Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Reforma szkolnictwa wyższego bez uczciwej konkurencji

Dariusz Jemielniak
Archiwum
Lepsze i gospodarniejsze uczelnie nie uzyskujš finansowania bezpłatnych studiów tylko dlatego, że nie założyło ich państwo – sytuację w szkolnictwie wyższym krytykuje doktor habilitowany
Czytam z uwagš kolejne projekty reform szkolnictwa wyższego i głosy publicystów i nie mogę się oprzeć wrażeniu, że znaczna częœć dyskusji dotyczy problemów wyimaginowanych. Jednoczeœnie pomija się kwestię w oczywisty sposób mogšcš dokonać istotnych jakoœciowych zmian, lecz œrodowiskowo kłopotliwš. Chciałbym zatem krótko przedstawić podstawowe powody, dla których tak krytykowana przez media habilitacja słusznie pozostaje utrzymana, a jednoczeœnie zwrócić uwagę na istotnš zmianę, której zapowiadana reforma niestety nie gwarantuje. [srodtytul]Słuszna habilitacja[/srodtytul]
Œrodowisko publicystów zgodnym chórem krytykuje pozostawienie stopnia doktora habilitowanego. Chociaż jestem jednym z jego młodszych posiadaczy w uprawianej przeze mnie dyscyplinie i wcišż, według ministerialnych kryteriów, zaliczam się do „młodych naukowców”, jestem beneficjentem przywilejów z nim zwišzanych i łatwo mnie posšdzić o chęć obrony własnych interesów. Jako młody naukowiec mogę jednak zwrócić uwagę na to, że zniesienie habilitacji, które teoretycznie miałoby ułatwiać karierę osobom w moim wieku, równie dobrze mogłoby jš także zablokować. Dopóki istnieje habilitacja, sš konkretne zewnętrzne kryteria, które trzeba spełnić, aby jš uzyskać. [wyimek]Zniesienie habilitacji, które teoretycznie miałoby ułatwiać karierę osobom w moim wieku, równie dobrze mogłoby jš także zablokować[/wyimek] Propozycje jej likwidacji i wprowadzenia zamiast niej możliwoœci swobodnego nadawania stanowisk przez uczelnie zamiast szybkiej emancypacji obiecujšcych adiunktów równie dobrze mogłyby doprowadzić do zawłaszczenia tych stanowisk przez wiecznych doktorów – pracowników od lat niebędšcych w stanie wystarczajšco dużo i dobrze publikować. Habilitacja powinna pozostać także dlatego, że jest po prostu œwiatowym standardem. Wszystkim przecierajšcym ze zdumienia oczy już tłumaczę: stopień doktora habilitowanego jest odpowiednikiem pozycji associate professor. Jest on na œwiecie powszechne w zasadzie bez wyjštku i ma głęboki sens: to etap poœredni pomiędzy pierwszš stałš pracš po doktoracie a stanowiskiem profesora. Dlaczego więc temat habilitacji wzbudza emocje? Co najmniej z kilku powodów. Przede wszystkim dotychczasowe regulacje czyniły proces uzyskiwania jej traumatycznym. Procedury trwały długo, a od habilitanta wymagano uczestnictwa w stresujšcym kolokwium, przeprowadzanym przez grono osób o bardzo zróżnicowanych specjalnoœciach badawczych. Ten problem w ramach reformy nauki jest już rozwišzany: kolokwium znika, a sam proces oceny jest przeprowadzany przez komisję recenzentów wybieranych z uwagi na ich kompetencje w tematyce zainteresowań habilitanta – dokładnie tak samo, jak w wielu krajach zachodnich. Drugi powód niechęci wobec habilitacji bierze się z tego, że tradycyjnie powinna się ona opierać na publikacji tzw. ksišżki habilitacyjnej. W niektórych dziedzinach ma to głęboki sens, w innych z kolei powoduje koniecznoœć pracowania przez kilka lat na publikację, która spełnia wyłšcznie funkcję awansowš. Już obecnie przepisy pozwalajš co prawda na obronę zbioru artykułów, jednakże praktyka pokazuje, że na niektórych wydziałach takie podejœcie budzi opór. Zakładana reforma nauki rozwišzuje ten problem: ocenie podlega dorobek naukowy, na zasadach i według wymogów okreœlanych w każdej z dziedzin. Także tutaj zatem standardy stopnia doktora habilitowanego zrównały się z międzynarodowymi wymogami wobec pozycji associate professor. [srodtytul]GroŸba inflacji[/srodtytul] Trzecim powodem, dla którego habilitacja postrzegana jest jako przeszkoda w rozwoju polskiej nauki, zwłaszcza przez osoby, które jej nie majš, jest długotrwałoœć procesu jej uzyskiwania. Nie sposób nie zauważyć, że faktycznie œrednio wiek uzyskania stanowiska associate professor jest w Polsce wyraŸnie wyższy niż na Zachodzie. Częœciowo winić za to należy mały nacisk na adiunktów – co prawda majš narzucone terminy, w których powinni się zmieœcić z obronš, ale w praktyce bywa