Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego w obronie prawdy

Rzeczpospolita
Strach przed Prawdš jest ogromny. Dlatego nie było końca karykaturom, „œmiesznym zdjęciom”, uszczypliwoœciom wobec prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego – piszš naukowcy z Uniwersytetu Warszawskiego
Urodzony w Warszawie prof. Solomon Asch przeprowadził w roku 1951 w USA przełomowe i klasyczne już obecnie badania psychologiczne. Podczas tych badań (z koniecznoœci opisujemy je tylko skrótowo) zgromadzeni studenci otrzymali rysunek: Po czym kolejno byli proszeni przez Ascha o stwierdzenie, która z trzech linii (A, B, C) jest tej samej długoœci co linia lewa (X). Studentami, na których naprawdę przeprowadzono test, byli tylko (nieœwiadomi tego faktu) ci, którzy wypowiadali się jako ostatni. Ich poprzednicy byli umówieni z Aschem i celowo odpowiadali błędnie, podajšc wbrew rozsšdkowi, że odcinek X jest tej samej długoœci co odcinek A lub odcinek C.
Rezultat badań Ascha był porażajšcy. Badani studenci (odpowiadajšcy jako ostatni) nagminnie odpowiadali błędnie, czyli bardzo często tak jak ich namówieni z Aschem poprzednicy. W ten sposób chęć „bycia akceptowanym w grupie” zwycięża nawet elementarny zdrowy rozsšdek. Można by powiedzieć, że badani często stwierdzali (pod wpływem „opinii otoczenia”) dobrowolnie, z przekonaniem i publicznie, że 2x2=7. Oto potęga sugestii, oto pole do manipulacji w ramach tzw. inżynierii społecznej, głównej pomocnicy totalitaryzmów.     A jednak Uniwersytet jest społecznoœciš wyjštkowš. Przysięga doktorska, którš składaliœmy, wspólna dla całego Uniwersytetu, w zasadzie mówi tylko o Prawdzie: „nie dla czczej chwały, ale by jaœniej błyszczało œwiatło Prawdy, od którego dobro rodzaju ludzkiego zależy”. Każdy więc z doktorów Uniwersytetu wyrażał przekonanie, że Prawda istnieje i jego celem będzie dšżenie do niej. Możemy mieć kłopoty z jej znalezieniem, ale jest do czego dšżyć i trzeba to robić, a Uniwersytet jest tutaj szczególnym miejscem. Gdyby Uniwersytet kiedykolwiek zrezygnował z poszukiwania Prawdy, to stalibyœmy się tylko zbiorowiskiem przebierańców w togach. Pokusa zapytania za Piłatem „cóż to jest prawda”, choć pozornie atrakcyjna, jest niezwykle niebezpieczna, prowadzšc w prostej drodze do nihilizmu i podajšc w wštpliwoœć nie tylko sens prowadzenia badań naukowych, ale też wszelkiej ludzkiej aktywnoœci. Pierwszym prawem logiki jest to, że z Prawdy może wynikać tylko Prawda, ale z fałszu może wynikać w sposób poprawny wszystko. Tymczasem za Prawdę możemy przez nieostrożnoœć uznać czasem coœ, co jest fałszem, a robimy ten błšd przez bardzo prostš rzecz: zaniechanie samodzielnego myœlenia, pochopne oparcie się na opinii innych bez sprawdzenia jej zasadnoœci. Wtedy, wychodzšc z błędnej przesłanki, możemy w sposób logicznie poprawny udowodnić dosłownie wszystko, nawet to, że 2x2=7. Jest jeszcze gorzej, bo ta „opinia innych” może być przedstawiana celowo jako „opinia większoœci” czy „opinia autorytetów”, czy jako wynik „poważnych badań”, nawet gdy i to jest nieprawdš. Sprytni właœciciele mediów z dnia na dzień mogš wykreować cnoty jednych lub pogršżyć innych, sprawiajšc wrażenie, że to, co podadzš w swoich mediach, to opinia większoœci, i liczš tu bardzo na efekt Ascha wynikajšcy z braku samodzielnego myœlenia. Według naszej opinii z czymœ takim mamy obecnie do czynienia w Polsce, w powszechnej skali i w wielkim natężeniu. Uniwersytet i każdy z nas powinien znaleŸć w sobie siłę, aby przeciw temu pogwałceniu prawdy zaprotestować.     Zacznijmy od tego, że w zasadzie nie widać w Polsce miejsca, gdzie odbywałaby się dostępna dla społeczeństwa, spokojna, poważna dyskusja na jakikolwiek istotny społecznie temat, odpowiednio długa, aby zaprezentować racje w sposób pełny, oparty na prawdzie i na poszanowaniu każdego uczestnika. Zamiast tego jest albo przekrzykiwanie się na inwektywy w „dyskusjach” w TV czy radiu albo artykuły w gazetach czy tygodnikach, gdzie z reguły już na poczštku artykułu, delikatnie lub nie, ustawia się czytelnika tak, aby nie lubił tego kogoœ, kogo nie lubi autor (a jest to czysta manipulacja opisana przez Ascha). Niektórzy sš praktycznie eliminowani z merytorycznej dyskusji publicznej wyłšcznie z powodu etykietek nadanych im wczeœniej przez zawiadujšcych mediami. Mechanizmem wykluczenia jest dobrze zbadane przez naukę zjawisko mobbingu, czyli znęcania się nad wybranš ofiarš w grupie (np. klasie szkolnej). Ofiarę wskazujemy jako przyczynę wszelkich naszych niepowodzeń, zaœ jej argumentów czy krzywd nikt nie zamierza wysłuchiwać. Z napiętnowanego przez klasę ucznia wyœmiewajš się nie tylko silne dryblasy, ale także pozostali, w tym nawet najgorsze ofermy. Jest tak dlatego, że chęć akceptacji w grupie jest, jak pokazał Asch, ogromnš siłš (w tym przypadku większš niż moralnoœć i rozum razem wzięte), a poza tym wszyscy sš zainteresowani utrzymywaniem agresji skierowanej na kogoœ innego, a nie na nich. Argumentów napiętnowanych nie tylko się nie słucha, nawet nie muszš one padać (!), nawet milczenie tych ludzi jest oznakš „agresji”. Nie słucha się jakoby dlatego, że po prostu nie warto, bo przecież argumenty ofiar „oczywiœcie” wynikajš ze znanego „wszystkim i od dawna” (znowu efekt Ascha) ich defektu umysłowego. Przy okazji podkorowy przekaz dla obiektu manipulacji: „my natomiast cieszymy się doskonałym zdrowiem psychicznym”. Naprawdę zaœ lepiej nie pozwolić słuchać, bo napiętnowani majš często argumenty, przy których nasze argumenty rażš intelektualnš nędzš. A strach przed Prawdš jest ogromny, bo a nuż ktoœ się zorientuje, że 2x2=4 i ruszy lawina Ascha, ale tym razem w kierunku do Prawdy. Ostatecznym sposobem obrony przed Prawdš jest metoda publicznego oœmieszania, kšœliwych uwag na temat wyglšdu, nazwiska, lapsusu językowego, miny itp., co odcišga uwagę od meritum spraw i rzeczowych argumentów w stronę prostackiej hecy i zabawy, a te można podgrzewać (według manipulatorów) w nieskończonoœć. W taki sposób postępowano m.in. z prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej Lechem Kaczyńskim. Nie było końca karykaturom, „œmiesznym zdjęciom”, uszczypliwoœciom z reguły na żenujšcym poziomie.     