Publicystyka
Radykalny Kaczyński, cyniczny Tusk
Migalski, kiedyś surowy, bystry, zachowujący równowagę recenzent, zmienił się w człowieka trawionego jednym chorobliwym celem: skompromitowania czegoś, co na moment ukochał – publicysta "Rzeczpospolitej" recenzuje książkę europosła.
Dostawszy do ręki tę książeczkę z twarzami Jarosława Kaczyńskiego i Donalda Tuska, przekonamy się szybko, że historia chyba musiała się potoczyć tak, jak się potoczyła. "Nieudana rewolucja. Nieudana restauracja" Marka Migalskiego wydana przez Czerwone i Czarne powstała (oprócz zakończenia) przed smoleńską katastrofą, a więc przed prezydencką kampanią lidera PiS.
Gdy ją pisał, politolog ze Śląska nie miał pojęcia, że będzie w tej kampanii czynny, a potem wejdzie w ostry spór z liderem, aby zostać przez niego wyrzuconym na margines.
Prezes Göring
A jednak ziarno rozłamu zostało zasiane już wtedy. Co wiedział każdy, kto znał stan ich relacji. Z jednej strony coraz bardziej nerwowe listy i próby zwrócenia na siebie uwagi entuzjasty, który myślał, że będzie partnerem. Z drugiej wzgardliwe milczenie.
Nic to, że Migalski napisał wielki hymn na cześć projektu IV RP, z jego ideą wzmocnienia państwa i asertywnej polityki zagranicznej, skoro pośród wielu pochwał zapisał także bardzo krytyczne opinie o Jarosławie Kaczyńskim. Jego politycznym stylu i jego skuteczności. Nie zdecydował się nawet na językową dyplomację. Walczył o IV RP jak lew, ale walczył nieudolnie, to lapidarne i może nawet zbyt proste podsumowanie dorobku prezesa PiS dokonane przez europosła tej partii.
Pośród morza komplementów znalazły się krwiste złośliwości. Wypominając Kaczyńskiemu błędną politykę kadrową polegającą między innymi na wydobywaniu z różnych zakamarków ludzi starego systemu typu Kryże czy Kaczmarek, porównał go do Hermanna Göringa z jego maksymą: "kto jest Żydem (w moim resorcie), decyduję ja".
Takie porównania nawet w zachodnich, niebędących własnością lidera, wewnętrznie pluralistycznych partiach nie ułatwiałyby kariery. W Polsce muszą oznaczać wyrok. Możliwe, że gdyby nie starcie po ostatniej kampanii, Migalski nie zostałby za książkę wygnany tak szybko jak za słynny list otwarty – dotyczy ona w końcu obrachunków historycznych. Ale z pewnością urażony prezes szukałby pretekstu do rozprawy z niepokornym wyznawcą.
Intuicje na temat PO – PiS
Ta książka nie jest produktem propagandzisty. Jest dziełem sprawnego, formułującego ostre jak brzytwy tezy znawcy polityki. Ponieważ to podsumowanie dziejów kilku ostatnich lat (tych po 2005), może w zbyt małym stopniu jest dziełem historyka.
Gdy Migalski orzeka arbitralnie, że PiS porywał się podczas swych rządów na zbyt wiele tematów i reform, rad bym poznać przykłady. Gdy dzieli wyborców PO na trzy grupy (starzy zwolennicy partii – konserwatywno -liberalni i antykomunistyczni, rozczarowani zwolennicy PiS oraz lewicowcy pozyskani antykaczyzmem), chciałbym się dowiedzieć, co poza intuicją pomogło autorowi dokonać takiej klasyfikacji. Migalski za rzadko cytuje, za mało odwołuje się do konkretu, ale intuicję ma dobrą, a słuch na rozmaite zjawiska, naziemne i podziemne, wyczulony.
Czujemy, że nawet gdy upraszcza, bardziej ma rację, niż jej nie ma. Ostatecznie tak się najczęściej opisuje polityczną współczesność, a większość tzw. badaczy typu profesor Czapiński czy doktor Markowski jest bardziej gołosłowna. Socjologia z owymi wszystkimi badaniami elektoratów czy sondażami markującymi wiedzę o stanie świadomości społeczeństwa, zwykle mocno niekompletnymi, jest pomocna tylko do pewnego stopnia. Ze szczególną ciekawością przyglądałem się w tej książce jako autor niedawno wydanej biografii Jarosława Kaczyńskiego, w której sam próbowałem odpowiedzieć na podobne co Migalski pytania. W szczególności na to podstawowe – o przyczyny załamania się przełomu z lat 2003 – 2005. Próbowało tego zresztą, z najróżniejszych pozycji i nieomal codziennie, dziesiątki komentatorów, polityków i badaczy. Konkurs diagnoz trwa do dziś.















