Publicystyka

Narkomanów trzeba leczyć, nie karać

Jan Smoleński
Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński
Obecne władze Monaru, przy sprzeciwie wielu działających w tej organizacji terapeutów, z niejasnych powodów twardo opowiadają się za represyjną polityką narkotykową – piszą publicyści
Wywiad z szefową Monaru Jolantą Łazugą-Koczurowską („Nie legalizujmy narkotyków”„Rz”, 29.09.2010) był bulwersujący. Obok kilku co najmniej dyskusyjnych opinii (m.in. sugestia, że palenie marihuany prowadzi do uzależnienia od narkotyków twardych) pada tam bardzo poważne oskarżenie pod adresem osób zaangażowanych w prace nad nowym prawem. Na pytanie dziennikarza, skąd pomysł na (dość kosmetyczną) liberalizację prawa antynarkotykowego w Polsce, przewodnicząca tak zasłużonej organizacji, jaką jest Monar, odpowiada: „Nie wiem. Ale przypuszczam, że w jakiejś mierze stoi za tym biznes narkotykowy”. Stwierdzenie to trudno uznać za wypowiedziane w dobrej wierze.
Przygotowana przez rząd i skierowana pod obrady parlamentu nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii z pewnością jest potrzebna, a przez środowisko eksperckie oczekiwana. Ma ona bowiem pomóc w realizacji hasła: „leczyć, zamiast karać”, czyli umożliwić organom ścigania traktowanie konsumentów nielegalnych używek nie jako przestępców, ale ofiary narkotyków. Rząd obiecuje również, że ustawa pomoże skuteczniej walczyć ze zjawiskiem dopalaczy oraz znacznie ułatwi zwalczanie handlu nielegalnymi używkami, czemu służyć ma zaostrzenie kar wobec posiadaczy ich większych ilości. Bez wątpienia obowiązujące przepisy – przewidujące karę więzienia za posiadanie najmniejszych ilości narkotyków – przynoszą więcej szkód niż pożytku. Zamiast ścigać prawdziwych przestępców, policja skupia się na wyłapywaniu młodych ludzi okazjonalnie sięgających po narkotyki. Każdego roku polskie sądy orzekają wobec nich blisko 9 tys. wyroków więzienia. Czyni to nasz kraj europejskim liderem w karaniu za konsumpcję narkotyków więzieniem – rzecz w pozostałych państwach UE niespotykana. Wiele ze skazywanych osób jest uzależnionych, wymaga działań terapeutycznych, nie zaś kar.
W 2008 roku ruszyły prace nad nowelizacją feralnych przepisów. Ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski powołał grupę ekspertów, którzy pracowali pod kierunkiem wybitnego polskiego kryminologa Krzysztofa Krajewskiego. Były to osoby, co do których reputacji, wiedzy i uczciwości nie mamy najmniejszych zastrzeżeń. Czy Koczurowska rzeczywiście chce nas przekonać na łamach jednego z najbardziej poczytnych dzienników w Polsce, że Piotr Jabłoński (dyrektor Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii) czy Kajetan Dubiel (wówczas dyrektor Biura Penitencjarnego Służby Więziennej, a obecnie szef więziennictwa polskiego), którzy m.in. brali udział w pracach nad nowelizacją, są na usługach mafii narkotykowej? Albo że ktoś nimi umiejętnie manipuluje? Tego rodzaju pomówienia z pewnością nie są zaproszeniem do debaty wokół polityki narkotykowej, ale raczej próbą dezawuowania szerokiego grona ekspertów, którzy na problem sięgania po nielegalne używki patrzą nieco inaczej niż gdańskie środowisko terapeutów. Terapeutów, przypomnijmy, których ostatnie osiągnięcia, nie licząc kuriozalnych wypowiedzi, ograniczają się do sądowych oskarżeń kierowanych pod adresem dawnych kolegów (Jacek Charmast) czy niszczenia wzorcowych struktur, jak Centrum Pomocy Narkomanom w Krakowie, tworzonych jeszcze przez Marka Kotańskiego. Wielką zasługą Kotańskiego i Monaru jest to, że 30 lat temu byli pionierami pomocy uzależnionym od narkotyków w Polsce. Problem jednak w tym, że obecne władze organizacji, przy sprzeciwie wielu działających w niej terapeutów, z niejasnych powodów twardo opowiadają się za represyjną i – jak widzimy – zupełnie nieskuteczną polityką narkotykową. Czytając wywiad z Jolantą Koczurowską, trudno oprzeć się wrażeniu, że z wypowiedzi przewodniczącej największej w Polsce organizacji zajmującej się leczeniem uzależnionych zieje intelektualna pustka. Walka za pomocą absurdalnych oskarżeń z tymi, którzy ośmielają się myśleć inaczej niż prezes Monaru, służyć ma zaś jedynie utrzymaniu status quo, przez które nasi krewni i przyjaciele trafiają przed oblicze sądów. To smutne, ale po raz kolejny okazuje się, że niektórych terapeutów od leczenia czy pomagania bardziej interesuje karanie i rozstawianie innych po kątach. Może więc wraz z polityką narkotykową naszego kraju powinien się wreszcie zmienić sposób myślenia organizacji takich jak Monar? Jan Smoleński jest publicystą „Krytyki Politycznej”, Mateusz Klinowski działa w Polskiej Sieci Polityki Narkotykowej, organizacji walczącej o liberalizację prawa narkotykowego [ramka][srodtytul]Pisała w Opiniach[/srodtytul] [b]Jolanta Łazuga-Koczurowska[/b] [i][link=http://www.rp.pl/artykul/9133,541270-Nie-legalizujmy-narkotykow.html]Nie legalizujmy narkotyków[/link], 27 września 2010[/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL