REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Kultura » Literatura

Literatura

Schulz w kaplicy Św. Trójcy

Jan Bończa-Szabłowski 22-11-2010, ostatnia aktualizacja 22-11-2010 11:21
„Samotność Schulza” w wykonaniu Ignacego Gogolewskiego; Kaplica Św. Trójcy - zamek w Lublinie; fot. Maciej Starczewski
źródło: materiały prasowe
„Samotność Schulza” w wykonaniu Ignacego Gogolewskiego; Kaplica Św. Trójcy - zamek w Lublinie; fot. Maciej Starczewski
Koncert na zamku w Lublinie; fot. Piotr Maciuk
źródło: materiały prasowe
Koncert na zamku w Lublinie; fot. Piotr Maciuk
„Samotność Schulza” w wykonaniu Ignacego Gogolewskiego; Kaplica Św. Trójcy - zamek w Lublinie; fot. Maciej Starczewski
źródło: materiały prasowe
„Samotność Schulza” w wykonaniu Ignacego Gogolewskiego; Kaplica Św. Trójcy - zamek w Lublinie; fot. Maciej Starczewski

„Samotność Schulza” w wykonaniu Ignacego Gogolewskiego i Włodzimierza Nahornego w Kaplicy Trójcy Świętej w Lublinie

Kaplica Św. Trójcy lubelskiego zamku ze względu na bezcenne XV wieczne malowidła ścienne na koncerty udostępniana jest niezwykle rzadko. 19 listopada tą specjalną okazją stała się rocznica śmierci Brunona Schulza.

Zobacz galerię zdjęć

Tego dnia odbył się tu uroczysty wieczór „Samotność Schulza” w wykonaniu Ignacego Gogolewskiego i Włodzimierza Nahornego. W programie znalazły się fragmenty opowiadań „Sklepy cynamonowe”, „Samotność” i „Emeryt”.

Ignacy Gogolewski znalazł w słowach Schulza osobisty ton. Kiedy czytał, że wieczorami lubił spacerować uliczkami Starówki i podczas jednej przechadzki zauroczony magią miasta zapomniał zabrać płaszcza miało się wrażenie, że opowiada nie o Drohobyczu, lecz o Lublinie. Mieście, z którym przed laty był związany jako aktor i dyrektor Teatru Osterwy. Do dziś zresztą lubi tu wracać, ma swoją publiczność i grono przyjaciół. Wielu z nich podczas spektaklu zasiadło na widowni.

„Jestem emerytem daleko posuniętym w tej własności, emerytem wysokiej próby”. To zdanie w scenariuszu znajdowało się na początku opowieści. U aktora stało się rodzajem motywu przewodniego z pełną premedytacją powtarzanego jeszcze kilkakrotnie.

Schulzowski Emeryt Gogolewskiego na początku był bacznym obserwatorem życia. Wędrowcem, który wraca pamięcią do lat młodości. O napotkanych ludziach i miejscach opowiada ze swadą i poczuciem humoru.

— Kiedy spotykaliśmy się na próbach panu Ignacemu zależało, by dominującym nastrojem wieczoru „Samotność Schulza” nie był smutek i melancholia — mówi Włodzimierz Nahorny.

I to słychać w jego muzyce. Utwory Nahornego doskonale budowały nastrój opowieści. Najpierw był on pełen radości, przewrotności. Potem ton był coraz bardziej liryczny i nostalgiczny.

Bizantyjskie polichromie pochodzące z XV wieku i odrestaurowane z takim pietyzmem przez obecną dyrekcję zamku stały się niezwykłą scenerią do opowieści o czasie, przemijaniu i samotności człowieka. O jego wierze i nadziei. Na początku miałem pretensję, do aktora, że nie czyta opowieści Schulza na stojąco tylko niczym w studiu radiowym — siedząc za stołem, pełnym różnych przedmiotów. Potem uświadomiłem sobie, że nieoczekiwanie nabrało to innego wymiaru.

Gogolewski stał się Schulzowskim Emerytem, który opowiada swą historię w pokoju zagraconym wieloma przedmiotami. Tą barykadą oddzielony był od reszty świata. Magicznie brzmiały w jego wykonaniu słowa „Siedzę i słucham ciszy”. A potem kolejna refleksja: „Jak wyglądam? Wstyd wyznać. Nie widzę się nigdy en face, twarzą w twarz. Ale trochę głębiej, trochę dalej stoję tam w głębi lustra nieco z boku, nieco profilem, stoję zamyślony i patrzę w bok.”

Ta kwestia wypowiedziana została z kolei w kierunku ustawionego na scenie portretu Schulza. Portretu „z ukosa” jaki w 1935 roku zrobił mu Witkacy. Obraz zaginął w czasie II wojny światowej. Teraz po latach z okazji przygotowanej pod patronatem „Rzeczpospolitej” lubelskiej edycji wystawy „W stronę Schulza” został zrekonstruowany. Odtworzyli go zamkowi konserwatorzy na podstawie fotografii ze zbiorów Jerzego Ficowskiego.

Po uroczystym koncercie w salach prezentujących wystawę „W stronę Schulza” otwarto też zrekonstruowaną komórkę, w której przed kilkoma laty odkryto słynne freski drohobyckiego artysty. Autor „Sanatorium pod Klepsydrą” na rozkaz gestapowca Feliksa Landaua namalował wówczas bajkę o Królewnie Śnieżce.

Przeczytaj więcej o:  Bruno Schulz, Ignacy Gogolewski, Kaplica Św. Trójcy, Samotność Schulza, Włodzimierz Nahorny, Zamek Lubelski

rp.pl
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:

E-booki "Rzeczpospolitej"

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwód czy separacja to zawsze porażka, często finansowa. Z reguły jednak okazuje się mniejszym złem, niż formalne pozostawanie w związku, którego nie da się utrzymać
Testamenty, spadki, darowizny

Testamenty, spadki, darowizny

Poradnik o regułach dziedziczenia oraz praktyczne wskazówki dotyczące sporządzania testamentu
  • książki
  • muzyka
  • filmy
  • multimedia
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Gejowskie małżeństwo w świecie komiksowych superbohaterów

O tym fikcyjnym ślubie poinformowała większość amerykańskich mediów – superbohater z jednej z najsławniejszych komiksowych serii na świecie zawarł małżeństwo ze swym partnerem. >>