Rozmowa "Rz"
Arłukowicz: to była afera PO
Konkurenci na rynku hazardu użyli jako broni polityków najwyższego szczebla – mówi poseł komisji śledczej
Rz: Mija rok od ujawnienia przez „Rz“ stenogramów rozmów bohaterów afery hazardowej. Sprawa rozeszła się po kościach, więc chyba afery nie było?
Bartosz Arłukowicz, poseł Klubu SLD, wiceszef hazardowej komisji śledczej: Nie trzeba być szczególnie wnikliwym obserwatorem, aby stwierdzić, że jednak była. Jest to dokładnie opisane. Czym, jeżeli nie aferą, jest proces wpływania na grupę polityków przez branżę hazardową i próby zmieniania prawa na prywatnych spotkaniach, a może nawet na cmentarzu.
Naruszeniem procedury legislacyjnej – jak to określił przewodniczący komisji śledczej Mirosław Sekuła (PO).
Przewodniczący Sekuła napisał też, że tak naprawdę to nic się nie stało. Cóż, taka była jego rola w tej komisji.
Może, odwołując się znów do Sekuły, większym problemem była prowokacja ze strony CBA?
Działania CBA nie były profesjonalne. Np. zastanawiające jest to, że w momentach krytycznych dla sprawy CBA nie zastosowało środków operacyjnych, które umożliwiłyby analizę toczonych rozmów. Myślę tu o rozmowie na cmentarzu między Zbigniewem Chlebowskim a Ryszardem Sobiesiakiem, rozmowie Marcina Rosoła w Pędzącym Króliku. CBA je opisało i wysnuło wnioski, ale nie zebrało jednoznacznego materiału operacyjnego z tego spotkania.
Czy Mariusz Kamiński miał jakąś intencję polityczną?
Od zawsze miał intencje polityczne. Był politykiem, gdy zostawał szefem CBA. Tam także kierował się takim myśleniem. Ale czy w tej sprawie miał przede wszystkim intencje polityczne? Nie wiem, nie posunę się tak daleko. Ale całkowicie tej intencji nie wykluczam.
Wygląda na to, że do polityki wrócą wkrótce Mirosław Drzewiecki i Zbigniew Chlebowski.
Nikt nie ma wątpliwości, kto był głównym bohaterem tej afery. Obserwuję w Sejmie, jak Mirosław Drzewiecki za każdym razem siedzi w coraz niższym rzędzie ław poselskich. Czyli zajmuje coraz bardziej prestiżowe miejsce. Ciągle jest blisko szczytów władzy Platformy Obywatelskiej. Martwi mnie to, bo w Polsce powinny obowiązywać inne standardy. Z jego resortu wyszło przecież bardzo ważne pismo mówiące o odstąpieniu od tzw. dopłat. To miało skutkować zmianami w budżecie państwa. I Drzewiecki opowiadał później, że nie czytał tego pisma, ale podpisał, bo podsunęli je pracownicy. A jeśli zrobił to w sposób świadomy, to zrealizował dążenia Sobiesiaka. W obu przypadkach to go dyskwalifikuje.
W którym momencie afery Drzewiecki został złapany za rękę?
Moment krytyczny to 30 czerwca 2009 r., kiedy w Ministerstwie Sportu jego szef, czyli Drzewiecki, podpisał to pismo, o którym przed chwilą mówiłem. Pismo było zgodne z wielomiesięcznymi zabiegami Sobiesiaka. W jasny sposób Sobiesiak mówił: trzeba odstąpić od dopłat. Wielokrotnie w rozmowach telefonicznych Sobiesiak stwierdza, że odstąpienie od dopłat umożliwić może „Miro“, czyli dobry znajomy Sobiesiaka Mirosław Drzewiecki.
Platforma twierdzi, że afera zaczęła się już za rządów Leszka Millera i ciągnęła się za rządów PiS.
Problem z hazardem mamy od lat. Rząd Millera jako pierwszy zaprojektował przepisy, które zaczęły regulować ten rynek, ograniczając szarą strefę. Wtedy też zaczęły wpływać do budżetu pieniądze z hazardu. Potem zaczęła się debata na temat wideoloterii. Rząd PiS chciał je wprowadzić, nawiasem mówiąc, to jedna z bardziej uzależniających form hazardu. A afera hazardowa PO polegała na próbie wprowadzenia ułatwień dla branży tzw. jednorękich bandytów. W sektorze hazardowym trwała walka między właścicielami automatów o niskich wygranych, tzw. jednorękich bandytów, a firmami próbującymi wprowadzić na rynek wideoloterie.
Jest teza, że afera była wynikiem wojny wewnątrz branży.
Nie byłoby afery, gdyby walka toczyła się wewnątrz branży. Ale konkurenci użyli jako broni polityków najwyższego szczebla. Jest więc afera.
- O co branża się pobiła?
- O ogromne pieniądze. Wprowadzenie wideoloterii eliminowałoby jednorękich bandytów. Dopłaty były groźne dla automatów o niskich wygranych. W związku z tym branża postanowiła wpłynąć na polityków, aby ci podjęli korzystne dla niej decyzje.













