Pamięć Żołnierzy Wyklętych
Agonia Rzeczypospolitej
Liczebność formacji podziemnych walczących z reżimem komunistycznym przypominała całą armię. Wynosiła 200 tysięcy
Przeczytaj na rp.pl
Pamięć Żołnierzy Wyklętych Niedawno obchodziliśmy po raz pierwszy jako święto państwowe Dzień Żołnierzy Wyklętych. Ich historię warto poddać zbiorowej, narodowej refleksji...
Druga Rzeczpospolita nie zginęła raptownie, wraz z wejściem wojsk niemieckich i sowieckich w jej granice we wrześniu 1939 roku. Agonia instytucji państwa polskiego, ich długie zanikanie z przestrzeni międzynarodowej i krajowej można opisać oraz zrozumieć jedynie poprzez analizę, także lat powojennych – wydarzeń trwających co najmniej do 1956 roku.
Pod okupacją sowiecką
Niewątpliwie głównym grabarzem polskiej niepodległości była III Rzesza, w latach 1939 – 1941 dzieląca się łupem wojennym z „najwierniejszym sojusznikiem Hitlera" – jak pisał na emigracji Aleksander Bregman. Jednakże ostatnie słowo należało do komunistów moskiewskich i ich polskich podwykonawców. Wojska sowieckie weszły powtórnie na tereny polskie w styczniu 1944 r., gromiąc wycofujące się formacje niemieckie. Jednocześnie jednostki NKWD z gen. Iwanem Sierowem na czele „czyściły" z polskiej partyzantki, głównie akowskiej, obszar Kresów Wschodnich, który – za zgodą aliantów – traktowano już jako integralną część należną Związkowi Sowieckiemu od 1939 r.
W tych warunkach akcja „Burza" prowadzona przez wojskowe i cywilne organa Polskiego Państwa Podziemnego nie mogła się powieść. Po przejściu granicy Ribbentrop-Mołotow, w końcu lipca 1944 r., formacje sowieckie, nadal niszcząc struktury Polskiego Państwa Podziemnego, torowały drogę dyktaturze PPR. Między Bugiem a Wisłą – w ciągu kolejnych miesięcy 1944 i 1945 r. – jak grzyby po deszczu tworzono obozy jenieckie, areszty NKWD – dawne katownie gestapo. W tym samym czasie, gdy Polacy po raz ostatni próbowali podczas powstania w stolicy zmusić aliantów do skutecznej obrony naszych praw do niepodległości, Sowieci nie tylko patrzyli na konającą Warszawę, ale nadto wyłapywali po swej stronie Wisły wszystkich spieszących na pomoc miastu. Areszty NKWD zapełniały się podejrzanymi o kontakt z podziemiem; więzienia w Siedlcach, gdzie w kwietniu 1945 r. funkcjonariusze UB wymordowali kilkunastu maturzystów związanych z podziemiem, czy w Lublinie na tamtejszym zamku (przez trzy miesiące także na Majdanku) – katownie – zapełniały się żołnierzami i oficerami AK, delegatami i pracownikami okręgowych delegatur na kraj. Ci, których nie zakatowano na miejscu, wysyłano na Wschód, skąd wracali masowo w 1947 r. bądź dopiero w 1956 r. Ścigano także dezerterów – żołnierzy AK – przymusowo wcielanych do armii gen. Zygmunta Berlinga, a następnie powracających z bronią do lasu.
Po przejściu w styczniu 1945 r. frontu sowiecko-niemieckiego następowały kolejne aresztowania – w tym najsłynniejsze w marcu 1945 r. 16 przywódców PPP, a próby podejmowania konspiracyjnych działań niepodległościowych były skutecznie rozszyfrowywane przez funkcjonariuszy NKWD i ich informatorów. Jak dziś wiemy, Sowieci i UB znali struktury i obsadę personalną organizacji NIE, potrafili także już na początku lipca 1945 r. zaaresztować większość działaczy Armii Polskiej, nowej formacji konspiracyjnej Organizacji Polskiej (NSZ), powstałej kilka miesięcy wcześniej.
Na rozstaju
Realne stawały się jedynie trzy postawy. Po pierwsze, próba ujawnienia się (podczas amnestii z 1945 i 1947 r.) z nadzieją na rozpłynięcie w społeczeństwie budującym socjalizm; bądź dyskretne wycofanie się z walki o niepodległą i przedostanie się na ziemie zachodnie, z nadzieją na rozpoczęcie nowego życia.
UB docierał do swoich ofiar, mordując niepokornych jak gen. Augusta Emila Fieldorfa, inwigilując i werbując spośród byłych żołnierzy agenturę za cenę ratowania życia. Po drugie, pozostawała szybka emigracja obliczona na wybuch III wojny światowej. Poza indywidualnymi – bardzo licznymi przypadkami – największą formacją zbrojną liczącą blisko 1000 osób, która w zwartym szyku zdecydowała się na ten ryzykowny manewr i przedostała się na Zachód, była Brygada Świętokrzyska NSZ. Sens trwania na emigracji wyczerpywał się jednak powoli, wojna o Polskę nie nadchodziła. Po trzecie, trwanie w oporze w kraju, z nadzieją, czasem bez jakiejkolwiek, często w imię solidarności z tymi, którzy nie mogli wyjść z lasu.















