Kuba
Z cygarem przez Kubę
Dolina Viñales, wciśnięta w góry Sierra de los Órganos to jedno z najpiękniejszych miejsc wyspy Fidela Castro. To również miejsce narodzin znanych na całym świecie cygar.
— Przepraszam, gdzie jest dom Dalily i Millo? - dwie siwe panie usłyszawszy pytanie zwalniają kroku.
— Dalila i Milo? — upewniają się czy dobrze usłyszały. — Źle jedziecie. Zawróćcie i za jakieś 360 metrów skręćcie w prawo. Tuż za zakrętem, po prawej stronie znajdziecie ich dom.
Uśmiechnięte stoją na chodniku i czekają, aby zobaczyć czy na pewno pojedziemy we właściwym kierunku. Bo tutaj, w miasteczku Viñales, znajdującym się w samym sercu doliny Viñales, wszyscy się znają.
Pytając o drogę, nie trzeba znać adresu. Wystarczy podać imię gospodarza, a każdy z przejęciem wskaże właściwą kierunek. Bo cała Kuba żyje z turystów...
Bez drogowskazów
Mieszkańcy tej gorącej wyspy nie lubią zaokrąglać czasu ani odległości. Zapytani, np. ile kilometrów jest do najbliższej stacji benzynowej, zamiast około 50, odpowiedzą „47”, albo: „stacja będzie za 23 minuty”.
To jednak oczywiście nie oznacza, że podana odległość lub czas odpowiada rzeczywistości. Ale dla Kubańczyków nie jest to istotne, dokładna miara nabiera tutaj zupełnie innego znaczenia.
Znajdujemy wreszcie „willę” Milla (casa particular). Sam Millo wybiega nam na powitanie.
- Mieliście być kilka godzin temu. Myślałem, że już nie przyjedziecie i wynająłem pokoje innym gościom! - zrezygnowany rozkłada ręce. - Zgubiliśmy się — tłumaczymy.
Bo wyjechać z Hawany na autostradę prowadzącą w kierunku prowincji Pinar del Río (zachód), w której znajduje się Viñales, wcale nie jest łatwo, mimo że na całej Kubie autostrady są tylko dwie.
Nawet w samej stolicy tego państwa, Hawanie, drogowskazy należą do rzadkości. Nie warto więc jechać przed siebie, czekając aż pojawi się jakiś znak. Boleśnie się o tym przekonaliśmy, gdy próbując jechać na zachód, po dwóch godzinach drogi trafiliśmy do La Palma, małego miasteczka położonego na południowym brzegu wyspy.
Dzień wcześniej, sącząc piñacoladę na Plaza Vieja w Starej Hawanie, podejrzliwie słuchaliśmy opowieści pary Holendrów, którzy kilka godzin błąkali się samochodem po Hawanie, próbując z niej wyjechać w odpowiednim kierunku. Po pierwszej drogowej przygodnie przyjęliśmy zasadę: pytaj co pięć minut o drogę, nawet jeśli jesteś pewien, że jedziesz w dobrym kierunku.
Millo słucha naszej opowieści ze zdziwieniem. - I co teraz? — pytamy. Na szczęście każdy kubański gospodarz, który nie ma wolnych pokoi, na pewno skieruje kolejnych turystów do swojej cioci, wuja, siostry czy najlepszego kolegi, u którego będzie można przenocować.
Millo prowadzi nas do swojej kuzynki. — Jesteście Polakami? — pyta.
— Polacy są fantastyczni! — ścisza głos. — Pierwsi odłączyliście się od Sowietów! — puszcza porozumiewawczo oko, uśmiechając się pod nosem.
Poranny śpiew kogutów
W domu kuzynki Millo, tak jak wszędzie, wchodzi się od razu do pokoju gościnnego połączonego z jadalnią. Stół przykryty ceratowym obrusem, na ścianach ogromne, pozłacane fotografie, sztuczne kwiaty w kryształowych wazonach. W pokojach gościnnych są dwa łóżka i szafka. Klimatyzacja głośno huczy.
Otwieramy okno (czyli żaluzje, bo Kubańczycy nie używają szyb) i wychylając się omal nie zderzamy się z betonową ścianą kolejnego domu. Rano budzi nas koncert kogutów i głośna rozmowa gospodarzy za ścianą. Resztki snu skutecznie zabijają elektrowstrząsy pod prysznicem. To wina prądu. Ciepła woda płynie tu dzięki przedziwnym splotom przewodów - nie zawsze zaizolowanych - podłączonych wprost do prysznica.
Śniadanie kosztuje 3 peso od osoby. Na stole pojawia się talerz owoców, sadzone jajko, wyschnięty chleb i kawa. Jemy w pośpiechu, żegnamy gospodarzy i szukamy innego noclegu. Kolejna casa to Villa Nelsona, polecana przez przewodniki, na szczęście okazuje się strzałem w dziesiątkę.
W Viñales zostajemy kilka następnych dni. Cała dolina, Valle de Viñales, wpisana przez UNESCO na listę światowego dziedzictwa, to arkadia dla speleologów, nurków, plażowiczów i zwyczajnych wędrowców.
Dolina wciśnięta w pasmo de los Órganos, pełna jest mogotów, czyli ogromnych, kilkusetmetrowych skalnych pagórków porośniętych krzewami. Grotołazi znajdą tutaj mnóstwo jaskiń. Najsłynniejsze to Cueva del Indio, miejsce schronienia rdzennych Kubańczyków czyli Indian z plemienia Guanahatabey oraz Cueva de José Miguel z kawiarnią w środku, a także Gran Caverna de Santo Tomas.