różnie. Również w tym zakresie wprowadzana reforma nauki obiecuje zmienić dotychczasowš praktykę i umożliwić zdolnym adiunktom szybszš obronę. Zamiast ubolewać nad pozostawieniem habilitacji, wypadałoby zatem raczej się zastanowić, czy jej standardy nie zostanš nadmiernie obniżone i czy nie nastšpi inflacja tego stopnia (zwłaszcza wobec wyraŸnie nadchodzšcej inflacji doktoratu). [srodtytul]Uczciwa konkurencja[/srodtytul] Reforma polskiej nauki ma jednak jeden istotny obszar, w którym zmiana może w istotny sposób poprawić konkurencyjnoœć krajowych uczelni i który jest jednoczeœnie traktowany jak goršcy kartofel. Polska jest ewenementem w skali œwiatowej – mamy kilkaset uczelni niepublicznych. Jest to oczywiœcie fenomen zarówno pozytywny (znacznie poprawia się nam skolaryzacja, więcej młodych ludzi może kontynuować edukację itp.), jak i negatywny (wiele z uczelni niepublicznych ma bardzo niskie standardy jakoœci). Samo istnienie słabych szkół nie jest problemem – także w USA istnieje ogromna liczba niskiej jakoœci uczelni publicznych i niepublicznych. Zapotrzebowanie na bazowe wykształcenie licencjackie roœnie i wypada się jedynie cieszyć, że mamy możliwoœci jego oferowania. Problemem jest natomiast sytuacja dobrych szkół niepublicznych – stawiajšcych na jakoœć, nierzadko posiadajšcych uprawnienia do doktoryzowania, w najlepszych przypadkach – także do habilitowania. Ich poziom w oczywisty sposób przewyższa poziom przeciętnych, a w niektórych sytuacjach także najlepszych uczelni państwowych w danych dziedzinach. Mimo to szkolnictwo wyższe funkcjonuje w warunkach nieuczciwej konkurencji: nawet słaba i niegospodarna uczelnia publiczna dostaje dotacje od państwa, które umożliwiajš jej przyjmowanie na bezpłatne studia, podczas gdy lepsza i efektywniejsza ekonomicznie uczelnia niepubliczna takiej możliwoœci nie ma. Sytuacja ta jest o tyle absurdalna, że wszystkie uczelnie w Polsce, także niepubliczne, nie sš nastawione na zysk. [srodtytul]Kryterium gospodarnoœci[/srodtytul] Mamy więc do czynienia z paradoksem: mimo że studia można by realizować lepiej i taniej na uczelni niepublicznej, w dodatku w œrodowisku prężniejszym naukowo niż na wielu spoœród uczelni państwowych, państwo woli nie zadzierać ze stworzonymi przez siebie uczelniami i dotacje na realizację zadań dydaktycznych daje tylko im. Jednoczeœnie te same państwowe szkoły zupełnie bez oporów i ograniczeń oferujš pełnopłatne studia na wolnym rynku. W oczywisty sposób system finansowania szkolnictwa utrwala więc nieuczciwš konkurencję, a także powoduje, że najwybitniejsi absolwenci szkół œrednich garnš się przede wszystkim do uczelni państwowych, choćby były one gorsze naukowo i droższe w działaniu. Rozwišzanie jest proste: dotacje na realizację studiów bezpłatnych należy dysponować po prostu na podstawie jakoœci uczelni. Bez wštpienia większoœć uczelni niepublicznych w takich konkursach wypadłaby gorzej niż te państwowe, ale jednoczeœnie bez wštpienia można by się spodziewać, że kilka, kilkanaœcie z nich – lepiej. Nie ma żadnych racjonalnych powodów, aby nie stawiać na jakoœć i efektywnoœć ekonomicznš – zamiast trzymać się kurczowo podziału œrodków opartego na historycznej osobie założyciela szkoły. Oprzeć się można na już istniejšcych parametrycznych ocenach badań naukowych i jakoœci dydaktyki, można także wprowadzić nowe kryteria gospodarnoœci. Jest jednak głęboko niezasadne i stojšce w niezgodzie z podstawowymi regułami uczciwej konkurencji to, że lepsze i gospodarniejsze uczelnie nie uzyskujš finansowania bezpłatnych studiów tylko dlatego, że nie założyło ich państwo. Zwłaszcza w obliczu niżu demograficznego takie podejœcie bezpoœrednio powoduje, że łatwiej przetrwajš słabsze szkoły państwowe, podczas gdy lepsze niepubliczne stanš w obliczu zagrożenia spadkiem liczby kandydatów – obecna filozofia zatem stoi w sprzecznoœci z ideami promowania jakoœci w nauce. [i]Dr hab. Dariusz Jemielniak jest profesorem zarzšdzania i kierownikiem centrum badawczego CROW Akademii Leona KoŸmińskiego. Był laureatem większoœci nagród i konkursów dla młodych przedstawicieli nauki, w tym m.in. tygodnika „Polityka”, Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, Collegium Invisibile, Fundacji im. W. Fulbrighta[/i]
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL