Czarne skrzynki
Zapis urwał się dwie sekundy przed głównym uderzeniem
- Eksperci: nie było ingerencji w czarne skrzynki
- Tajemnica polskiej czarnej skrzynki
- Trzecia czarna skrzynka wróciła do Rosji
- Tajne badania czarnych skrzynek
- Czarna skrzynka TU-154 już w Polsce
- Jakie informacje kryje trzecia czarna skrzynka
- Reszka: Wojskowi śledczy myślą o zarzutach w sprawie Smoleńska
- Macierewicz: tezy "białej księgi" potwierdzą się
- Ekspert: Zapis nie urwał się nad ziemią
Po prawie roku badań polscy prokuratorzy mają wyniki analizy tzw. polskiej czarnej skrzynki Tu-154, który rozbił się w Smoleńsku. Przedstawili je dziś na konferencji prasowej
Konferencję zorganizowali śledczy z Naczelnej Prokuratury Wojskowej.
Rejestrator ATM-QAR, który zawiera kluczowe informacje na temat lotu maszyny, trafił do polski tuż po katastrofie, w kwietniu 2010 r. Jednak jego zbadanie zlecono dopiero pół roku później. Producent urządzenia dostarczył prokuratorom ekspertyzę w lipcu - wynika z wypowiedzi szefa NPW generała Krzysztofa Parulskiego.
Ogólne wnioski płynące z przygotowanej dla polskiego śledztwa ekspertyzy przedstawił szef Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie płk Ireneusz Szeląg. Jej główne ustalenie to stwierdzenie, że system rejestratorów parametrów lotu (na pokładzie były takie trzy, a firma ATM dokonała zestawienia zapisów wszystkich trzech rejestratorów) nie odnotował niesprawności któregokolwiek z urządzeń na pokładzie.
Piloci sami próbowali poderwać maszynę?
Dodał, że określono również precyzyjny czas katastrofy. Określono go na godzinę 8:41.0,4 sekundy czasu polskiego, biorąc pod uwagę opóźnienia rejestratorów względem czasu astronomicznego. Samolot uderzył skrzydłem w drzewo o 8:40.59.
- Rejestrator nie wykazał, aby system odejścia w ostatnich sekundach lotu Tu-154M był aktywny - poinformował płk Szeląg. Dodał, że rejestrator zapisuje inicjację całego systemu, a nie tylko naciśnięcie przycisku odejścia.
W rozmowie z tvn24.pl odniósł się do tego Tomasz Tuchołka, wiceprezes ATM Avionika, która wyprodukowała „polską czarną skrzynkę". Ujawnił, że piloci podjęli próbę ręcznego odejścia, szarpiąc za wolant kiedy samolot nie zareagował na naciśnięcie przycisku rozpoczynającego automatyczną procedurę odejścia.
- Przy podchodzeniu do lądowania silniki pracują na minimalnym ciągu. Piloci, próbując poderwać maszynę, przestawili silniki na pełną moc. Ale uzyskują ją one dopiero po mniej więcej 10 sekundach. Jeśli więc tuż przed katastrofą pracowały z co najmniej połową mocy, to znaczy, że zostały przestawione tuż przed pierwszym zderzeniem z drzewami przed smoleńskim lotniskiem – powiedział Tuchołka.
Zasilania zabrakło przed drogą
- Zapisy rejestratorów urwały się około 1,5 - 2 sekundy przed zderzeniem z ziemią - powiedział płk Szeląg. Według biegłych stało się to około 150 metrów przed miejscem, w którym znaleziono główną część wraku, na skutek zaprzestania pracy instalacji elektrycznej. Szeląg dodał, że miejsce, w którym nastąpiła utrata zasilania rejestratorów zostało naniesione przez biegłych na mapę. Punkt ten znajduje się przed drogą (prowadzącą do Mińska), nad którą przeleciał samolot tuż przed katastrofą.
Dopytywany przez dziennikarzy stwierdził, że biegli nie podali przyczyny przerwania zasilania w tym momencie. - Jest to sprawa ciekawa, ale nie nowa - zapewniał.
- Dane z rejestratorów pozwalają bardzo zasadnie stawiać hipotezę, że w momencie, gdy przestały działać, los samolotu i osób, które znajdowały się na jego pokładzie, był już przesądzony - przekonywał Parulski.
Rejestrator był polskiej produkcji. Poza nim w Tu-154 M były jeszcze dwa rejestratory produkcji rosyjskiej. ATM po katastrofie trafiło do Polski i z jego zapisów w Instytucie Technicznym Wojsk Lotniczych sporządzone kopie dla badań polskich i rosyjskich. Następnie oryginał tego trzeciego rejestratora został ponownie przekazany do Rosji.
ABW bada wiarygodność osób informujących o przyczynach katastrofy
- Nosimy się z zamiarem stawiania zarzutów w śledztwie smoleńskim, ale to jeszcze przedwczesne - oświadczył gen. Parulski.
Parulski ujawnił, że Rosja do tej pory nie przekazała wszystkich wymaganych dokumentów dotyczących sekcji zwłok. Według niego w śledztwie prokuratury wojskowe przesłuchano do tej pory ponad 900 świadków i zgromadzono większość dokumentów.















