Rzecz o Schulzu
Obrazy magicznej wyobraźni
Wystawa "W stronę Schulza" na zamku lubelskim jest hołdem złożonym przez polskich artystów autorowi „Sklepów cynamonowych”
To kolejna odsłona niezwykłego projektu o bogatej historii. Wystawa była już prezentowana w Gdyni, Krakowie, Gdańsku, Lwowie, Odessie, Pradze, Tel Awiwie, Tarnowie, Szczecinie, Kielcach. Nigdy jednak w tej samej formie. Do kolejnych edycji dołączają kolejni twórcy i aktorzy, zafascynowani twórczością literacką i plastyczną Schulza, którzy proponują własną jej interpretację.
Czytaj specjalny dodatek - Rzecz o Schuluz
– Każda edycja jest dla nas samych niespodzianką, bo dochodzą nowe dzieła, a narrację plastyczną przygotowuje inny artysta – mówi nasz redakcyjny kolega Jan Bończa-Szabłowski, pomysłodawca i autor scenariusza pokazu, współzałożyciel Fundacji Republika Marzeń.
Sekwencja tajemniczych pokoi
Inscenizatorem lubelskiego pokazu jest Jerzy Kalina, artysta słynący z przestrzennych instalacji i akcji. Nie miał łatwego zadania, bo wcześniej jej aranżerami byli tak znakomici twórcy, jak Dorota Morawetz i Leszek Mądzik. W tarnowskiej wersji Morawetz tajemniczość świata Schulza potęgowały przyciemnione lustrzane ściany sali wystawowej. Kielecką ekspozycję Mądzik przeobraził w misterium życia i śmierci, bliskie w scenerii wielu jego własnym teatralnym spektaklom – „Wilgoci”, „Szczelinie”, „Bruździe”. Jerzy Kalina w najmniejszym stopniu nie sugerował się pomysłami poprzedników. Poszedł za własną wyobraźnią i stworzył oryginalny, autorski projekt.
Sale lubelskiego zamku przekształcił w niemal filmową sekwencję tajemniczych pokoi rodem z prozy autora „Sklepów cynamonowych”. Wędrując po tych wnętrzach, ma się wrażenie, że gdzieś zza ścian dobiega jego głos:
„... dostawało się zazwyczaj w prawdziwy labirynt obcych mieszkań, ganków, niespodziewanych wyjść na obce podwórza i zapominało się o początkowym celu wyprawy, ażeby po wielu dniach, wracając z manowców dziwnych i splątanych przygód, o jakimś szarym świcie przypomnieć sobie wśród wyrzutów sumienia dom rodzinny”.
Iluzję niepokojącego przenikania przestrzeni spotęgował Kalina, tworząc wnętrza o umownych ścianach – z przejrzystych zasłon, z powiększonymi reprodukcjami rysunków Schulza z „Xięgi Bałwochwalczej”, pełnych lęków, obsesji i erotycznych marzeń.
Dialog współczesnych z mistrzem
A gdy widz rozsunie zasłonę, wchodzi do współczesnych galerii z dziełami ponad 30 artystów, m.in. Tadeusza Kantora, Jerzego Dudy-Gracza, Zdzisława Beksińskiego, Jerzego Nowosielskiego, Franciszka Maśluszczaka, Ryszarda Horowitza, Rafała Olbińskiego, Krystyny Piotrowskiej, Krystiana Lupy... Zdają się toczyć ze sobą dialog, bo wszystkie poruszają egzystencjalne, schulzowskie tematy.
Najbliżej Schulza sytuują się Tadeusz Kantor, Jan Lebenstein i Franciszek Maśluszczak, który od młodości jest zafascynowany wyobraźnią drohobyckiego pisarza. Niektóre z prac, jak rysunki: Igora Mitoraja, Janusza Kapusty, Stasysa Eidrigeviciusa, powstały specjalnie na tę wystawę. Inne z eksponowanych dzieł są wyborem Jerzego Kaliny. Dzięki niemu odkrywamy na nowo m.in. kolażowe obrazy Władysława Hasiora, przesycone katastroficzną nutą.
Ściana Płaczu
W schulzowskie klimaty doskonale wkomponowują się także wielkoformatowe dzieła Edwarda Dwurnika przedstawiające muzyków i pogrążonych w modlitwie pobożnych Żydów. Dzięki nim widz ma wrażenie, że świat, który odszedł w przeszłość, ponownie przed nim ożył. Narrację dynamizują także drapieżne kompozycje – alegorie wszechświata – Franciszka Starowieyskiego zamontowane jak plafony na suficie.
Długi korytarz, prowadzący do galerii Jerzy Kalina zainscenizował tak, aby przypomnieć, że obcowanie z Schulzem naznaczone jest przeczuciem XX-wiecznej zagłady Holokaustu. Fragment tej przestrzeni zamienił w Ścianę Płaczu w Jerozolimie. Z tą różnicą, że w jej szczelinach ukrył nie kartki z modlitwą, ale fragmentami prozy Schulza. Stojące w pobliżu macewy pochodzą z filmowej wersji „Sanatorium pod Klepsydrą” Hasa.















