REKLAMA

Boliwia

Huayna Potosí, czyli magia 6000 m n.p.m.

Katarzyna Winiarska 18-01-2010, ostatnia aktualizacja 18-01-2010 19:53
Huayna Potosí na horyzoncie
autor: Katarzyna Winiarska
źródło: archiwum prywatne
Huayna Potosí na horyzoncie
Świt na lodowcu
autor: Katarzyna Winiarska
źródło: archiwum prywatne
Świt na lodowcu
Glaciar Viejo z daleka
autor: Katarzyna Winiarska
źródło: archiwum prywatne
Glaciar Viejo z daleka

Górę dostrzegam już w kilka chwil po lądowaniu na El Alto. Elegancka biała piramida połyskuje w pierwszych promieniach wschodzącego słońca. Wydaje się być dosłownie na wyciągnięcie ręki.

Zobacz zdjęcia

Rzeczywiście, Huayna Potosí (6088 m n.p.m.) od przedmieść La Paz, najwyżej położonej stolicy świata (3700 m n.p.m.), dzieli odległość zaledwie 25 km. Podróż samochodem z centrum miasta na przełęcz Paso Zongo (4700 m n.p.m), czyli do bazy pod Huayna Potosí, zajmuje zaledwie dwie godziny. Stąd pozostaje już tylko niecałe 1400 metrów przewyższenia i można stanąć na szczycie przekraczającym magiczną granicę 6000 m n.p.m.! Wszystko to sprawia, że Huayna Potosí zdobywa nawet tysiąc osób rocznie i że tym samym do góry przylgnęła etykietka najłatwiejszego sześciotysięcznika świata. Tak naprawdę powinna ona jednak brzmieć: „najłatwiej dostępny sześciotysięcznik świata”, bo nawet w samych Andach można znaleźć łatwiejsze technicznie góry tej wysokości.

Huayna Potosí wznosi się w łańcuchu Cordillera Real (Kordyliera Królewska), najbardziej spektakularnym masywie górskim Boliwii, ciągnącym się na przestrzeni 125 km, od Illampú (6429 m n.p.m.) na północnym zachodzie do Illimani (6462 m n.p.m.) na południowym wschodzie.

Dzień 1.: Charquni, 5392 m n.p.m.

Ja się stąd nigdzie nie ruszam! Schronisko „Huayna Potosí” to najprzytulniejsze miejsce na świecie. W kominku wesoło trzaska ogień. Ogromny termos każdemu zapewnia kubek gorącego napoju, wedle życzenia: kawy, herbaty lub lokalnej specjalności – mate de coca. Pamiętam, jak bardzo doceniłam jego dobrodziejstwo, gdy wczoraj wieczorem dotarłyśmy do schroniska kompletnie przemarznięte po kilkugodzinnej wędrówce z wierzchołka Chacaltaya (5395 m n.p.m; odkąd powstał tu narciarski grajdoł, prawie na sam szczyt można wjechać terenowym samochodem) na Paso Zongo. Więcej radości sprawiło mi chyba tylko odkrycie, że na wyposażeniu schroniska jest najprawdziwszy prysznic z ciepłą wodą. Luksus wręcz niewyobrażalny na wysokości niewiele ustępującej Mont Blanc!

A tymczasem aura za oknem wcale nie zachęca do wyjścia. Ołowiane chmury w każdej chwili grożą śniegiem. Zaczynam podejrzewać, że właśnie idealnie wstrzeliłyśmy się w statystyczne cztery wrześniowe dni złej pogody.

Uszy alpak, ozdobione pasemkami kolorowej włóczki, wyglądają zupełnie surrealistycznie, jak uszy monstrualnych wiewiórek

Wąziutka wycięta w zboczu ścieżka biegnie wzdłuż rur wodociągu. Czasem trzeba się schylać żeby nie rąbnąć głową o skalny występ. W dół rozciąga się imponujący widok na serpentyny szosy stromo schodzącej z Paso Zongo. Na łąkach małymi stadkami pasą się alpaki, udomowione kuzynki lam. Wciąż nie mogę się nadziwić miejscowemu sposobowi kolczykowania tych zwierząt. Uszy alpak, ozdobione pasemkami kolorowej włóczki, wyglądają zupełnie surrealistycznie, jak uszy monstrualnych wiewiórek.

Gdy wreszcie osiągamy skraj północno zachodniego lodowca i zakładamy raki, pogoda zaczyna załamywać się na dobre. Wkrótce szczelnie otacza nas gęsta chmura. Niebo i ziemia zlewają się w jedną białą plamę. Na domiar złego zaczyna prószyć śnieg. Nic tylko uciekać do schroniska. Ale wejście na Charquini to część naszego planu aklimatyzacyjnego, więc tylko mocniej zaciskamy zęby i dwie godziny później stajemy na skalistym wierzchołku.

Do schroniska wracamy w regularnej zamieci. Śnieg sypie do późnej nocy.

Dzień 2.: Glaciar Viejo; 4900 m n.p.m.

Świat pod warstwą świeżego puchu wydaje się całkiem nie do poznania. Jednak intensywnie operujące słońce sprawia, że wkrótce wszystko zaczyna topnieć w oczach. Śnieg z łoskotem zsuwa się ze spadzistego dachu schroniska.

Barwna kilkuosobowa grupka przechodzi grzbietem tamy na drugi brzeg jeziora Lago Zongo i kieruje się w stronę spękanego lodowego pola Glaciar Viejo (Stary Lodowiec). Spiętrzone seraki, lodowe turnice, słońce przeświecające przez lodowe tafle – wszystko to tworzy baśniową scenerię pałacu Królowej Śniegu.

Wycieczka na lodowiec to dobra okazja aby poznać współtowarzyszy wyprawy. Równolegle z nami dwiema Huaynę zdobywać mają Amerykanka, Austriak, dwóch Katalończyków i Francuz. Szybko orientuję się, że prezentują nie tylko niezłą mieszankę narodowościową, ale i bardzo różnią się górskim doświadczeniem. Nie sposób nie zauważyć, że Laura nigdy wcześniej nie miała raków przy butach. Mimo całej sympatii do dziewczyny, odczuwam dużą ulgę, że to nie z nią będę wiązać się liną… Za to nasz, na oko pięćdziesięcioletni, francuski kolega pomyka po lodowcu z naprawdę dużą wprawą. Dopiero dużo później dowiemy się, że Pierre ma już na koncie himalajskie siedmiotysięczniki. I w dodatku jest księdzem.

Poprzednia
1 2 3
Rzeczpospolita OnLine
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Pierwszy taki pomnik w Peru

W Andach został odsłonięty pomnik Źródła Amazonki. W 1996 roku ekspedycja pod przewodnictwem Polaka, Jacka Pałkiewicza odkryła miejsce, z którego wypływa rzeka >>