Design
Scenografia na życie
Maria Thiel-Roman, dekoratorka wnętrz, opowiada dlaczego Polacy, których stać na architekta, wpatrzeni są w to, co dyktuje moda, i wstydzą się ujawniać własne upodobania
Ogląda pani dużo nowych mieszkań. Jak się urządzają Polacy? Ci, których stać na dekoratora, oczywiście.
Maria Thiel-Roman: Z wnętrzami jest jak z modą. Nikt przy zdrowych zmysłach nie ubiera się jak modelki na wybiegu. Każdy to przetwarza na własny sposób. Nawet jak ktoś jest modnie ubrany, też nie ma wszystkiego z najnowszej kolekcji.
Mam wrażenie, że jeśli chodzi o aranżację wnętrz, nie radzimy sobie z przetwarzaniem trendów na własne potrzeby. Ludzie wpatrzeni są w to, co dyktują pisma wnętrzarskie. Boją się ujawnić swoje upodobania, swoją przeszłość. Wolą stare rzeczy wyrzucić i wszystko kupić nowe. Trudno mi uwierzyć, że wszyscy naraz kochają żyrandol z kryształkami albo lubią wnętrza tylko w beżu.
Który z trendów lansowanych przez pisma wnętrzarskie jest najbardziej popularny? Minimalizm?
Minimalizm w domu, gdzie żyją ludzie, jest sztuczny. Normalne życie nie polega na tym, że wszędzie ma być pusto. A wiele osób interpretuje dosłownie to, co widzi w reklamie.
Wielu naśladowców znalazł styl pałacowy. Ozdobne sztukaterie, tapety z pałacowymi wzorami, marmurowe posadzki, zasłony z frędzlami.
Trendy idą falami. Po pałacach przyszła moda na egzotykę.
Dlaczego fornir z drewna tekowego ma być lepszy niż z dębu?
Trzeba zrozumieć odniesienie.
Ciemne drewna są używane w innym klimacie, świetle, lokalnym kontekście kulturowym. W Afryce jest mocniejsza kolorystyka.
Czy w Paryżu zaczynają nagle zrywać stare posadzki, żeby położyć drewno merbau z Borneo? Sosna, dąb, buk, jesion występowały w polskich domach od zawsze. Robiono z nich podłogi, meble, drzwi. Do tego kamień szydłowiecki. Wszystko do siebie pasowało. Architektem wnętrz było życie.
Ale to są przecież trendy światowe. Globalizacja, wszędzie moda jest podobna.
W krajach, gdzie ludzie są zamożniejsi, design jest bardziej przefiltrowany przez sposób życia. W angielskich domach zawsze były tapety i są do dziś. Dla Francuzów ważna była sztuka stołu, sztukaterie i kominki.
W Polsce ludzie traktują to dosłownie: styl angielski, styl francuski. Nie jesteśmy przecież ani w Anglii, ani we Francji. U nas to jest przeszczep.
Nie ma nic złego, jeśli coś jest cytatem. Ale pałac francuski w Raszynie? W Polsce ludzie za wszelką cenę chcą się oderwać od tradycji, od tego, co lokalne i polskie.
Nagle wszyscy rzucają się na włoski trawertyn, każdy chce mieć plastikowe krzesło Starcka. Albo moda na lofty. Surowy beton, który dobrze wygląda w pofabrycznym budynku w Żyrardowie, nie musi pasować do starego krakowskiego mieszkania.
Przedmioty zaprojektowane przez dobrych architektów są już tak powtarzalne, że stają się masowe.
To pokazuje, że ludzie albo nie mają własnych upodobań, albo wstydzą się je ujawnić.
Z kolei wielu dekoratorów nie wie, jak w danej epoce, w danym miejscu budowano, jakich materiałów używano. Patrzą na pisma, gdzie powiela się schematy. Doradzają jedwabne zasłony, które są drogie i w miejskich mieszkaniach wyglądają pretensjonalnie. Czy ktoś nosi na co dzień jedwabie?
Wśród bogatych inwestorów panuje gigantomania. Małżeństwo bezdzietne albo z jednym dzieckiem marzy o salonie stumetrowym, bo taki widziało na zdjęciu. Nie wiedzą, że zdjęcia robi się tak, że wszystko wygląda na większe... A nawet w arystokratycznych pałacach, które są dla nich wzorem, mieszkało dużo ludzi – rodzina, rezydenci, dalecy krewni. Dzieci w różnym wieku mieszkały w jednym pokoju. Bez telewizora...
Do którego pomieszczenia w mieszkaniu przywiązuje się największą wagę?
Dla większości klientów bardzo ważna jest kuchnia. Chcą, żeby była jak najnowocześniejsza. To zrozumiałe, ale czasem liczba urządzeń technicznych dochodzi do absurdu. Szuflady wysuwane na pilota i podgrzewane, żeby sztućce podać do posiłku ciepłe, kostkarki do lodu, profesjonalne ekspresy do kawy... Jakby to była restauracja, nie dom. Obrastamy w skomplikowane technologie i zbędne gadżety. Na dodatek ci, którzy je instalują, jadają w restauracjach albo mają gosposię, więc ich nie używają.















