Numer 50(931), 31 grudnia 2010 - 2 stycznia 2011
"Rzecz na Nowy Rok" poleca
Reszka i Majewski rozmawiają z Kurskim, Magierowski pisze o współczesnej wojnie, a Masłoń przekonuje, że Bóg jest Toskańczykiem...
"Wszyscy byli milcząco przeciw. A Jarosław z całym hiobowym ciężarem, jaki dźwigał, nie był w takim stanie narzucić kierunku kampanii. Powiedział, że robimy tak, jak mówi Kurski. Po czym na etapie wykonawczym następowała blokada" - opowiada o kampanii prezydenckiej Jacek Kurski.
"Mówiłem na posiedzeniach sztabu od początku, że popełniamy błąd: „Kochani, to jest piękna kampania wizerunkowa, ale tak nie wygramy, możemy tylko pięknie przegrać ze świetnym wynikiem”. Smoleńsk stworzył okazję na przełamanie tego, co nas zabijało od 3 lat – postpolityki, w której królował ogłupiający ludzi PR. Po raz pierwszy od lat ludzie przestali wierzyć w propagandę. Policzyliśmy się, było nas wielu. Polska okazała się inna, niż media pokazywały. A my zamiast pójść za ciosem, zaczęliśmy się orientować na to, co powie mainstream, który nas chwilowo zaakceptował. Ale cena tej gry z mainstreamem była jasna: żadnych trudnych tematów, kontrowersji, spokój".
- Dobrze panu w PiS, nie chciałby pan od życia czegoś więcej? Jest pan traktowany przedmiotowo. Według zasady: trzeba przywalić komuś, to dzwonimy po zabijakę Kurskiego - pytają Michał Majewski i Paweł Reszka.
"Ja się na rolę zderzaka i zagryzacza od dawna nie godzę. To bardziej mit i gasnący stereotyp niż praktyka. Zabieram głos w sposób poważny" - odpowiada europoseł i deklaruje: Nie chcę być maczugą do wynajęcia .
"Badania socjologiczne pokazują, że pedagogika wstydu przyniosła rezultaty. Postawy Polaków cechuje wyjątkowo niska samoocena, co jest zaprzeczeniem megalomanii" - pisze Bronisław Wildstein, polemizując w tekście Syreni śpiew z tezami o polskiej megalomanii, jakie przedstawił w świątecznym wydaniu Plusa Minusa Piotr Skwieciński.
"Na tej postawie trudno budować, ale takimi zakompleksionymi mieszkańcami łatwiej rządzić. Przeświadczeni o swojej niższości nie będą kwestionować opinii dominujących elit i podporządkują się im bez szemrania. Polityka Tuska zmierza dokładnie w tym kierunku. Można ją streścić: przyłączmy się do silniejszych, a nic nam grozić nie będzie. Co innego znaczy: płynięcie w głównym nurcie? Jakakolwiek próba rewindykacji własnego interesu nazywana jest pobrzękiwaniem szabelką. Jeśli podporządkujemy się „Europie” będzie ona nas żywić i bronić. Czy Skwieciński nie widzi, że jest to kreowanie w Polsce, niestety skuteczne, mentalności służalczo-żebraczej? Może przydałoby się wreszcie trochę megalomanii.
Abstrahując jednak od pustoszącego zbiorową świadomość wymiaru tej polityki, jest ona zaprzeczeniem politycznego realizmu. Konfliktów da się uniknąć, tylko ogłaszając bezwarunkową kapitulację. Tymczasem PO przekonuje nas, że jest tylko jeden konflikt – z PiS, inne są jego pochodną, a ośrodki opiniotwórcze mu przyklaskują. Polacy mają grillować, a dobry rząd zajmie się wszystkim innym. Tusk dziwi się wynikom śledztwa rosyjskiego w sprawie smoleńskiej, a przecież jego rezultat był oczywisty już w momencie gdy Moskwa uzyskała nad nim kontrolę. Podobnie będzie z innymi sprawami".
"Wojny prowadzą dziś politycy przy pomocy robotów. Żołnierze? Powoli odchodzą do lamusa" - twierdzi Marek Magierowski w analizie na temat współczesnej formy działań wojennych zatytułowanej O dronach i politykach .
"Jeszcze kilkadziesiąt lat temu, aby skruszyć opór wroga, dowódcy wysyłali w bój dziesiątki tysięcy młodych ludzi, zdając sobie sprawę, że skazują wielu z nich na śmierć. Dziś korzystają z najnowszych zdobyczy techniki, by do minimum ograniczyć własne straty. Coraz rzadziej uczestniczą w wojnach państw, coraz częściej – w wojnach „społeczności międzynarodowej” i najrozmaitszych koalicji przeciwko grupom terrorystów, gangom narkotykowym czy piratom. Amerykanie walczą wraz z Pakistańczykami przeciwko innym Pakistańczykom, a brytyjscy żołnierze zabijają bez skrupułów swoich rodaków, którzy przeszli na islam i przyłączyli się do dżihadu. Czasy potyczek dziarskich Anglików w czerwonych kurtkach z ubranymi w białe mundury Francuzami minęły bezpowrotnie.















