Praca w samorządzie
Nie warto być samorządowcem
Samorządowcem nie może być poseł, senator, miejscowy przedsiębiorca, policjant, ksiądz, ani dziennikarz. Prawo nie sprzyja aktywności w samorządach. Nie pomoże w tym także nowy projekt ustawy, przygotowany w kancelarii prezydenta
Część mieszkańców w ogóle nie bierze udziału w życiu samorządu. Frekwencja na poziomie lokalnym jest mniejsza od innych elekcji. W ostatnich wyborach samorządowych wyniosła:
w 2010 r. – 47 proc,
w 2006 r. - 46 proc.
Dla porównania, frekwencja w wyborach parlamentarnych w 2007 r. wyniosła 54 proc., w a prezydenckich w 2010 r. - 55 proc.
To, że zainteresowanie sprawami lokalnymi nie jest duże, nie jest wyłącznie wyrazem braku aktywności społeczeństwa lub niewielkiej odpowiedzialności obywatelskiej. Przyczyn małego zaangażowania w sprawy lokalne można dopatrywać się w istniejącym prawie, które wręcz zniechęca do kandydowania i brania spraw lokalnych w swoje ręce. Tworzy dodatkowo krepujący gorset dla tych, którzy zostali gospodarzami samorządów i radnymi.
Zapisami, które schładzają aktywność społeczną są m.in. zapisy antykorupcyjne w ustawach samorządowych, głównie: art. 24f ust. 1 ustawy o samorządzie gminnym oraz art. 25b. ustawy o samorządzie powiatowym.
Zabraniają one radnym prowadzenia działalności gospodarczej na własny rachunek lub wspólnie z innymi osobami z wykorzystaniem mienia komunalnego gminy lub powiatu, gdzie uzyskali mandat.
Z punktu widzenia walki z korupcją są to słuszne obostrzenia, jednak odstraszają one także uczciwych aktywistów.
Dla kogo samorząd jest zamknięty?
Miejscowi biznesmeni szybko są w stanie przeliczyć swoje zyski i straty, więc w ogóle nie garną się do rad. Musieliby zrezygnować ze działalności na terenie gminy lub powiatu.
Gorzej, zapisy tych ustaw narażają radnych, którzy są przedsiębiorcami na utratę mandatu, w sytuacjach dla nich niespodziewanych. Co ma zrobić np. radny-biznesmen, który prowadzi hurtownię i rozwozi towary po okolicy i przystaje na płatnych parkingach miejskich ? Korzysta przecież z mienia komunalnego.
W kropce jest też radny, który prowadzi sklep lub wydawnictwo internetowe i używa infrastruktury internetowej, której właścicielem i dystrybutorem jest samorząd. Jeśli nie zrezygnują z zasiadania w radzie – to i tak wojewoda wygasi ich mandat.
Obok przedsiębiorców, działaczy sportowych i strażaków-ochotników, także policjanci rezygnują z działalności samorządowej, bo prawo policyjne mówi, że mogą za to wylecieć ze służby.
Także posłowie i senatorowie nie mogą łączyć funkcji parlamentarzysty z funkcją samorządowca, więc wybierają Warszawę.
Natomiast dziennikarze sami nie wiedzą, czy mogą startować w wyborach do samorządów, czy nie. Podczas ostatnich wyborów głośno było o indywidualnych decyzjach wielu dziennikarzy, którzy postanowili startować do rad. Społeczność dziennikarska była podzielona. Jedni uważali, że nie ma przeszkód, inni twierdzili, że będzie to upolitycznienie fachu.
Najwięcej przy tym namąciła Rada Etyki Mediów, która wydała wewnętrznie sprzeczną interpretację. Wprawdzie uznała, że "dziennikarze etatowi mediów, a zwłaszcza publicznych, nie powinni we własnym interesie prowadzić kampanii wyborczej", ale zaraz potem dodała: "jeśli kandydują - prawo tego nie zabrania - powinni byli wyraźnie poinformować o swej decyzji opinię publiczną."
Sądy nie zostawiają wątpliwości
Sądy wielokrotnie oceniały, że radny narusza ustawę nawet wtedy, gdy nie uzyskuje z działalności na majątku komunalnym jakichkolwiek zysków lub korzyści. Działa niezgodnie z dyspozycją ustawy nawet wtedy, gdy jest np. członkiem stowarzyszenia, które wynajmuje lokal od gminy lub powiatu. I nieważne na jakie cele są przeznaczane dochody stowarzyszenia, uzyskiwane z prowadzenia działalności gospodarczej. Dotyczy to np. działaczy sportowych z lokalnych klubów. A także strażaków - ochotników, którzy wynajmują lokal na remizę (czytaj Radny strażak nie może zarabiać na remizie).