W tym miejscu chcielibyœmy się odnieœć do artykułu w piœmie „Uniwersytet Warszawski” historyka profesora Marcina Kuli, który napisał, że było „akurat odwrotnie”. Takie rzeczy da się sprawdzić. Mamy do pana profesora Kuli bardzo uprzejmš koleżeńskš proœbę, aby po prostu udokumentował odnoœnikami do Ÿródeł, jakich to obraŸliwych słów używał prezydent Rzeczypospolitej w stosunku do swoich krytyków, którzy nazywali go „chamem”. Już póŸniej jeden z wpływowych posłów do Sejmu groził „zastrzeleniem, wypatroszeniem i sprzedaniem skóry” kandydatowi na prezydenta RP publicznie i w najważniejszych mediach. Nie było takich organów władzy w naszym kraju, aby przywołać posła do porzšdku. W naszej kulturze szanowany był w sposób bezwzględny majestat œmierci. Doszło do tego, że teraz z majestatu œmierci można publicznie drwić, w tym w licznych wydawnictwach. Nie słyszeliœmy zdecydowanego potępienia takiego języka przez opinię publicznš, także przez powołane do tego rady etyki itp. Wręcz przeciwnie, te wypowiedzi uzyskiwały aprobatę, a nawet aplauz wielu, w tym pracujšcych w œrodowisku uniwersyteckim (!), podczas gdy pierwszym i podstawowym obowišzkiem było protestować przeciwko takiemu stylowi wypowiedzi. Styl języka polityki w Polsce przekroczył wszelkie wyobrażalne granice, zdziczenie może jest właœciwym słowem, a może jest już ono dużo za słabe. Język jest bez znaczenia, bo od takiego języka do „kryształowej nocy” w wykonaniu używajšcych lub słuchajšcych takiego języka jest droga krótsza, niż się niektórym wydaje. Co na to polskie elity? Sš pełne oburzenia. Wiemy, że martwiš się o Polskę. Znamy wielu wspaniałych ludzi, których bez żadnej wštpliwoœci zaliczylibyœmy do elity Polski. A gdzie oni sš widoczni? No, oni w zasadzie sš w ogóle niewidoczni, a to dlatego, że tych elit praktycznie nie ma w mediach (nie mówimy tu o chlubnych wyjštkach). Jest nam niezmiernie przykro to powiedzieć, ale ci, których media wylansowały na elity, to nie jest żadna elita. To po prostu nie może być elita, bo elita tak się nie zachowuje. Prawdziwa elita protestowałaby, nie godziłaby się na taki styl publicznej debaty. Mamy cišgle nadzieję, że sprzeciw wobec niedopuszczalnego stylu życia publicznego nastšpi, że każdy, kto ceni prawdę, poczuje, że jest czas, by dawać temu wyraz.     Pracownicy Uniwersytetu Warszawskiego, także innych szkół wyższych, nie mogš milczeć w takiej sytuacji, bo sš zobowišzani do obrony prawdy. Nie mogš milczeć profesorowie uniwersyteccy, gdy stosuje się konwencję chicagowskš do sytuacji, którš ona sama na wstępie w jasnych słowach wyklucza z pola swojego działania, a w sprawie katastrofy o takim wymiarze nie widać prowadzenia żadnego poważnego œledztwa. Nie mogš milczeć profesorowie, gdy ma się za nic metodyki badawcze, tnšc przecinakami przewody hydrauliczne i elektryczne samolotu, których bezbłędne funkcjonowanie było dla przebiegu zdarzenia na pewno bardzo ważne, a być może kluczowe. Czy przyczynš tragedii był błšd pilotów, mogš wykazać tylko rzetelne badania naukowe, dotychczasowy medialny gwar ma tu znaczenie równe zeru. A to oznacza, jak zawsze w naszej pracy, staranne, drobiazgowe, systematyczne, żmudne, fachowe, wielodyscyplinarne badania, bioršce pod uwagę nawet pozornie nieistotne szczegóły. Tragedia smoleńska była dla nas wstrzšsem, ale chyba jeszcze większym wstrzšsem było to, że w naszych mediach w cišgu kilku minut (!) zdołano wprowadzić i z żelaznš dyscyplinš wyegzekwować trwałe embargo na informację. To ostatnie przedsięwzięcie, wydajšce się ponad siły kogokolwiek, zostało perfekcyjnie wykonane, co jest samo w sobie bardzo pouczajšcš informacjš o wielkim znaczeniu. W