Rozmowa "Rz"
Nie wstydzę się swoich poglądów
Dla lewicy jestem strasznym ciemnogrodem katolickim – mówi minister Elżbieta Radziszewska
Pani minister, współczuć pani czy gratulować? Wszędzie pani pełno.
Elżbieta Radziszewska, pełnomocnik rządu do spraw równego traktowania: Gratulować. Nareszcie mam okazję, by publicznie poopowiadać o swojej pracy i problemach, jakimi się zajmuję. Choć muszę przyznać, że ta nagonka na mnie, którą możemy obserwować, wcale nie jest dla mnie przyjemna.
Przecież sama ją pani wywołała głośną już wypowiedzią o tym, że katolicka szkoła ma prawo odmówić zatrudnienia lesbijce.
Ale to jest prawda. Katolicka szkoła ma prawo odmówić zatrudnienia osobie, która jawnie narusza jej zasady etyczne. A wiadomo, że osoba, która jest zdeklarowaną i aktywną lesbijką, postępuje wbrew katolickim zasadom. Moim zdaniem tak jak gmina żydowska niekoniecznie musi chcieć zatrudniać u siebie antysemitę, tak szkoła katolicka nie musi zatrudniać homoseksualisty.
O tym, że Kościoły i związki wyznaniowe oraz instytucje z nimi związane mają do tego prawo, mówi i nasz kodeks pracy, i przepisy unijne. A także przygotowana przeze mnie ustawa o równym traktowaniu.
Ale moje argumenty merytoryczne i tak nie mają znaczenia. "Gazeta Wyborcza" wydała na mnie wyrok skazujący, jeszcze zanim zdążyłam cokolwiek zrobić czy powiedzieć. A wszystko dlatego, że nie wstydzę się przyznać do swoich konserwatywnych poglądów i do tego, że chodzę do kościoła.
Magdalena Środa mówi, że konserwatysta zajmujący się sprawą równości to tak jak pacyfista na czele Ministerstwa Obrony.
I to jest właśnie dyskryminacja. Nie wolno nikogo dyskryminować ze względu na jego religię, wyznanie czy światopogląd. I jeśli ktoś mówi, że ponieważ jestem osobą wierzącą w Pana Boga, to się nie nadaję do pełnienia jakiejś funkcji, to jest to jawna nietolerancja.
Jestem zdziwiona, że osoby, które tak dużo mówią o równości, otwartości i poszanowaniu drugiego człowieka i słowo "tolerancja" odmieniają przez wszystkie przypadki, same dyskryminują, szydzą i ośmieszają osoby wierzące. A przecież tolerancja polega na cierpliwym znoszeniu cudzej odmienności.
Cierpliwość feministek chyba się skończyła. Zarówno one, jak i Grzegorz Napieralski żądają odwołania pani ze stanowiska.
Specjalnie się tym nie przejmuję. Właśnie ukończyłam prace nad ustawą o równym traktowaniu, z czego jestem niezmiernie dumna. Lewica, która dzisiaj tak głośno krzyczy i żąda mojej dymisji, zapomniała, że sama rządziła przez osiem lat i nie zrobiła nic w tej sprawie.
Ich głównym celem jest walka ideologiczna. Aktualnie w tej wielkiej walce jednym z małych celów stała się Radziszewska.
Z politowaniem i pewnym pobłażaniem czytam to, co wypisuje na mój temat pani Środa. Że Radziszewska nie zajmuje się kobietami, chyba że jest to Najświętsza Panienka. Albo że podczas kampanii prezydenckiej byłam jak Matka Boska w klapie Bronisława Komorowskiego.
Zdaniem tych środowisk jestem strasznym znienawidzonym ciemnogrodem katolickim. Zjadam dzieci na śniadanie, a pod wieczór harmonią morduję sąsiadów. Tymczasem jestem normalną osobą, katoliczką, jak większość ludzi w tym kraju. Nie tępię homoseksualistów – więcej, nawet mam wśród nich znajomych, co może panią Magdalenę Środę zdziwić.
Pani zdaniem mniejszości seksualne nie są w Polsce dyskryminowane?
Wbrew pozorom najbardziej dyskryminowaną grupą w Polsce są kobiety. Ale owszem, dyskryminowani są też niepełnosprawni, osoby starsze, a także mniejszości seksualne. I ja nigdy nie utrzymywałam, że tak nie jest.
Przejmuję się każdym sygnałem, jaki do mnie dociera. Często bywa jednak tak, że pewne środowiska rozumiejące zasadę równego traktowania dość wybiórczo chciałyby, bym promowała ich skrajne poglądy. Mogę zapewnić, że jestem gotowa reagować na wszystkie doniesienia, które do mnie napływają. Tylko że nigdy nie zgłosiła się do mnie żadna szykanowana osoba homoseksualna.
"Gazeta Wyborcza" zarzuca, że zignorowała pani chociażby opisywaną przez nich historię Marty Konarzewskiej: nauczycielki, lesbijki, która czuła się dyskryminowana w pracy.













