Rozmowa "Rz"
Ożeniłem się z Polonią
Józef Wojciechowski, właściciel lidera ekstraklasy Polonii Warszawa i firmy J.W. Construction, o sile futbolu, transferach, kibicach i walce o mistrzostwo
Rz: Jest pan właścicielem poważnej firmy deweloperskiej, ale od kiedy kupił pan klub sportowy, bardziej jest pan znany z tego powodu. Taki był cel tej transakcji? Czy może Polonia to też biznes?
Józef Wojciechowski: Za kilka lat piłka nożna być może będzie w Polsce opłacalna. Na razie zdecydowanie nie jest. To raczej hobby. Porównałbym je do miłości do kobiety, którą raz się kocha, a innym razem ma się jej dość. Właśnie taki jest mój stosunek do Polonii.
Nie powie pan, że ma dość Polonii...
Czasami tak. Chciałbym, żeby była piękna i wygrywała wszystkie mecze, więc kiedy tak się nie dzieje, bywam wzburzony. Zdarzały się takie momenty, w których już myślałem o rozwodzie. Tak było w poprzednim sezonie, kiedy wyraźnie nam się nie ułożyło, poszczególne elementy ze sobą nie działały, jak należy, meczów dobrych było mniej niż słabych i zastanawiałem się poważnie, czy takie małżeństwo ma jeszcze sens. Myślałem o zrezygnowaniu z tego hobby, jednak przekonano mnie, żebym został. A jak już zostałem, to nie chciałbym być w lidze ostatni, tylko pierwszy.
Skąd się ta miłość wzięła? Pamięta pan jakiś mecz z dzieciństwa czy młodości, po którym pomyślał pan: to mnie kręci?
Chciałbym kiedyś mieć wpływ na to, co widzę na boisku i co rozgrywa się za kulisami. Najpierw zainteresowałem się piłką w wersji amerykańskiej. Spędziłem kilkanaście lat w Stanach Zjednoczonych, oglądałem wiele meczów i myślę, że futbol amerykański jako widowisko jest znacznie ciekawszy od europejskiego. Tam od pierwszej do ostatniej minuty coś się dzieje, wszystko ma swój rytm, każda akcja jest oklaskiwana. U nas może się okazać, że po półtorej godziny biegania nikomu nie uda się zdobyć bramki. Od 17 lat mieszkam jednak w Polsce i przekonałem się również do naszego futbolu. Na własnej skórze doświadczyłem, że lokalne mecze też potrafią dostarczyć emocji.
W Polsce i w Europie piłka nożna to dobry sposób na reklamę. Brał pan to pod uwagę, inwestując w Polonię?
W momencie kiedy przejąłem klub, J.W. Construction miało już silną markę, zwłaszcza w Warszawie. Na interesy w mojej branży nie narzekałem i nie narzekam. Ale jak już się ożeniłem z Polonią, to jesteśmy razem na dobre i złe. To nie jest pierwsza lepsza spółka, do której się wchodzi z powodów ekonomicznych i z takich samych powodów się ją opuszcza. Będę tu, dopóki coś nie pęknie. A logo J.W. Construction na koszulkach piłkarzy sprzedam tylko wówczas, jeśli pojawi się jakaś godna tego miejsca firma.
Dziennikarze zajmujący na stadionie miejsca w pobliżu pańskiego, widząc, że wychodzi pan przed ostatnim gwizdkiem, zaczynają pisać teksty o zmianie trenera. Nasze przeczucia kilka razy się sprawdziły.
Ostatnio rzadziej interweniuję, ale rzeczywiście kilkakrotnie podzieliłem się uwagami na temat stylu gry. Inwestuję ogromne pieniądze, swój czas, zdrowie, ale też serce. Dlatego uważam, że mam prawo do własnego zdania. Teraz obserwuję Jose Mari Bakero. Na razie wszystko zmierza w dobrym kierunku. Warto podkreślić, że trener Bakero dostał sporo więcej, niż wstępnie ustalaliśmy. Chodzi np. o transfery Ebiego Smolarka czy Artura Sobiecha. No, gwoli ścisłości, o Sobiechu Bakero wspominał wcześniej, wszyscy wiedzieliśmy, że warto go mieć na Konwiktorskiej, ale długo wydawało się, że ten piłkarz jest nie do kupienia.
Ze względu na cenę, jaką podał Ruch Chorzów?
Nie tylko. Sobiechem interesowały się Wisła, Lech i chyba też jakieś inne kluby. Taka typowa gra. Nie bardzo mi się to podobało, bo lubię czyste sytuacje. Negocjacje się przedłużały, postanowiłem interweniować i następnego dnia piłkarz był już w Warszawie.
Czyli jeśli ktoś z pańskich podwładnych nie daje sobie w jakiejś sprawie rady, to pan bierze telefon i rozwiązuje problem od ręki.
Na co dzień zarządzam największą w Polsce firmą deweloperską, więc ciążą na mnie pewne obowiązki. Nic samo się nie dzieje. Jednak ludzie, z którymi pracuję, stają się ostatecznie świetnym zespołem – przykładem zarząd J.W. Construction. Kadra zarządzająca w Polonii nie jest duża, ale kompetentna. Nie rozbudowujemy sztucznie administracji. Gros pieniędzy przeznaczamy na piłkarzy, a więc tych, którzy tworzą widowisko. Większość transferów, tych najważniejszych, negocjowałem osobiście.