katastrofie smoleńskiej sš do zbadania tematy dotyczšce fizyki, chemii, biologii, prawa, politologii, historii, socjologii, psychologii itd. Niektórzy uczestnicy publicznej debaty sš eliminowani z merytorycznej dyskusji wyłšcznie z powodu etykietek nadanych im wczeœniej przez zawiadujšcych mediami Czy wymienione aspekty i wiele innych niewymienionych z braku miejsca nie powinny stanowić pola do interdyscyplinarnych badań naukowych na polskich uczelniach, w tym na Uniwersytecie Warszawskim? Powinny, i to z wielu powodów. Będziemy podejmować wszystkie wyzwania przyszłoœci, ale jeœli nie będzie w nas woli do znalezienia odpowiedzi na pytanie, co się stało, to przyszłoœci Polski po prostu nie będzie. Wyglšda na to, że nie ma kto nas w tym wyręczyć, a nie wštpimy, że przyszłe pokolenia wszystkich z tego rozliczš jako bezpoœrednich œwiadków historii.     Wróćmy do cytowanego artykułu pana prof. Kuli w piœmie „Uniwersytet Warszawski”, w którym autor bardzo wyraŸnie dystansuje się od odczuć rzesz Polaków oddajšcych hołd prezydentowi Rzeczypospolitej. Wiele spraw, które dziwiš i zasmucajš autora, ani nas nie dziwi, ani nie zasmuca. Inaczej też niż prof. Kula, bo pozytywnie, oceniamy prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Prof. Kula ma prawo do prezentacji swoich domysłów i refleksji, w tym także wskazujšcych nam, która kreska w eksperymencie Ascha według prof. Kuli jest właœciwa. Jednak my mamy prawo do wyboru takiej kreski, jaka wynika logicznie z naszej własnej niezależnej oceny twardych faktów, bez oglšdania się na sugestie innych. W numerze pisma „Uniwersytet Warszawski” z paŸdziernika 2010 r. wœród wielu wštków w artykule „Przyszłoœć historyków” tego samego autora jest wyrażona troska dotyczšca niebezpieczeństwa marginalizacji historyków. Jako chemicy i fizycy, ale także miłoœnicy historii chcielibyœmy wyrazić głębokie przekonanie, iż nie przypuszczamy, aby marginalizacja kiedykolwiek zagroziła jakiejkolwiek rzetelnej nauce zajmujšcej się istotnymi zagadnieniami, a historia jest pełna istotnych zagadnień do zbadania. Nigdy jednak nie powinno przy tym decydować, kto coœ mówi, ilu ludzi tak mówi, jakich przyjaciół czy nieprzyjaciół ma mówišcy, tylko bardzo prosta rzecz: jakie rzetelne argumenty można spokojnie i rzeczowo przedstawić na poparcie danej tezy. Tylko tyle. Jedynie takie podejœcie może być nazwane racjonalnym, tylko takie podejœcie może być drogš do uzdrowienia sytuacji. To jest nie tylko istota i misja Uniwersytetu, w przeszłoœci i teraz, ale także podstawa przyszłoœci każdego państwa. Tytuł i œródtytuły pochodzš od redakcji „Rzeczpospolitej”. Pierwotnie powyższy tekst autorstwa grupy pracowników naukowych UW został opublikowany – pt. „Misja uniwersytetu – aspekt dzisiejszy” – w periodyku „Uniwersytet Warszawski”, nr 1 (51), luty 2011 r.     Prof. Lucjan Piela, dr Franciszek Rakowski, dr hab. Rafał Siciński, dr hab. Janusz Stępiński, dr hab. Leszek Stolarczyk, Prof. Krzysztof WoŸniak, dr hab. Michał Cyrański, Prof. Zbigniew Czarnocki, Prof. Edward Darżynkiewicz, dr hab. Wojciech Grochala, Prof. Jan S. Jaworski, Prof. Marek K. Kalinowski, Prof. Tadeusz M. Krygowski, dr Piotr Leszczyński, Prof. Krzysztof A. Meissner, dr hab. Marek Pękała  
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL