Rzecz na Nowy Rok
Najważniejsza jest sprawa
„Nasz Dziennik” to nie jest biznes medialny. To misja. – Nie wydajemy gazety, nie piszemy artykułów. Tworzymy dzieło – mówi jeden z dziennikarzy
Nie ma drugiej gazety na świecie, która tyle miejsca poświęciłaby katastrofie smoleńskiej. Ale nie ma też drugiej redakcji, przynajmniej w Polsce, w której są codzienne wspólne modlitwy. I w której pyta się własnych dziennikarzy o życie osobiste.
„Nasz Dziennik” powoli staje się jednak gazetą mainstreamową. I cokolwiek by mówić – coraz ciekawszą. Z coraz większym gronem poważnych autorów. Jak mówi jeden z pracowników, profesora Jerzego Roberta Nowaka coraz częściej zastępuje profesor Andrzej Nowak.
Kiedy media w Polsce coraz bardziej upodabniają się do siebie, „Nasz Dziennik” ma własne tematy, inną publicystykę, własną, oryginalną agendę. Od 10 kwietnia w każdym numerze „Naszego Dziennika” jest co najmniej jeden artykuł poświęcony wyjaśnianiu przyczyn wypadku. Tekstów, opinii, analiz jest tak wiele, że można by ułożyć z nich książkę. Lech Kaczyński, który z powodu swoich liberalnych poglądów przez wiele lat nie był ulubieńcem tej gazety, z dnia na dzień stał się ikoną, bohaterem, nosicielem wszystkich najważniejszych wartości.
Wyłączmy telewizor. Włączmy myślenie
Po katastrofie smoleńskiej rozpoczął się nowy etap w życiu „Naszego Dziennika”. Komentarz zamieścił ojciec Tadeusz Rydzyk. „Zapraszam wszystkich do modlitwy, ale także do myślenia. Popatrzmy na telewizję – kto jest do nich zapraszany i jak komentuje. Przyjrzyjmy się więc tym mediom i wyciągnijmy wnioski. (...) Nie dajmy się zmanipulować. Potrzeba dziś wielkiego zrywu moralnego popartego ogromnym myśleniem i zrozumieniem rzeczywistości. Wyłączmy telewizor, włączmy myślenie”.
„Nasz Dziennik” włączył wtedy własne myślenie w sprawie katastrofy. Myślenie o trajektorii lotu, stanie maszyn, zachowaniu Rosjan, politycznym i duchowym wymiarze tragedii. I każdym innym.
Obok teorii ryzykownych na łamach pisma pojawiło się wiele newsowych historii i poważnych analiz. Wbrew obiegowym opiniom „Nasz Dziennik” nie stał się wcale orędownikiem teorii zamachu, choć i ona się pojawia w licznych publikacjach. Od razu pojawiły się wywiady z profesorem Zdzisławem Krasnodębskim, Zytą Gilowską czy konstytucjonalistą doktorem Ryszardem Piotrowskim. Coraz więcej znanych publicznych postaci z kręgów prawicy, z rzadka wcześniej pojawiających się w kręgu toruńskiego koncernu medialnego, zaczęło gościć na łamach „Naszego Dziennika”. Ostatnio często pojawiają się wywiady i teksty Witolda Waszczykowskiego, Włodzimierza Marciniaka, niedawno jeszcze zamieszczono wywiad z Pawłem Kowalem, zanim zdążył przejść do PJN.
Nastawienie gazety najlepiej oddaje chyba treść wywiadu z księdzem profesorem Tadeuszem Guzem. „Tragedia smoleńska to nie przypadek”. „Myślę, że dokonanie podziału uroczystości rocznicowych w Katyniu (...) wynikało stąd, że po prostu mieliśmy do czynienia już w samym przygotowaniu koncepcyjnym ze starciem ideowym postawy narodowej, propolskiej i prokatolickiej z tendencją zdominowaną – nazwijmy to ostrożnie – wpływem myślenia neoliberalno-neosocjalistycznego”. Zdaniem księdza tragedia smoleńska „wyrasta z klimatu z jednej strony radykalnego liberalizmu, a z drugiej strony nie mniej radykalnego socjalistyczno-komunistycznego kolektywizmu. Tragedia w takim wymiarze bez istnienia tych ideologii byłaby nie do pomyślenia, po prostu by się nie wydarzyła” – te słowa zamieszczone na pierwszej stronie gazety wydają się oddawać jej pogląd.
Woń gazu łupkowego nad Smoleńskiem
Nasz Dziennik” śledził od początku wszelkie – te mało i te bardzo prawdopodobne – wątki dotyczące przyczyn upadku Tu-154. Teksty, które pewnie w żadnej innej gazecie by się nie zmieściły, tu znalazły swoje miejsce. Na przykład cytaty z „Moscow Times” o tym, że nad miejscem katastrofy unosiła się „woń gazu łupkowego”, bo gwałtowna zmiana atmosfery w Rosji wokół Polski miała się zacząć od pojawienia się w „Wall Street Journal” z 8 kwietnia tekstu o złożach gazu łupkowego w Polsce. „Moscow Times” snuje rozważania, ze władze Rosji zdały sobie sprawę, iż to, czy Polska zagrozi rosyjskiemu imperium gazowemu, zależy od wyniku przyszłorocznych wyborów… Te rozważania przywołuje „Nasz Dziennik”. A obok publikuje wywiady na temat analiz odgłosu strzałów i potrzeby szukania łusek po nabojach na miejscu katastrofy.















