Formuła 1
Kubica jak zwykle, jak zwykle Button
Grand Prix Monako. Ten wyścig był gwoździem do trumny BMW Sauber. Po kolejnym beznadziejnym występie zespół Roberta Kubicy nie wywiózł z toru w księstwie ani jednego punktu. Wygrał Jenson Button
Koszmar rozpoczęty w czwartek problemami z ustawieniem samochodu i efektownym wybuchem silnika BMW, trwał przez resztę weekendu. Zakończyło go drugie w tym sezonie wycofanie Kubicy z wyścigu po awarii samochodu. A podczas kwalifikacji od duetu BMW Sauber wolniejsi byli tylko kierowcy Toyoty. Nawet Lewis Hamilton, który na początku eliminacji rozbił swojego McLarena o bariery, był w stanie przedtem uzyskać na tyle dobry czas, aby znaleźć się przed Kubicą i Nickiem Heidfeldem.
Wyprzedzanie na nitce
Podopieczni Mario Theissena narzekali na kłopoty z przyczepnością, wynikające z niedostatecznego dogrzania opon. Świecące nad Lazurowym Wybrzeżem słońce rozgrzało nawierzchnię ulicznego toru do ponad 40 stopni Celsjusza, ale nawet w takich warunkach biało-granatowe samochody Kubicy i Heidfelda bezradnie ślizgały się po zakrętach. – Dla mnie ryzykowanie i wyciskanie wszystkiego z samochodu, aby walczyć o 15. czy 17. miejsce, nie ma sensu – mówił po czasówce zrezygnowany Polak. – Próbowaliśmy kompletnie zmieniać ustawienia bolidu, ale nic to nie dawało.
Wąska nitka asfaltu, wijąca się po nadmorskich bulwarach, nie daje szans na wyprzedzanie. Stąd też start z prawie samego końca stawki nie dawał właściwie żadnych nadziei na zdobycie pierwszych w sezonie punktów. Samochód Kubicy zatankowano pod korek, planując strategię jednego zjazdu do boksu.
Ale i ten plan upadł po dwóch okrążeniach. Po kolejnym fatalnym starcie Polak spadł na ostatnią pozycję. Potem udało mu się wyprzedzić Hamiltona i Jarno Trullego, ale w zaciętej walce między stalowymi barierami jeden z rywali trącił skrzydłem jego prawe tylne koło. – Musiałem zjechać do boksu na zmianę i spadłem na ostatnią pozycję – mówił Kubica po wyścigu. – Jechałem z pełnym bakiem i nasza prędkość była całkiem dobra, ale to jedyny pozytywny aspekt tego weekendu.
Polak uzyskiwał dość dobre czasy okrążeń, ale szczęście nie trwało długo. Jeszcze przed półmetkiem wyścigu biało-granatowy BMW Sauber na dobre zniknął w alei serwisowej. – Mieliśmy problemy z hamulcami – wyjaśnił kierowca.
Dwóch panów B
Miejsca w czołówce, o których przed sezonem marzyli szefowie BMW Sauber, kolejny raz przypadły duetowi zespołu Brawn. Białe samochody, które w czasie przedsezonowych testów przejechały ledwie ułamek kilometrów pokonanych przez rywali, kolejny raz nie miały sobie równych.
Jenson Button i Rubens Barrichello świetnie spisują się na każdym rodzaju toru. Czy to szybkie łuki Barcelony, czy długie proste na pustyni w Bahrajnie, czy ciasne ulice śródziemnomorskiego księstwa – dwóch panów „B” zawsze jest w czołówce. Button wygrał już piąty z sześciu wyścigów, Barrichello trzeci raz przyjechał na drugim miejscu.
W Monako szyki kierowcom Brawna próbowali pokrzyżować zawodnicy Ferrari. Jednak Button po kolejnym starcie z pole position bez problemów pomknął po zwycięstwo, a tyły wiernie osłaniał mu Barrichello. I znów geniuszem taktycznym błysnął Ross Brawn, przyspieszając pierwsze tankowania swoich kierowców. Kiedy okazało się, że supermiękkie opony zaczynają bardzo szybko się zużywać i rywale – którzy stanęli na starcie na twardszym ogumieniu – mogą odebrać jego podopiecznym podwójne prowadzenie, Brawn wezwał Barrichellę i Buttona na wcześniejsze tankowanie. Obaj dostali twardsze opony i już do końca wyścigu bezpiecznie kontrolowali przewagę nad duetem Ferrari.
Jedyny problem wystąpił już za metą. Button przez pomyłkę zjechał na pas serwisowy, zamiast wraz z pozostałymi kierowcami z pierwszej trójki pojechać na prostą startową, gdzie odbywa się dekoracja. Lider klasyfikacji mistrzostw świata musiał zatem przebiec kilkaset metrów, aby z rąk księcia Alberta odebrać puchar za triumf w Monako.
Kimi Raikkonen i Felipe Massa musieli zadowolić się trzecią i czwartą pozycją, ale dla ekipy z Maranello i tak był to najlepszy występ w tym roku. Czerwone samochody na początku sezonu były wolniejsze nawet od BMW Sauber, ale błyskawicznie wprowadzane poprawki w konstrukcji bolidów zaczęły przynosić efekty. Podobnie zresztą jest w przypadku McLarenów – na ulicach Monako traciły znacznie mniej czasu do czołówki i tylko błędy kierowców (przygoda Hamiltona w kwalifikacjach oraz wypadek Heikki Kovalainena w wyścigu) sprawiły, że z Monako wyjechali bez punktów.








