstawowy zarzut dotyczył naruszania przez nasze prawo przepisów dyrektywy Rady 85/337/EWG z 27 czerwca 1985 roku w sprawie oceny skutków wywieranych przez niektóre przedsięwzięcia publiczne i prywatne na środowisko naturalne. Brak reakcji na zastrzeżenia zgłaszane przez władze wspólnotowe doprowadziły do przesłania rządowi polskiemu formalnego pisma Komisji, które znane jest jako naruszenie nr 2006/2281. Pojawiła się groźba, iż dalszy brak reakcji ze strony polskich władz może skutkować wstrzymaniem dopływu znaczącej części dofinansowania z Unii dla rozwoju infrastruktury w naszym kraju.
Nie ulega zatem wątpliwości, iż ustawodawca działał tu pod przymusem. Działanie pod przymusem nierzadko skutkuje działaniem bez przekonania.
Kłopot z decyzją środowiskową
Uwzględniając wymogi dyrektywy oraz wątpliwości wyrażane przez Komisję, ustawa zmieniła przepisy postępowania dotyczącego oceny oddziaływania przedsięwzięcia budowlanego na środowisko.
Dotąd procedurę tę regulowało prawo ochrony środowiska. W art. 46 znajdowała się lista decyzji warunkujących realizację przedsięwzięcia, których wydanie wymagało uprzedniego uzyskania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach (dalej: decyzja środowiskowa). W dotychczasowym systemie wydawanie decyzji środowiskowej przed wydaniem decyzji o warunkach zabudowy było rzadkością. Decyzja środowiskowa była przede wszystkim wymagana dla wydania decyzji o pozwoleniu na budowę.
Do decyzji wymagających uprzedniego wydania decyzji środowiskowej nowa ustawa dodała dwie: o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu oraz o zezwoleniu na realizację inwestycji w zakresie dróg publicznych. Tak więc zgodnie z art. 72 ust. 1 ustawy wydanie decyzji środowiskowej następuje przed uzyskaniem m.in. decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu.
Na podstawie tylko tego przepisu można by wnioskować, że w wypadku realizacji większości inwestycji budownictwa wielorodzinnego na terenach, dla których brak jest obowiązującego miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, konieczne jest dwukrotne występowanie o wydanie decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach.
By, jak się wydaje, uniknąć bezsensownego powielania tych samych czynności dla tego samego przedsięwzięcia zgodnie z ust. 5 art. 72 jedną decyzję wydaje się, gdy dla danego przedsięwzięcia, jest wymagane uzyskanie więcej niż jednej decyzji środowiskowej.
Jest to klasyczna klauzula zdrowego rozsądku, przepis, który wyraża świadomość ustawodawcy co do bałaganu, jaki prowokuje.













