REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Plus Minus

Rzecz o książkach

Warszawskie peryferia z historią w tle

Aleksander Kopiński 30-07-2010, ostatnia aktualizacja 30-07-2010 15:18
źródło: Rzeczpospolita

"Kawa u Doroty" to trzecia książka, a pierwsza powieść w dorobku Wojciecha Chmielewskiego, jednego z największych talentów prozatorskich w średnim pokoleniu

Zadebiutował późno, bo ledwie cztery lata temu, zbiorem opowiadań „Biały bokser”, za który otrzymał wyróżnienie jury Nagrody im. Józefa Mackiewicza.

Zobacz na Empik.rp.pl

W 2008 roku ukazał się jego drugi tom nowel pt. „Brzytwa”, nominowany do Nagrody Mediów Publicznych Cogito. Uzasadniona wydaje się nadzieja, że nowa książka przyniesie mu kolejne laury, choć przekroczywszy czterdziestkę, pisarz nie ma już niestety szans na prestiżową Nagrodę Kościelskich. A szkoda, bo „Kawa u Doroty” w pełni by na nią zasługiwała.

Twórczość Chmielewskiego i jego postawa pisarska są ostentacyjnie niedzisiejsze. Za patronów obrał sobie współczesnych mistrzów prozy realistycznej o ściszonej, niespiesznej dykcji, takich jak Marek Nowakowski i Kazimierz Orłoś. Krótkie frazy i wyraziste, zwięźle kreślone rysunki postaci nadają jego utworom rzadką dynamikę. Nie ma tu prawie wcale wtrętów publicystycznych, od których roi się w prozie rówieśników, często podporządkowanej bardziej celom ideologicznym niż artystycznym. Autor nie hołduje też obyczajom panującym obecnie w środowisku młodoliterackim, unika skandali i nachalnej autopromocji. Woli, by jego książki przemawiały same, przekonując czytelników siłą słowa, a nie reklamiarskiego gestu. Regularność, z jaką renomowane oficyny drukują jego kolejne tomy, świadczy, że wbrew atmosferze naszych pełnych zgiełku czasów ta strategia okazuje się skuteczna.

„Kawa u Doroty” opowiada o życiu wyrosłego w późnym PRL malarza, w którym z latami, już po politycznym przełomie, wypala się potrzeba tworzenia. Szara codzienność ojca rodziny gasi niepostrzeżenie blask sztuki, pozostawiając barwne wspomnienia młodości i odrobinę żalu. Można tę książkę czytać jako biografię całej generacji stanu wojennego, zasnutą przez smutek i zawód, wynikające jednak nie tyle z wielkich procesów historycznych, które pozostają tu zaledwie odległym tłem, ile ze zwykłych, małych zdarzeń, które dzień za dniem weryfikują niegdysiejsze plany i marzenia. Ale dla mnie pisanie Chmielewskiego jest nade wszystko wyrazem fascynacji światem rzeczy.

W jego książkach nie znajdziemy analizy psychologicznej postaci, które na ogół pozostają nieświadome własnego życia wewnętrznego, nieporadnie usiłując pojąć, co się z nimi właściwie dzieje. Oszczędność warstwy refleksyjnej pozwala za to wydobyć bogactwo wrażeń zmysłowych, które przynosi im niemal każda chwila milczenia, wpatrzenia w okno, dotykania przedmiotów. Także w „Kawie u Doroty” to smakowany świat urasta do rangi głównego tematu. Rodzinna malownicza mieścina bohatera-narratora w Beskidach i zwłaszcza Warszawa, blokowisko Za Żelazną Bramą i ocalałe enklawy przedwojennej Woli, dokąd przeprowadza się wraz z rodzicami, by osiąść na dobre, wyłaniają się z literackiego portretu niemal namacalne.

Chmielewski najchętniej i najciekawiej opowiada bowiem o tym, co kryje się za rogiem, na podwórku, w zaułkach, których nie zauważają przechodnie śpieszący główną arterią. Bohaterów jego książek łączy natura miejskiego flaneura. Penetrują bramy kamienic, wystają na rogach ulic i wypatrują z zadartą głową śladów dawnej świetności fasad lub kontemplują trudny urok oficyn. Z uwagą śledzą życie małych sklepików i zakładów usługowych w suterenach, obserwacja ludzkiego mrowiska to ich najsilniejsza namiętność. Dlatego „Kawa u Doroty” przypadnie do gustu tym, którzy podzielają zamiłowanie do bocznych przecznic i ciemnych od dymu spelunek, innym zaś pomoże przynajmniej ten wybór zrozumieć.

Wojciech Chmielewski „Kawa u Doroty”. Czytelnik, Warszawa 2010

Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Jaki pluralizm w mediach

Czy najpopularniejsze telewizje ukrywają przed Polakami ważne informacje? Kto jest w „drugim obiegu” medialnym – prawica czy lewica? >>